17012018Nowości:
   |    Rejestracja

Londyn. Na kłopoty May


Dla eurokratów z Brukseli wiadomość, że nową szefową Partii Konserwatywnej Wielkiej Brytanii została Theresa May to zła wiadomość. May wie i głośno o tym mówi, że Brexit trzeba doprowadzić do końca. A w negocjacjach z Unią Zjednoczone Królestwo wcale nie będzie na straconej pozycji. Od środy Theresa May będzie brytyjskim premierem. Będzie premierem państwa, które stoi nad przepaścią.


cameron-and-may

Brexit należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to bolesne uderzenie w plany eurokratów, którzy byli przekonani, że do końca tej dekady uda im się zlikwidować państwa narodowe i przynajmnie położyć solidny fundament superpaństwa europejskiego z trzema językami urzędowymi – niemieckim, angielskim i francuskim – oraz trzema ośrodkami administracyjnymi: w Berlinie, Brukseli i Londynie. To, jak bardzo kampania na rzecz Brexit i ostateczne wyniki referendum w tej sprawie zabolały biurokratów z Brukseli było widać po ich reakcjach, które – choć prawnie rzecz biorąc referendum brytyjskie nie miało i nie ma mocy wiążącej dopóki w tej sprawie nie wypowie się parlament lub królowa – były delikatnie mówiąc, gwałtowne. Już dwa dni po głosowaniu Unia niemal jednogłośnie żegnała Wielką Brytanię mówiąc, że procedura wyjścia powinna się rozpocząć niezwłocznie. A jeśli nie rozpocznie jej Zjednoczone Królestwo, to zrobi to sama Unia.

Kryzys, jaki przetoczył się przez Wyspy Brytyjskie, polegający na tąpnięciu giełdy w Londynie i radosnej galopadzie wartości funta w dół był Brukseli wyłącznie na rękę. Do tego doszedł kryzys polityczny – dwie główne twarze Brexitu, czyli Nigel Farage, szef Partii Niepodległościowej oraz Boris Johnson, partyjny kolega premiera Davida Camerona (przeciwnika Brexitu) zrezygnowali. Pierwszy z przywództwa w partii, drugi – z kandydowania na fotel premiera.

Wypowiedzenie unii z Londynem zapowiedziały również Szkocja i Irlandia Północna – integralne do niedawna części Zjednoczonego Królestwa, które dzisiaj deklarują, że bliżej im jednak do Brukseli i Dublina.

Kraj pogrążony w takim kryzysie mógł uratować jedynie silny przywódca, o którego do wczoraj wydawało się trudno.

Ale oto od środy – po rezygnacji z funkcji Davida Camerona – fotel premiera obejmie Theresa May, dotychczasowa minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, która w poniedziałek wygrała wybory na szefa Partii Konserwatywnej. May będzie twardym negocjatorem. Zwolennikom powtórzenia referendum w Wielkiej Brytanii (tydzień po oficjalnym ogłoszeniu wyników ponad cztery miliony Brytyjczyków podpisało petycję o ponowne przeprowadzenie głosowania) odpowiada twardo: Brexit, to Brexit. Nie będziemy niczego powtarzać.

Unii i swoim politycznym oponentom zapowiada zaś: – Uczynimy z Brexitu sukces.

Ale May będzie musiała poradzić sobie również z knąbrną Szkocją, która wróciła do marzeń o niepodległości. Szkocja jest problemem nie tylko dlatego, że stanowi trzecią część kraju, ale również dlatego, że to właśnie tam znajduje się niemal cały arsenał nuklearny z Wysp Brytyjskich. Niewykluczone, że rząd w Londynie będzie negocjował z władzami Szkocji, by przedłużyć stacjonowanie okrętów z bronią nuklearną w kompleksie wojskowym Clyde. Możliwe jest też przeniesienie arsenału do USA, to jednak mogłoby osłabić pozycję Wielkiej Brytanii w relacjach z Rosją – tak przynajmniej uważają analitycy z amerykańskiego ‘Foreign Policy’.

W porcie Clyde od 1969 roku stacjonują cztery okręty podwodne – HMS Vanguard, Victorious, Vengeance i Vigilant – uzbrojone w pociski balistyczne Trident. Broń może w każdej chwili zniszczyć wybrane miasto świata, choć w założeniu ma tylko chronić Wielka Brytanię od próby ataku jądrowego lub przed szantażem nuklearnym.

W przypadku secesji Szkocji, rząd w Londynie musiałby podjąć decyzję dotycząca przyszłości swojego arsenału. Z raportu parlamentu z 2012 r. wynika, że skomplikowana logistycznie operacja przeniesienia go może potrwać nawet do 20 lat, a koszty budowy alternatywnych urządzeń i transportu mogą sięgnąć 3,5 miliarda funtów.

To ewidentne zagrożenia dla Wielkiej Brytanii. Choć Theresa May przekonuje, że i temu problemowi podoła. – Brexit nie będzie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa królestwa – mówi pewnie.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

288319