22092017Nowości:
   |    Rejestracja

Londyn w ogniu? Jeszcze nie… Jeszcze…


Na cztery dni przed przedterminowymi wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii ulice Londynu znowu spływają krwią. Atak samochodem wjeżdżającym w niczego nie spodziewający się tłum to już standard. Podobnie, jak atakowanie znienacka nożem zwykłych przechodniów. Londyn wprowadza najwyższy poziom zagrożenia terroryzmem – a kampanie wyborcze milkną.


terror-london-bridge

Wiadomo już, że zginęło co najmniej sześć osób a ponad 50 innych przypadkowych turystów i mieszkańców Londynu jest w szpitalach. Scenariusz zamachów jest służbom już znany – najpierw auto wjeżdża w ludzi na London Bridge. Potem kierowca dostawczego auta oraz dwóch pasażerów biegnie do Borough Market, miejsca nad wyraz popularnego w ciepłe, letnie londyńskie wieczory. Tam wyciągają noże i dźgają najbliżej stojących ludzi. Wybucha panika a tłum próbuje chować się w restauracjach i hotelach. Policja strzela. Po godzinie jest sytuacja jest opanowana, tylko że ludzie… już nie chcą wierzyć służbom i policji. Boją się – pierwszy etap wojny przeciwko zachodowi prowadzonej na wyspach właściwie jest wygrany. Wśród londyńczyków, do tej pory żyjących w doskonałej symbiozie z przyjezdnymi z Bliskiego Wschodu oraz Pakistanu przebiega rysa, która nie da się zalepić. Muzułmanom już się tu raczej nie ufa. I nie pomoże prawo dające równość wszystkim, bo dzielnice, na których większość mieszkańców stanowią wyznawcy Mahometa już na dług pozostaną tymi gorszymi dzielnicami. O czym wie Shadiq Khan, burmistrz Londynu, pierwszy muzułmanin na tym stanowisku w wielowiekowej historii miasta.

Policja i służby specjalne ściągają swoich funkcjonariuszy nawet z urlopów. Czerwony alert w takim zakresie był ćwiczony nad Tamizą bardo dawno temu – kiedy bomby podkładali tu bojownicy z IRA, walczący o niepodległość Irlandii Północnej.

Mark Rowley, komisarz i szef londyńskich antyterrorystów mówi mediom krótko: – Nasza wiedza na temat tego incydentu cały czas rośnie.

Wśród poszkodowanych znalazł się funkcjonariusz brytyjskiej policji transportowej, który jest w „poważnym, ale nie zagrażającym życiu” stanie. Rowley dodaje również, że zamachowcy nie żyją – policjanci zastrzelili ich w ciągu ośmiu minut od pierwszego zgłoszenia. Problem polega na tym, że martwi nic już nie powiedzą, a policja spodziewa się, że ataków może być więcej. Tym razem już nie w centrum, choć to na London Bridge może amach może się wydarzyć najprędzej. W końcu tutaj to już drugi atak w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Wiadomo już, że red alert brytyjskich służb wpłynie na wybory, które odbywają się na Wyspach w czwartek. To ważne wybory, bo miały pomóc w negocjacjach ws. Brexitu, który – jak na razie – jedynie szkodzi Zjednoczonemu Królestwu oraz tamtejszej gospodarce. UE nie spieszy się z negocjowaniem kolejnych warunków wyjścia Londynu z Unii. Komisarze mówią, że imigranci unijni muszą zachować swoje prawa, zaś brytyjski rynek pracy ma dla mieszkańców UE pozostać otwarty. A to właśnie ów rynek stał się początkiem Brexitu.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, bo jeżeli Brytyjczycy pozbędą się pracowników z Unii, pozostaną im wyłącznie ci z Bliskiego Wschodu i tych krajów Azji, nad którymi dumnie powiewają flagi z półksiężycem. Jak raz ci, z których szeregów rekrutują się kolejni brytyjscy zamachowcy…

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

305187