20112017Nowości:
   |    Rejestracja

Łyżka dziegciu w tej beczce miodu


Niezmiernie szanuję poczynania sejmowej komisji weryfikacyjnej, bardzo wysoko oceniam jej przewodniczącego – ministra Jakiego. Tych zastrzeżeń nie ograniczam tylko do Wymienionej komisji, lecz jeszcze dodam, że od zawsze popieram polityczną linię prezesa Jarosława Kaczyńskiego (mam jeszcze korespondencję od niego, kiedy kierował PC).


Otóż te zastrzeżenia, trochę farsownie wyglądające, poczyniłem dlatego, iż akurat eksponowanie „krzywdy” lokatorów warszawskich kamienic uważam (z punktu widzenia ekonomisty) za błędne. Oczywiście ukaranie więzieniem i odebraniem majątków złodziejom warszawskich (i nie tylko) kamienic jest bezwzględnie słuszne. W tym gronie widzę także prezydent W-wy – HGW. Nie rozumiem dlaczego mówi się, że w machlojkach z przejmowaniem warszawskich nieruchomości tkwi jej rodzina (mąż), dlaczego nie ona sama; nie słyszałem o jakiejś rozdzielności majątkowej, czy separacji – więc sama prezydent „pozyskiwała” bezprawnie owe nieruchomości. Nie stawia się na przesłuchanie, gdyż najprawdopodobniej boi się okazać swoją prawniczą indolencję. Sprawiała wrażenie cielęcia, kiedy Wałęsa praktycznie zmusił sejm do powołania ją na stanowisko prezesa NBP (bez bankowej i jakiejkolwiek praktyki). Jej zagraniczna kariera wynikała z przyjętych parytetów, nie z jakichś fachowych osiągnięć. HGW (jak dotąd) – nie popisała się żadną wypowiedzią na profesorskim poziomie. W publicznej debacie (jaką też byłoby przesłuchanie przez komisję weryfikacyjną) okazałoby się, że król jest nagi. Tylko to tłumaczy jej opór…

Wracając do kwestii lokatorów „wyrzucanych” z mieszkań. Niewątpliwie – obrona uciemiężonych tzw. zwykłych obywateli – zawsze przynosi polityczne efekty; rośnie sondażowe poparcie. Rośnie oczywiście nie tylko dzięki obronie lokatorów. Ten składnik wzrostu uważam jednak za efemeryczny. Kiedy weźmiemy pod uwagę generalną zasadę równości obywateli wobec prawa, eliminacje jakichś uprzywilejowanych grup, jakich beneficjów nie wynikających z zasług, czy specjalnej pragmatyki (mam tu na myśli przydzielanie służbowych mieszkań przedstawicielom najwyższych władz – np. premierowi, czy kadrze wojskowej przerzucanej gdzieś do odległych garnizonów), to owe oczekiwanie lokatorów warszawskich kamienic na rajskie tanie życie w luksusowych mieszkaniach w centrum nie jest przejawem tej sprawiedliwości.

Oczywiście, każdy przypadek jest inny, nie można przykładać jednakowej miary do wszystkich. Są krzywdy rzeczywiste i są oczekiwania uprawnione. By przedstawić zrozumiałą analizę omawianej sytuacji posłużę się teoretycznym przykładem (w rzeczywistości także najczęściej występującym – z jakimiś może różniącymi się szczegółami).
Otóż, po wyzwoleniu wysiłkiem całego narodu („cały naród buduje swoją stolicę”) odbudowano z gruzów, rewitalizowano warszawskie kamienice, w wyniku dekretu Bieruta zostały upaństwowione (umiastowione, co na jedno wychodzi). Do uzyskanych w ten sposób „wolnych” mieszkań przydzielono lokatorów. Wg jakiego klucza – można się tylko domyślać. Im ktoś był bliższy komunistycznej władzy, tym dostawał mieszkanie lepsze pod lepszym adresem. Zdarzały się także „wolne” kamienice mało zniszczone – w bardzo dobrym stanie o klatkach schodowych i wnętrzach na „pałacowym” poziomie – wówczas miała miejsce sytuacja jak we wierszu Majakowskiego: „Lud wejdzie do śródmieścia”. Najczęściej ów „lud” wszedł i zdefekował, zniszczył, to co było cennym wystrojem zbudowanym wielopokoleniowym wysiłkiem poprzednich właścicieli.

Owi lokatorzy płacili jakiś niewielki, ujednolicony czynsz w żadnym stopniu nie pokrywający nawet bieżących kosztów utrzymania substancji mieszkaniowej, nie mówiąc o amortyzacji całego budynku. Zasada jest ogólnie znana – co otrzymuje się za darmo, tego sie nie szanuje; co uzyskuje się w wyniku wieloletniego wysiłku finansowego –
to podlega szczególnej trosce właścicieli.

Po społecznych przemianach w III RP nie dokonano żadnego przełomu w tej kwestii. Jedynym novum była możliwość „wykupienia” mieszkania po horrendalnym opuście cenowym; dochodziło nawet do możliwości zakupu za 5 % wartości mieszkania. To skrajna niesprawiedliwość w stosunku do tych 90 % obywateli, którzy dochodzili do posiadania mieszkania własną pracą. I tak nie było wielu chętnych do zakupu – po co wydawać pieniądze – przecież i tak się mieszka. Społeczni „właściciele” nie odważali się podnosić (współmiernie do kosztów) czynszów i z tego tytułu wykwaterowywać ludzi ich nie płacących. Zrobili to dopiero prywatni właściciele kamienic. Abstrahuję od kwestii, czy byli to faktyczni właściciele, czy hochsztaplerzy. Czynsz powinien zawierać w sobie amortyzacje wartości budynku i koszty bieżącej eksploatacji.

Dość przykra – dla lokatorów owych kamienic – prawda polega na tym, że wartość mieszkań w centrum miast (Warszawy, Krakowa) jest stosunkowo duża i właściciele (miasto) ma prawo wyznaczać czynsz (w części amortyzacji budynku) na zasadzie rynkowej. Jest to duża wartość i miasto (państwo, my wszyscy) nie mamy prawa obdarzać ją jakiejś grupie przypadkowych lokatorów; mamy prawo wszyscy z tej wartości korzystać. Oczywiście – inna sytuacja jest wówczas, kiedy lokator wykupi mieszkanie – wówczas on jest właścicielem i ponosi koszty związane jedynie z bieżącą eksploatacją.

Sprawa jest trudna – większości lokatorów nie stać na wynajęcie mieszkania w śródmieściu (nie mówiąc o jego wykupieniu po cenie rynkowej). Miasto (państwo) nie może w stosunku do nich umyć rąk – powinno zapewnić możliwość wynajęcia godnego mieszkania w tańszej dzielnicy i w dostępnym standardzie.

Zaproponowana ustawa przez ministra Jakiego słuszna z punktu widzenia ostatecznego uregulowania własności kamienic, pomija jednak kwestię koniecznej regulacji sprawy lokatorów, których nie stać na wynajem drogich lokali…

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

310370