20092017Nowości:
   |    Rejestracja

Konflikt amerykańsko-chiński a sprawa polska


Ponad dwie dekady temu wypadliśmy spod wpływów Rosji, zrzuciliśmy z siebie system komunistyczny i zmieniliśmy system gospodarczy. Mając dość Rosyjskiego panowania zwróciliśmy się w stronę Atlantydów. Dołączając do paktu Północnoatlantyckiego staliśmy się sojusznikiem Stanów Zjednoczonych a włączając się w europejskie struktury myśleliśmy, że staniemy się równoprawnym partnerem zachodnioeuropejskich państw. Jednocześnie w tym samym czasie wybudowaliśmy sobie mentalny mur na naszej wschodniej granicy, postrzegając obszar na wschód od Bugu, jako jedną wielką pustkę. Żyliśmy tak w błogim stanie, wydawało się nam, że mając amerykański parasol nad sobą jesteśmy bezpieczni a wojny są reliktem historii. Minęło ponad dwie dekady a większość z nas ma wciąż takie same wyobrażenie o świecie. W tym czasie świat nabrał dynamiki i zaczął się zmieniać.


Obszar przyszłego konfliktu

Obszar przyszłego konfliktu

 

 

 

Nasz „wielki sojusznik” po wygraniu zimnej wojny stał się jedynym hegemonem i gwarantem ładu światowego. Nie mając realnego rywala, który mógłby mu zagrozić zachował się jak nieodpowiedzialny policjant, który gania za kilkoma wyrostkami, gdy w tym samym czasie groźny mafioso zaczął produkować pod jego nosem narkotyki w sutenerze.

 

Tak Stany Zjednoczone zachciały sobie przemodelować cały Bliski Wschód. Prowadziły dwie wojny irackie. Zaangażowały się w konflikt w Afganistanie. Działania amerykanów na Bliskim Wschodzie były asymetryczne, czyli angażowali nowoczesny i drogi sprzęt w walce z bandą dzikusów. Trochę to przypominało wojnę w Wietnamie, gdy najnowocześniejsze samoloty wykorzystywano do walki z rowerem na szlaku Hồ Chí Minha. Wojna w Afganistanie, choć droga i długa nie przyniosła realnych korzyści.

 

W tym samym czasie, gdy siły amerykańskie uganiały się po pustyniach i górach za dzikusami z Kałasznikami, na Dalekim Wschodzie Chiński Smok wyszedł z ukrycia. Chiny, które stały się pierwszą gospodarką świata postanowiły dokonać rewizji ładu światowego. Państwo, które od XIX w. stało na skraju upadku postanowiło przywrócić swoje miejsce na świecie.

 

Chinom, które chcą dokonać rewizji ładu światowego i przenieść polityczne centrum świata na Daleki Wschód wystarczy wypchnąć Amerykanów z pierwszego łańcucha wysp zachodniego Pacyfiku. Kiedy przyjrzymy się poczynaniom Chińczyków stwierdzimy, że są na dobrej drodze by swoje plany zrealizować. Chinom w przeciwieństwie do USA do realizacji planów nie jest potrzebny kosztowny program budowy lotniskowców. Do realizacji swych planów wystarczy im silne lotnictwo, które będzie operowało w niezbyt dużych odległościach od swoich baz, silne wojska rakietowe i dobre rozpoznanie strategiczne.

 

Chiny dysponują już silnym i nowoczesnym lotnictwem, Jako jedyni na świecie posiadają systemy rakiet balistycznych trafiających w ruchomy cel, co umożliwia niszczenie amerykańskich zespołów uderzeniowych z lotniskowcem, a najważniejszym elementem układanki jest rozbudowa systemu rozpoznania strategicznego. Chiny zaczęły budować sztuczne wyspy na atolach na Morzu Południowochińskim. Na wyspach buduje się pasy lotnicze i instalacje radarowe, co w połączeniu z rozpoznaniem satelitarnym daje Chinom możliwość obserwacji zachodniego Pacyfiku do drugiego łańcucha wysp aż po Guam. Zmieniło to sytuację strategiczną na świecie pierwszy raz od zakończenia drugiej wojny światowej.

 

Kiedy przyjrzymy się wszystkim konfliktom zbrojnym, w których uczestniczyło USA, amerykanie wykorzystywali swoje lotniskowce, jako niezagrożone wyspy, z których mogli operować w strefie konfliktu a po misji wracać z powrotem w bezpieczne miejsce.

