22042018Nowości:
   |    Rejestracja

Marzec’68 – czas skończyć z korowską „jazdą” antysemityzmem


Stale zaczynam – do zmęczenia już – swoje komentarze pod durnymi wpisami, powielającymi liczmany: młodzież dała się w 1968 roku partyjniakom wypuścić, a skutki pomówienia Polaków o antysemityzm opłakane. „Doprawdy, niewiele Pan/Pani wie o tamtym (Marcowym) okresie…”


Np., że „rozruchy” (protesty, wydarzenia – jak zwał, tak zwał) w stolicy to był tylko, jak to określił prof. Bohdan Urbankowski, kidnaping wewnątrzpartyjny, by jedna frakcja mogła pogrozić drugiej, a gdy poskutkowało, potem zwolnić zaaresztowaną progeniturę (zresztą niestudencką).
Natomiast w całym kraju był autentyczny, antykomunistyczny bunt – insurekcja, rebelia! I nie tylko w miastach akademickich (piszę ironicznie, bo może ktoś nie dokapuje, co chcę powiedzieć) takich jak Bielsko Biała czy Tarnów i inne, nawet Legnica, ostoja kremlowskiego najeźdźcy. Wszędzie z wielkim wsparciem młodzieży robotniczej, w dużych miastach, naturalnie, spoza faktycznie istniejących tam uczelni (dziś te statystyki, głównie represji sądowych, są bardziej dostępne poprzez IPN). Stąd PZPR-owska maskirowka z hasłem „studenci do nauki” i rzekomo liczne bojówki robotnicze, mające zapędzać młodzież akademicką w mury uczelni. W „warszawce” ta ściema przechodziła, lecz gdzie indziej nie!

A więc jeszcze raz, do znudzenia i do bólu cwanych łepetyn judaszy – tych wszystkich obecnych „czerskich”, teraz z ekspozyturą w Muzeum Polin.

Najwyższy czas przyjąć PRAWDĘ o Marcu’68. O ludowej rebelii antykomunistycznej, a nie powtarzać tę zakłamaną korowską narrację, z antysemityzmem w tle. Takie odkłamanie zrobił już dość dobrze (wstępnie) prof. Bohdan Urbankowski (vide esej w „Pierścieniu Gigesa”). Tylko cytować i rozpowszechniać! Jakaś partyjna zagrywka pomiędzy frakcjami PZPR-u w Warszawie, ze wspomnianym kidnapingiem dla postraszenia przeciwników (co, gdy poskutkowało, zakończyło się amnestią) oraz przy okazji „czystka w żydo-ubecji” z nakazu (znaleźć zdrajców) i za przyzwoleniem (rozmiar działań) Kremla, nie może się przez pół wieku doczekać jasnego wykładu. Rzekomi robotnicy, którzy zapędzali do nauki „wykorzystanych do niecnych celów studentów”, okazali się li tylko „teatrem pałkarzy” dla gawiedzi. Urbankowski podaje fakty (dane o liczbie zatrzymanych i ich statusie – prawdziwe, wprost z biurka Cyrankiewicza), z których wynika, że to robotnicy chcieli napierniczyć, ale Partii w stolicy. A jakież to ośrodki akademickie reprezentowali buntownicy (warchoły) w Radomiu, Tarnowie, Białej Podlaskiej, Bielsku Białej czy – o zgrozo, w naszym mateczniku Sowietów – Legnicy, gdzie nawalanka była kilkudniowa, że aż trzeba było ściągać posiłki ZOMO /1 ze Słupska?! O antykomunistycznym Krakowie’68 sam mogę zaświadczyć. Natomiast proszę mi pokazać jakiekolwiek związki „podjudzania antysyjonistycznego” (czy reakcji na takie bzdury) w buntach innych miast, poza Warszawą? No może jakieś odpryski w Łodzi, bo tam emisariusze ze stolicy mieli blisko. Gdy większość Polaków zrozumie wreszcie o Marcu prawdę, to i prowokacje na tym żerowisku „niedomówień i pomówień” się raz na zawsze skończą. Jeśli komuś indywidualnie zrobiono krzywdę (co przyjmuję), to niech ma pretensje do ówczesnych Ruskich i naszych komuchów. Tak jak za Holokaust należy mieć roszczenia do Niemców. Św. p. prezydent Lech Kaczyński to rozumiał – ja o to nie zabiegałem, a krzyż – zupełnie zaskoczony – dostałem. Bez zbędnych słów i wyjaśnień. Poza tym teraz moja ogromna, wielotomowa teczka procesowa o zadośćuczynienie jest do wglądu. Tam widać jak na dłoni, co wiem i o czym mówię. O insurekcyjny ton a propos Marca’68 proszę, domagam się! Pisałem onegdaj o roli Jaruzelskiego w Marcu’68 i jego późniejszej koalicji ze światowym żydostwem, były wtedy ciekawe komentarze. /2

