21092017Nowości:
   |    Rejestracja

Ludzie z iPhone’ami


Europejskie szaleństwo ws. uchodźców kończy się równie gwałtownie, jak się zaczęło. Usta polityków europejskich pełne frazesów o miłości bliźniego i konieczności przyjmowania przyjezdnych z Bliskiego Wschodu i Afryki wypluwają dziś słowa o konieczności odsyłania wszystkich ‘biednych i pokrzywdzonych’. Powód? Oficjanlny przekaz medialny przegrał z internetem. I rzeczywistością.


606x340_313195

Ze wszystkich polityków europejskich, którzy jeszcze niedawno głośno porykiwali na państwa, których obywatele poddawali w wątpliwość konieczność bezrefleksyjnego przyjmowania imigrantów – w większości zdrowych, młodych mężczyzn, często wcale nie biednych – przyjmowania imigrantów bronią jedynie Donald Tusk i David Cameron, który choć mówi dużo, jeszcze więcej robi, żeby żaden z imigrantów nie dostał się na Wyspy Brytyjskie sypiąc hojnie groszem francuskim władzom za utrzymywanie obozu uchodźców przed wjazdem do Eurotunelu pod Kanałem LaManche.

Pozostali – w tym najgłośniejsza przez moment Angela Merkel – wycofali się rakiem ze swoich pomysłów. Nie bez powodu. Hurraoptymistyczne przyjęcie kilku milionów ludzi w granice Unii Europejskie dość szybko skończyło się dla Niemców zimnym przysznicem. Najpierw zaczęli protestować niemieccy policjanci, delikatnie pytając, gdzie się podziali ci wszyscy witający imigrantów na dworcach kolejowych, skoro właśnie teraz ich pomoc jest najbardziej potrzebna. Ale ci po kilkunastu burdach w obozach dla uchodźców i na ulicach niemieckich miast pochowali się w domach. Później nie wytrzymały lokalne władze niemieckich landów wysyłając do Berlina wcale nie delikatne komunikaty o tym, że problem ich przerasta i nawet zastrzyki gotówki niewiele tu zmienią.

W końcu pękła Angela Merkel zapowiadając i rozpoczynając procedurę odsyłania niemal 200 tys. uchodźców tam, skąd przybyli. Merkelowej skończyły się argumenty, po tym jak oficjalny przekaz medialny niemieckiego rządu, w którym (podobnie jak w polskich telewizjach) pokazywano nieodmiennie te same rodziny z tymi samymi dziećmi (co miało wzbudzać litość) z filamami z obozów dla uchodźców, gdzie znakomitą wiekszość stanowią młodzi, zdrowi mężczyźni z nowoczesnymi smartfonami i właściwie nieodmiennie awanturujący się o to, że za mało dostają od niemieckich urzędów. Nocne rajdy taksówkami i wizyty w burdelach organizowane przez i dla biednych uchodźców przepełniły czarę goryczy i trend w Europie zmienił się radykalnie.

Deportacja, deportacja

Nowa szefowa wydziału spraw socjalnych we władzach miejskich Hamburga Melanie Leonhard (SPD) zapowiedziała konsekwentne działania wobec migrantów stosujących przemoc w schroniskach dla uchodźców.

Hamburg chce sięgać po wszystkie możliwe środki prawa karnego, by przywołać do porządku osoby naruszające zasady współżycia w ośrodkach dla uchodźców.

– Ostatnio w ciągu jednego dnia skłoniliśmy kilka osób z Serbii, by dobrowolnie wróciły do swojego kraju – zaznaczyła 38-letnia polityk w rozmowie z gazetą „Hamburger Abendblatt”.

Grupa Serbów ubliżała kierownictwu schroniska, grożąc także zabiciem, aby wymusić przeniesienie do innego schroniska. Sprawców pogróżek natychmiast zabrała policja i odstawiła ich do wydziału ds. cudzoziemców. Wdrożono wobec nich przyśpieszone procedury azylowe. Już w ten weekend awanturników deportowano samolotami do Serbii.