 

Tak było np. w trakcie konfliktu wietnamskiego, gdy amerykańskie lotniskowce bezkarnie grasowały na Morzu Południowochińskim. Jednak obecnie sytuacja zmieniła się. Wprowadzenie zespołu uderzeniowego z lotniskowcem na wody wewnętrznego łańcucha wysp zachodniego Pacyfiku grozi jego szybką utratą. To może powodować polityczne i ekonomiczne reperkusje dla USA. Brak amerykańskiej obecności w tym regionie powoduje zaniepokojenie i obawę amerykańskich sojuszników w tym rejonie świata, którzy dostrzegają powolne zanikanie amerykańskiego parasola, co może skutkować tym, że obiorą sobie nowego protektora w postaci Chin, które zagwarantują im bezpieczeństwo i wpływy z bezpiecznego handlu.

 

Tak, więc w uprzywilejowanej pozycji w potencjalnym konflikcie są Chiny, których siły będą operować w pobliżu własnych baz. W przeciwieństwie do nich Amerykanie muszą działać na ogromnych przestrzeniach Pacyfiku. Zważywszy, że Chiny mają możliwości szczegółowego rozpoznania aż po wyspę Guam, mogą uniemożliwić Amerykanom przesunięcie swoich sił uderzeniowych w stronę chińskich wybrzeży.

 

Zasięg amerykańskiego lotnictwa jest dużo mniejszy od olbrzymich odległości panujących na Pacyfiku np.. z Guam na Okinawę jest 1140 mm, do głównych wysp japońskich 1570 mm. Do Singapuru 2550 mm, a do zachodnich wybrzeży Ameryki wielokrotnie więcej.  Podstawowym samolotem lotnictwa taktycznego Stanów Zjednoczonych jest F 16, którego zasięg wynosi od 500 do 700 km a podstawowym samolotem lotnictwa pokładowego jest F 18, którego zasięg wynosi od 700 do 900 km. W tej sytuacji widzimy, że Amerykanie nie mają realnej możliwości ataku bez ryzyka zniszczenia lotniskowca przez siły chińskie.

 

Ponadto Chiny uzyskały zdolności niszczenia amerykańskich baz w regionie takich jak na Okinawie czy w Japonii. Wszystkie państwa w regionie jak Filipiny, Korea płd. Czy Tajwan są w zasięgu chińskiego lotnictwa czy sił rakietowych. W razie poważniejszego kryzysu Amerykanie nie są w stanie obronić Korei i Tajwanu, które Chiny mogą bez problemu zająć w krótkim czasie. Dodatkowo Chińczycy osiągnęli zdolności niszczenia amerykańskiej łączności satelitarnej i całego systemu świadomości sytuacyjnej a co za tym idzie amerykanie mogą stać się głusi i niewidomi i nie wiedzieć, co się wokół nich dzieje.

 

Odpowiedzią Stanów Zjednoczonych było stworzenie koncepcji wojny powietrzno-morskiej na zachodnim Pacyfiku.

Do urzeczywistnienia swoich planów Amerykanie potrzebowali wsparcia Australii. Mimo oporów dużej części australijskiego społeczeństwa, która widzi większe korzyści na handlu z Chinami, amerykanom udało się przeciągnąć ten kraj na swoją stronę. W planach amerykańskich również ważną rolę odgrywa Japonia. Jest to kraj na tyle ważny, że amerykanie będą robić wszystko, co będą w stanie robić by Japonia nie przegrała wojny w pierwszych dniach konfliktu.

 

Chińskie pasy startowe na sztucznych wyspach

Chińskie pasy startowe na sztucznych wyspach

Jeśli chcielibyśmy zgadnąć jak obecna sytuacja na Dalekim Wschodzie może przerodzić się w otwarty konflikt powinniśmy przyjrzeć się chińskiej doktrynie obronnej. Chiny uważają, że nie mogą czekać aż przeciwnik zbierze zbyt duże siły. Kiedy będą uważać, że ich interesy są zagrożone a przeciwnik zbiera siły to według Chińczyków jest to już stan wojny i tylko kwestią jest, kto uderza pierwszy.