Proszę bardzo, chcecie wiedzieć…? – to ma kto na prawicy ten szkodliwy dla nas wszystkich „wydźwięk” Marca’68 prostować! Choćby dwóch Ryszardów: prof. Terlecki, wicemarszałek Sejmu (zeznania przed ubekami, jako krakowski hippis o pseudonimie „Pies”, poświadczające, że żadnych korelacji z centralą „syjonistyczną” w stolicy nie miał, w moich aktach z IPN-u) oraz prof. Legutko, europarlamentarzysta (członek powstałego na początku protestów w Krakowie abdykacyjnego „Komitetu 100”, któremu władze przygroziły i zaraz się rozwiązał, po którym ja wraz z odważnymi koleżankami i kolegami działałem dalej, najzwyczajniej radykalnie, aż do samego pierdla na Montelupich; akta w mojej teczce). Zapraszam, niech zabiorą głos, są w partii władzy. Dał im przykład odwagi 10 lat temu Lech Wielki!

Powiedział już o Marcu parę zdań, co trzeba, Stanisław Michalkiewicz (m.in. o UMCS w Lublinie). /3 W moim procesie zeznawał świadek, pisarz kresowy Stanisław Srokowski, o walkach z zomowcami w Legnicy, także Edmund Klimczyk (banita, obecnie w Kazimierzy Wielkiej) – robotnik z Huty im. Lenina, więziony wraz ze mną. Proszę zapytać Adama Macedońskiego, założyciela Instytutu Katyńskiego, jak było? (vide moje akta sądowe). A więc jest trochę znanych w Polsce ludzi, co mieli z KPP-Korem do czynienia, którzy od początku tego dużego, jakże ważnego buntu w całej Polsce w 1968 roku, znają prawdę, i się w jej obronie odważyli wypowiadać. Niektórzy znamiennie działać, jak prof. Lech Kaczyński (orderami, bo wielu patriotycznych „marcowców” je dostało” na 40-lecie) czy prof. Urbankowski, robiąc spotkania w klubie „Ronina”, sekowany całe lata jako pisarz, poeta, historyk i politolog.

To gniazdo szerszeni /4, które zawiązało kokon w KPP i stamtąd, po wyfrunięciu, wciąż kąsa, trzeba raz na zawsze unieszkodliwić. Czym? PRAWDĄ. O nich samych i ich rezonatorach (bezmyślnych w większości).

Zestawmy „szykany” wtedy i SZYKANY potem.
W 1968 roku nie było obowiązku opuszczać kraju (kto się uparł, bo rozumiał, że to jest mściwa zagrywka Sowietów, ten został).
Przekraczając polską granicę na Zachód rozmaitego kalibru oprawcy i szuje fastrygowali sobie glorię represjonowanych przez państwo nad Wisłą (czyli fikcję z nadania Kremla), by w odorze Polaków-antysemitów (wiemy, że trzeba ten drugi człon zaraz prostować cudzysłowami) nie było czuć ich ubeckiego smrodu, mającego często źródło w zbrodniach.

