16072018Nowości:
   |    Rejestracja

Kryzys w służbie zdrowia to mają Brytyjczycy


Wszyscy, którzy radośnie potępiają to, co robi ministerstwo zdrowia w związku z woltą lekarzy i rezydentów właściwie na terenie całego kraju, powinni rzucić okiem na to, co w służbie zdrowia dzieje się w Wielkiej Brytanii. Tak – dokładnie tam, gdzie grożą, że wyjadą nadwiślańscy lekarze mający często pacjentów za nic.


MMA_doctor

Nie jestem przekonany, że Ministerstwo Zdrowia jest tu bez winy, choć doprawdy zabawni są byli ministrowie zdrowia za rządów niechlubnych poprzedników, m.in. Bartosz Arłukowicz, który siedział na fotelu ministra, ale ze służbą zdrowia w Polsce nie zrobił nic dobrego. Nie zrobił również nic złego, bo po prostu nic nie robił. Protest młodych i niemłodych lekarzy świadczy o tym, że łatwo ich wyprowadzić w pole – bawią się bowiem w politykę, choć być może jeszcze o tym wcale nie wiedzą. Dzisiaj wiadomo, że rosną przynajmniej nakłady na to, co dzieje się i będzie działo w medycynie i polskiej służbie zdrowia. Co będzie miało wpływ i na pensje oraz warunki pracy lekarzy, i na samych pacjentów. Ci, którzy skończyli medycynę i grożą dzisiaj przed kamerami TVN, że „wyjadą, na pewno wyjadą” niechże jadą na te wyspy zamiast tyle mówić. Wiadomo wszak, że ludzie dzielą się na tych, którzy jak mówią, że pojadą to mówią i na tych, którzy jak mówią, że pojadą to… pojadą.

Ale wróćmy do Londynu! Oto szpitale brytyjskie apelują do pacjentów, żeby ci nie zgłaszali się na oddziały ratunkowe w szpitalach z błahymi sprawami, najlepiej czekając aż ich stan pogorszy się do zagrażającego życiu. Bowiem tylko tacy pacjenci będą przez lekarzy przyjmowani.

To nie koniec – brytyjskie media donoszą, że kliniki w Zjednoczonym Królestwie są przepełnione – w niektórych nie ma ani jednego wolnego łóżka. Tak jest na przykład na oddziale A&E w Milton Keynes University Hospital. Ten szpital pracuje na pełnych obrotach, a w ostatnich dniach wezwano do pracy dodatkowych pielęgniarzy i lekarzy. Podobnie jest w Bristolu, w szpitalach w Essex i Chester. Jak informują media, placówki w Kornwalii, hrabstwie Devon, Leicester i Kent ogłosiły, że pracują pod wielką presją (Operational Pressures Escalation Level 4) i jeśli taka tendencja się utrzyma, może to negatywnie odbić się na zdrowiu pacjentów.

Kryzys dotyka nie tylko pacjentów. W dzisiejszym wydaniu dzienników ukazujących się w Irlandii Północnej  przeczytać można o zapłakanych z przepracowania pielęgniarkach i pacjentach pozostawionych przez wiele godzin bez pomocy w szpitalach w tej części Wielkiej Brytanii własnie.

Władze Antrim Area Hospital z powodu przepełnienia oddziałów oraz braków kadrowych zwróciły się o pomoc do wolontariuszy z St John Ambulance, którzy już od Sylwestra za darmo opiekują się tam pacjentami.

NHS, czyli brytyjski narodowy fundusz zdrowia przyznaje, choć niechętnie, że w ostatnich tygodniach szpitale na Wyspach odwołały… 55 tys. operacji.

Właściwie na pomoc karetki i szpitala mogą liczyć pacjenci, którzy właśnie umierają. Ci w lepszym stanie powinni – zgodnie z radami lekarzy – najpierw sprawdzić objawy swoich chorób w Google, potem zaś kupić leki bez recepty i spróbować się wyleczyć.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

313429