 

Jeśli dojdzie do otwartego konfliktu Chiny dokonają ataku na amerykański system rozpoznania satelitarnego a co za tym idzie na łączność i świadomość sytuacyjną USA. Swoje możliwości mogli zaprezentować zakłócając jakiś czas temu bezzałogowy amerykański samolot zwiadowczy, który był zmuszony powrócić do swojej bazy.

 

Chiny w stosunku do Amerykanów mają lepsze rozpoznanie na większą przestrzeń. Oprócz rozpoznania satelitarnego mają sieć radarów dalekiego zasięgu, co daje im możliwości rozpoznania aż po Guan. Dodatkowo dysponują samolotami typu AWACS. Chińska łączność oparta jest nie tylko na łączności bezprzewodowej, posiadają również łączność po kablu.

 

Kolejnym krokiem, jaki dokonają Chińczycy będzie atak na amerykańskie bazy w regionie na Guam, na Okinawie czy w Japonii. W tym samym czasie chińska flota przetnie linie komunikacyjne na Pacyfiku.

 

Pierwszy okres wojny będzie defensywny dla Amerykanów, z czego zdają oni sobie doskonale sprawę. Z tego powodu rozpraszają oni swoje siły, amerykańska flota ćwiczy alarmowe wyjścia z portów na otwarte morze poza drugi łańcuch wysp zachodniego Pacyfiku. Jest to spowodowane obawą utraty ciężkich okrętów jak lotniskowce czy krążowniki. Powodować to będzie wyłączenie z akcji amerykańskiego lotnictwa pokładowego na dłuższy okres czasu.

 

Ze względu na nowoczesne chińskie pociski samosterujące i najnowocześniejsze na świecie siły balistyczne amerykańska tarcza antyrakietowa staje się bezużyteczna. W przeciwieństwie do USA Chiny nie były nigdy ograniczone w rozwoju swoich sił rakietowych żadnymi międzynarodowymi traktatami. Z tego powodu Amerykanie będą bronić tylko punktowo swoich baz broniąc tylko wybrane najważniejsze części. Ponadto występuje asymetria wydatków. Porównując koszt wyprodukowania pocisków antyrakietowych do pocisków ofensywnych to widzimy, że Amerykanie muszą wydać dużo większe pieniądze na systemy antyrakietowe niż Chińczycy na swoje siły rakietowe. To powoduje, że USA muszą rozwijać nowe technologie energetyczne jak lasery czy mikrofale. Jednak technologie te mają swoje ograniczenia i potrzeba dużo czasu do ich dopracowania.

 

Po stronie amerykańskiej następuje wzmacnianie swoich baz poprzez budowę bunkrów, rozwija się procedury naprawcze pasów startowych, udoskonala się procedury dla sił podwodnych, by bojowe jednostki floty podwodnej szybciej zajęły swoje pozycje operacyjne. Amerykańska flota okrętów podwodnych jest najnowocześniejszą i najbardziej liczną na świecie, co daje amerykanom przewagę. Z tego powodu ich jednostki mogą zająć pozycje w pierwszym łańcuchu wysp. Będzie to jedna z nielicznych amerykańskich formacji będąca w ofensywie. Więc cały ciężar będzie spoczywał na okrętach podwodnych i na samolotach niewykrywalnych przez radar jak bombowce B2. Będzie to ciężkie dla USA, ponieważ Chiny będą chcieli wygrać wojnę w pierwszym tygodniu konfliktu niszcząc wszystkie amerykańskie bazy, zniszczyć największy amerykański „lotniskowiec”, jakim jest Japonia i wyeliminować ją z wojny, co spowoduje niekorzystną sytuację dla USA, ponieważ odbicie regionu będzie dla Amerykanów prawie niemożliwe lub długotrwałe. Jak widzimy Amerykanie są w patowej sytuacji. Ze względów strategicznych korzystniej byłoby wycofać swoje siły w bezpieczniejsze miejsce, jednak z powodów politycznych byłaby to dla nich katastrofa.

 

Potencjalne zaognienie sytuacji w regionie będzie również niekorzystne dla nas. Amerykanie będą musieli przerzucić resztki swoich sił z Europy na Antypody, które jak widzieliśmy wcześniej są kluczowym elementem w amerykańskiej układance. Również Japonia będzie wzmacniana lotnictwem taktycznym z kontynentu amerykańskiego w celu zniszczenia lotnictwa chińskiego w bitwie lotniczej nad Japonią. Amerykańskie plany pokazują chęć wciągnięcia Chińczyków w pułapkę. Chińczycy będą musieli operować na maksymalnym dystansie swojego lotnictwa, co spowoduje, że nie będą mieli zbyt dużo czasu na operowanie nad Japonią a w dodatku będą pod ostrzałem wrogiej floty.

