22052018Nowości:
   |    Rejestracja

Lewica to stan umysłu


Analiza projektu ustawy mającej zliberalizować ustawę aborcyjną, który niedawno przepadł w Sejmie, prowadzi do wniosku, że Zandberg, Nowicka, Tkacz-Janik i inne „czarne parasolki” powinni być dozgonnie wdzięczni za niedopuszczenie projektu do prac w Komisji sejmowej.


Ratujmy kobiety, którym grozi ograniczenie do roli inkubatora w państwie kościelnym, jakim stała się Polska pod rządami PiS. Państwie policyjnym, bez demokratycznych sądów (choć w tym kontekście brzmi to wyjątkowo humorystycznie), z ograniczaniem swobód demokratycznych, w szczególności zaś prawa do manifestacji.

 

To narracja sączona praktycznie od dwukrotnie przerżniętych przez PO/PSL/SLD wyborów 2015 roku.

 

Zobaczmy więc, jak wygląda ta prawdziwa demokracja i wolności obywatelskie, w szczególności prawo do zgromadzeń w wykonaniu lewicy.

 

 Przecież pamiętamy dość dobrze, jakim to wrzaskiem i tupaniem przywitała lewica (w szczególności tzw. los starcos desperados, czyli bojówki Kasprzaka) zmianę w prawie o zgromadzeniach dającą pierwszeństwo imprezom cyklicznym.

 

Tymczasem proponowany projekt zakazuje manifestacji przeciw ustawie aborcyjnej w odległości mniejszej niż 100 m  od szkół, innych placówek oświatowych, przychodni i szpitali ginekologicznych (art. 12).

 

Nadto w kodeksie karnym dodaje się art. 269 d i  269 e, mające służyć za knebel niezadowolonych z projektowanej ustawy.

 

Art. 269 d:

 

Kto rozpowszechnia, również w internecie, twierdzenia, nieznajdujące oparcia w aktualnym stanie wiedzy ani badaniach naukowych, o przebiegu lub konsekwencjach medycznych stosowania antykoncepcji lub zabiegów przerywania ciąży, mające na celu odwiedzenie od jej stosowania lub od wykonania lub poddania się zabiegowi, bądź też napiętnowanie osób, które go wykonały lub się mu poddały,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub karze pozbawienia wolności do lat 2.

 

Art. 269 e:

 

Tej samej karze podlega, kto dopuszcza się aktu przemocy fizycznej bądź wandalizmu lub kto pomawia, zniesławia i znieważa, także w internecie, osoby, organizacje lub instytucje działające na rzecz realizowania przepisów zawartych w ustawie o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie.

 

Przeczytajcie, proszę, ze zrozumieniem. Nowacka i Zandberg chcą ludzi wsadzać do więzienia za głoszenie…. cudzych poglądów. Użyty bowiem wyraz „rozpowszechnia” oznacza  przekazywanie zniesławiających informacji odebranej od innej osoby (P. Hofmański, J. Satko, Przestępstwa przeciwko czci, s. 22).

 

A zatem mogę zupełnie bezkarnie zamieszczać opinie własne.

 

Na straży mojej wolności słowa pojawia się jednak art. 269 e.

 

Duet Nowacka-Zandberg chce penalizować pomawianie, zniesławianie i znieważanie wymienionych enumeratywnie osób i instytucji.

 

Taki zapis obnaża dyletanctwo prawne lewicowych postępowców. Zniesławienie jest bowiem utrwaloną od lat nazwą obecnego art. 212 kk. Natomiast czyn polega na pomawianiu. Zapis postępowych natomiast sugeruje, że są to dwa różne czyny. Spójnik „i” natomiast dodany jest nieszczęśliwie, ale nad tym pastwić się już nie będę.

 

Zupełnie nie wiadomo, dlaczego akurat pomawianie-zniesławianie osób zajmujących się profesjonalnie aborcją ma być karane 100% dotkliwiej, niż pomawianie innych osób, w tym np. szefów partii tak poza- jak i parlamentarnych.

 

Wg projektu bowiem maksymalny wymiar kary grożący za to „przestępstwo” wynosić ma 2 lata pozbawienia wolności.

 

Tymczasem w aktualnie obowiązującym kodeksie (z 1997) maksymalna kara za podstawowy typ zniesławienia (art. 212 § 1 kk) wynosi 1 rok pozbawienia wolności. Dopiero postać kwalifikowana (§ 2), czyli pomawianie za pośrednictwem środków masowego przekazu oznacza taką samą sankcję, jak w projekcie.

 

Podobnie jest w przypadku zniewagi. Kodeks karny przewiduje do roku pozbawienia wolności, lewicowcy-postępowcy natomiast proponują zwiększyć sankcję do dwóch lat.

 

Kolejna różnica, bodaj najistotniejsza.

 

Przestępstwa z art. 212 i 216 KK są ścigane z oskarżenia prywatnego.

 

Projekt Nowackiej-Zandberga przewiduje natomiast ściganie z urzędu.

 

Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, jaka powstałaby w razie uchwalenia tego projektu. Do niedawna kierowany przez niepoczytalnego Rafała G. ośrodek monitorowania zachowań nieakceptowanych przez lewicę dziennie inicjowałby od 10 do 20 postępowań karnych na terenie całej Polski.

 

Aż w końcu każdy bałby się usta otworzyć by zaprotestować choćby półgębkiem przeciw coraz bardziej kretyńskim inicjatywom legislacyjnym postępowej lewicy.

 

Tak oto będzie wyglądała wolność, jeśli jakimś cufalem lewicowcy z partii RAZEM dorwaliby się do rządu.

 

Co gorsza, istnieje obawa, że tracąca wpływy PO i coraz bardziej rachityczna partia pisana od kropki na początku uwierzą, że lewicowa radykalizacja pomoże im załapać się do Sejmu w następnych wyborach.

 

Tymczasem prawda jest taka, że ci z PO i .nowoczesnej, którzy nie dopuścili do procedowania projektu środowisk parasolniczych tak naprawdę wyrządzili im przysługę.

 

Może nie aż tak wielką, jak Gomułka Kuroniowi i Modzelewskiemu zakazując rozpowszechniania ich mocno trockistowskiego Listu do partii, niemniej sporą.

 

Knebel wszystkim, którzy nie podzielają światopoglądu Nowackiej i Zandberga.

 

To sposób na dyskusję publiczną stosowany od zawsze przez lewą stronę.

 

Gułagi, obozy koncentracyjne, szubienica, kat z toporem. Czasem strzał w potylicę w podziemiach lokalnego więzienia.

 

To typowy sposób rozmowy ze społeczeństwem brunatnych i czerwonych socjalistów w I połowie XX wieku.

 

Dzisiaj, za sprawą Gramsciego, złagodnieli.

 

Zamiast fizycznej likwidacji oponenta wystarczy im jego kryminalizowanie.

 

Nie ma jednak gwarancji, że kiedy znowu byliby przy władzy, za jakiś czas nie reaktywują dawnych środków perswazji.

 

 

Dzięki posłom PO i .nowoczesnej kolejny raz udało się ukryć przed społeczeństwem prawdziwą twarz lewicy.

.

Turowski KOD

.

21.01 2018

.

.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

314294