Innym środkiem nacisku wobec osób posługujących się przemocą jest przeniesienie ich do schronisk o gorszym standardzie.

 

Jak stwierdza polityk SPD, w ośrodkach recepcyjnych obserwuje się dwa rodzaje przemocy.

– Są ludzie, którzy chcą przeforsować prawo pięści lub sądzą, że regulamin ich nie dotyczy. Członkowie takich grup starają się wyłudzić np. pieniądze na prysznic, domagają się od innych uchodźców oddania im swoich rzeczy czy grożą personelowi schronisk – mówi.

W przyszłości władze Hamburga chcą szybciej deportować migrantów. Dotyczyć będzie to osób, które weszły w kolizję z prawem, oraz imigrantów z Kosowa i innych krajów na Bałkanach uznanych za bezpieczne kraje pochodzenia. Nie będą one już miały możliwości samodzielnego stawienia się na lotnisku, lecz będą tam eskortowane przez policję. Ze względu na to władze Hamburga zwiększają stan osobowy służb bezpieczeństwa.

Stanowoczo reagują również władze krajów granicznych Unii Europejskiej. Bułgaria, Serbia i Rumunia mogą zamknąć granice dla migrantów – zapowiedział w sobotę w Sofii bułgarski premier Bojko Borysow po rozmowie z szefami rządów Serbii Aleksandarem Vucziciem i Rumunii Victorem Pontą.

Południe mówi: NIE

– Nie dopuścimy, by nasze kraje stały się strefą buforową. Jeżeli Niemcy, Austria i inne państwa zamkną granice, gotowi jesteśmy zareagować w ten sam sposób. Nie możemy narazić naszych krajów na miażdżącą presję fal migrantów – oświadczył Borysow.

Innym ważnym punktem, w którym przemierzy są zgodni, jest poparcie dla utworzenia stref bezpieczeństwa, w których zatrzymywano by migrantów, jak tego domaga się Turcja. – Niech pozostaną tam; nie zgadzamy się, by napływali do nas – powiedział.

Borysow podkreśla, że premierzy Serbii i Rumunii zgadzają się z nim w tych sprawach i że to wspólne stanowisko zostanie przedstawione na spotkaniu bałkańskich przywódców w Brukseli, zwołanym przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera.

Bułgarski premier poinformował, że UE ma się porozumieć z Turcją w sprawie readmisji, i zaakcentował, że Ankara powinna przyjmować z powrotem migrantów, którzy przedostali się do krajów unijnych z terytorium tureckiego.

Vuczić uznał, że uchodźców nie należy zawracać do krajów, w których zostali rejestrowani. Trzej premierzy wskazali, że w ich krajach dokonuje się rejestracji migrantów, podczas gdy Grecja tego unika.

– Nasze wspólne stanowisko brzmi: my wypełniamy nasze zobowiązania, ale powinni to robić wszyscy w obecnej kryzysowej sytuacji – oświadcza Ponta. – Nie jest w porządku, by część państw zamykała swoje granice. Mamy więc prawo bronić się, chociaż zdajemy sobie sprawę, że zamknięcie granic nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Według Borysowa ‘nie widać światła w tunelu, uchodźców jest coraz więcej, a rozwiązań nie ma, nie ma odpowiedzi na pytania, gdzie będą mieszkać i pracować ci ludzie, czyimi obywatelami będą ich dzieci, jak będzie podzielony ten ciężar’. Postawił też inne pytanie: – Czy my w Bułgarii i Serbii mamy budować nowe więzienia dla tych, którzy chcą do Szwecji?

Żywe tarcze

– Dzieci uchodźców służą jako żywe tarcze ludziom z iPhone’ami, aby usprawiedliwić zalew imigrantów. Ci, którzy chowają się za dziećmi, nie zasługują na współczucie – prezydent Czech Milosz Zeman najmocniej pointuje europejską dyskusję. I nie jest to jego pierwsza wypowiedź w tej sprawie. Choć jest pierwszą wypowiedzią, z którą zgodziła się cała (z wyjątkiem Polski) Grupa Wyszechradzka oraz większość europejskich przywódców.

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

269521