No a potem prawdziwa, pro-polska opozycja Marcowa…
Szykana, oprócz banicji z miasta, gdzie ktoś się wtedy buntował, polegała na „carskim wynalazku”, czyli tzw. wilczym bilecie. Ta kategoria prawna w Rosji była i jest stałe tam uznawana (choć bez efektów z tego paragrafu), jednak w Polsce traktowana procesowo tylko pomocniczo. Ma ona mieć źródło (miejsce zdarzenia: tutaj gdziekolwiek w 1968 roku), przyczynę (w naszym wypadku bunt przeciwko władzy z obcego nadania), czasokres (od wtedy do dziś; tak, tak…, o czym za chwilę) oraz siłę opresji (sinusoidalną, ale o charakterystyce nieregularnej, w zależności od społecznego zapotrzebowania „na docisk” antypolskich „ośrodków”, często przy wsparciu filosemickiej władzuni).
Oto klucz do sposobu prowadzenia mojego procesu o zadośćuczynienie (proszę zwrócić uwagę dalej na liczbę mnogą) w sądach krakowskich 1968-1969 oraz potem w latach (2008 – 13 i dalej w katowickich – 2014 – 2018). I dalej…?

To obwiązuje w polskim wymiarze sprawiedliwości (z dużej litery: Niesprawiedliwości) – niejawna wykładnia: Marzec”68 był szemrany, bo ludzie dali się wypuścić, a przy okazji ujawnił się polski, wyssany z mlekiem matki antysemityzm. Inne bunty były autentyczne, a ten był z podpuszczenia. Prostował to Dejmek a propos „Dziadów”– ale na nic. Jakby ktoś poczytał o genezach buntów – jakiekolwiek opracowania naukowe, a takie są – to by wiedział, że nie ma definicji momentu ich narodzin. Tyle. Kropka. W 1968 roku „warszawka”, moczarowcy, Gomułka – sobie, a Polska (w sensie teren) swoje!!!: „tego ustroju z Kremla dość!”

Co Wy myślicie, że kasta sędziowska jest rodem lub afiliacją skąd? Mam wymieniać „dziwne” nazwiska składów sędziowskich? Oni się nawet tych rodowodów nie muszą wstydzić, tak się już czują pewni: jak u siebie. W zarządzanym kondominium.
Jest uchylone Okno Overtona /5 – to skorzystajmy z okazji i możliwości. Bo może być wkrótce całkiem zamknięte.

Przypisy i odnośniki:
1./ Dla przypomnienia, bo młodzież przeważnie nie wie, z którego kościoła dzwonią, o ile w ogóle słyszy… ZOMO to skrótowiec od nazwy Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej – oddziałów Milicji Obywatelskiej powołanych „w okresie rzekomej odwilży” – w drugiej połowie 1956 roku (po Poznańskim Czerwcu). I tak to historyczne zakłamanie leci do dziś, że Komuna popuszczała w spodnie, a lud cieszył się coraz większą wolnością… Tylko te „warchoły” w 1968 roku tego nie rozumiały i nie doceniały! Antysemity jedne!
2./ http://naszeblogi.pl/42923-kle…
3./ Od minuty 19,00:

target=”_blank”>https://www.youtube.com/watch?… (link is external)
4./ Inspiracja z komentarza Spike’a: „Prezydent USA poznaje intencje obcych, że są jak ta szarańcza, która krąży w kosmosie i niszczy inne cywilizacje, pewnie też dlatego, że uważają siebie za wybrańców wszechświata.”
5./ Termin zaczerpnięty od mojego rówieśnika w bojach z komuną, który umie o tym korowskim zakłamaniu lepiej pisać, Tadeusza Korzeniewskiego; vide (o ile nie poblokują, bo po wizycie „naszych” u „naszych”, jak z dumą wczoraj ogłosił w Poznaniu przy zupie z wkładką u Cegielszczaków premier MM (nazwany tutaj parę tygodni temu przeze mnie „tarą”), zdaje się abdykacja na rzecz „naszych braci” (jego słowa), w jidysz nazywana koncepcją Polin – już nastąpiła): http://niepoprawni.pl/blog/wil… (link is external) oraz http://www.tadeuszkorzeniewski… (link is external)

Napisane przez:


od 1982 były dziennikarz, w PRL opozycjonista represjonowany, odznaczony przez ś.p. PREZYDENTA z polecenia ś.p. PREZESA IPN.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

315747