 

Piętą Achillesową USA jest jednak niewystarczająca liczba okrętów. Flota amerykańska jest najmniej liczna od czasów I wojny światowej a ze względu na bardzo rozciągnięte linie komunikacyjne na olbrzymich akwenach Pacyfiku będzie potrzebna dużo większa liczba okrętów do zabezpieczenia konwojów przed chińskimi okrętami podwodnymi operującymi na tych wodach. Amerykańska flota liczy sobie ok. 300 jednostek. W czasach administracji Regana miała ok 600 a w 1941 niecałe 600. Wzmocnieniem USA mogą być floty sojusznicze jak japońska, która jest wielokrotnie liczniejsza od brytyjskiej.

 

 

Budowa sztucznej wyspy przez Chińczyków

Budowa sztucznej wyspy przez Chińczyków

 

Aby móc myśleć o działaniach ofensywnych Amerykanie będą musieli zacząć niszczyć chińskie instalacje radarowe poza horyzontalne czy centra dowodzenia w głębi Chin napotykając na bardzo silną obronę przeciwlotniczą. Z tego powodu atak nastąpi od tej strony gdzie obrona jest najsłabsza. Najsłabiej broniona jest strona północno-wschodnia. Czy wiemy, co to oznacza? Atak musi nastąpić z nad terytorium Rosji. Kiedy przyjrzymy się mapie widzimy, że atakujące samoloty z Japonii muszą przelecieć nad terytorium Rosji. Pomyślmy, co to może oznaczać dla nas? Jak widzimy poparcie Rosji jest niezbędne do powodzenia tego przedsięwzięcia. Jednak jak wiemy nic nie jest za darmo.

 

Atak na Chiny kontynentalne w początkowej fazie wojny będzie niezwykle ryzykowny. Amerykanie nie posiadają wystarczającej ilości samolotów nie wykrywalnych przez radar. Cele znajdują się w głębi kraju a jak wiemy Chiny są ogromnym państwem. Dodatkowo atakując centra polityczne i centra dowodzenia mogą eskalować konflikt.

 

Scenariusz taki jest jednym z wariantów amerykańskiej koncepcji wojny powietrzno-morskiej przeciwko Chinom.

 

Pozostałe dwa warianty to odległa blokada oraz obrona perymetru pierwszego łańcucha wysp inaczej mówiąc obrona sojuszników w tym regionie. Jednak najbardziej kładzie się nacisk na pierwszy wariant z atakiem na Chiny, co przeraża sojuszników jak Japonię czy Koreę.

 

Jeśli USA będą chciały wygrać wojnę będą musiały uderzać na świadomość sytuacyjną i to przez cały okres konfliktu. Wojna w cyberprzestrzeni będzie musiała rozpocząć się dużo wcześniej, aby zmapować całą przestrzeń cyfrową wroga, co właśnie dzieje się na naszych oczach. Współczesna cyberprzestrzeń jest kluczem do odniesienia sukcesu, podobnie jak w dawnych czasach kluczem do sukcesu był zwiad.

 

Kolejnym etapem dla Amerykanów będzie zneutralizowanie chińskich sił balistycznych. Jest to pułapka w całej amerykańskiej koncepcji wojny, gdyż nie będą wstanie zniszczyć większości nowoczesnych mobilnych wyrzutni rakietowych. Z powodu wielu ograniczeń spowodowanych podpisanymi traktatami rozbrojeniowymi z ZSRR, USA nie dysponują odpowiednimi konwencjonalnymi siłami balistycznymi tak jak Chiny, dopiero teraz pracuje się nad projektem hipersonicznych pocisków, a użycie bombowców B2 jest niewystarczające z powodu zbyt małej ich liczby. Również atak lotnictwa pokładowego nie wchodzi w grę z powodu zbyt dużego ryzyka utraty lotniskowców, które nie będą bezpieczne w pierwszym łańcuchu wysp.

 

Jeśli amerykanie będą chcieli wprowadzić swoje lotnictwo pokładowe do akcji będą musieli najpierw zneutralizować chińskie instalacje radarowe rozmieszczone na rozbudowywanych atolach, oślepiając chińczyków i tylko wtedy będą wstanie wykorzystać swoją przewagę lotniczą, przesuwając się bliżej Chin kontynentalnych. Jest to jednak bardzo trudne do zrobienia i nie wiadomo czy dałoby się to przeprowadzić.

 

Inny wariant koncepcji wojny jest daleka blokada Chin. Czyli zablokowanie handlu Chin z innymi regionami świata. Jedyną możliwą drogą morską łączącą Chiny z Europą i Bliskim Wschodem jest cieśnina Malakka. Jest to najbardziej uczęszczana droga morska współczesnego świata, którą przepływa ok 180 statków dziennie. Czy będzie możliwe zablokować ruch tylu statków? Musimy pamiętać, że będą to statki państw neutralnych i nie będzie można do nich strzelać. Przy założeniu blokady trzeba wziąć pod uwagę fakt, że współczesny świat jest inny niż kilka dekad temu. Wysoko rozwiniętym państwom nie będzie na rękę załamanie handlu z Chinami. Kiedy weźmiemy pod uwagę naszego zachodniego sąsiada, którego większa część wpływów do budżetu opiera się na eksporcie, to załamanie handlu będzie oznaczać wręcz upadek państwa. Warto również podkreślić, że Chiny w przeciwieństwie do Japonii czy Niemiec z okresu drugiej wojny światowej posiada własne źródła surowców i blokada może być mało skuteczna. Dodatkowo na północy leży rosyjska Syberia z niewyczerpalnymi źródłami.

 

Z tego powodu Rosja jest kluczowa zarówno dla USA jak i Chin. Powinniśmy o tym pamiętać. Jest to niezmiernie ważne dla nas Polaków. Czy Rosja bezinteresownie sprzymierzy się z USA przeciwko Chinom? Ja nie sądzę. Rosja również weszła na drogę imperialną i chce rewizji ładu światowego. Zastanówmy się gdzie amerykanie przyparci do muru mogliby pójść na ustępstwa? Ustępstwa takie możemy widzieć już na Ukrainie, której USA są jednym z gwarantów ukraińskiej niezależności.

 

Wracając jednak do samej koncepcji wojny, wariant blokady jest korzystny dla USA z powodów geograficznych, ponieważ cieśnina Malakka jest już poza zasięgiem lotnictwa Chińskiego. Jednak wymaga to długiego czasu i jak pisaliśmy to wcześniej Chiny są samowystarczalne, co będzie powodowało, że blokada stanie się mało skuteczna.

 

Kolejnym wariantem jest obrona perymetru pierwszego łańcucha wysp inaczej mówiąc obrona sojuszników w tym regionie. W wariancie tym amerykanie nie będą atakować Chin kontynentalnych. Wykorzystają swoją flotę podwodną w celu niszczenia chińskiej żeglugi w regionie oraz niszczenia chińskich sieci telekomunikacyjnych ułożonych na dnie morza.

 

Wybranie jednej z wersji koncepcji będzie miało geopolityczne, polityczne i zbrojeniowe znaczenie dla rozwoju USA, co będzie skutkowało rozwój innych programów zbrojeniowych w zależności od wersji, którą obierze Waszyngton, inaczej również trzeba będzie prowadzić ćwiczenia wojskowe z sojuszniczymi państwami w regionie.

 

Uderzenie na Chiny kontynentalne będzie wymagało wprowadzenie nowych pocisków hipersonicznych,

Zasięg przyszłego konfliktu

Zasięg przyszłego konfliktu

nowych bombowców. Ważnym problemem w przypadku ostrego konfliktu z „Państwem Środka” będzie zwiększenie produkcji militarnej w USA. Współczesna wojna powoduje szybkie zużycie precyzyjnych środków bojowych. Stany Zjednoczone dysponują dla przykładu tylko półtorej pocisku samosterującego tomahawk na jedną wyrzutnię. Nie trzeba dużej inteligencji by przewidzieć na jak długi okres czasu wystarczą amerykańskie zapasy w przypadku wojny z prawdziwym przeciwnikiem a nie tubylcami na pustyni. Odbudowa floty lotniskowców w przypadku ich utraty też nie zajmie tyle czasu jak podczas drugiej wojny światowej. Trzeba pamiętać, że współczesny lotniskowiec to bardzo zaawansowana broń i nikt nie podejmie pochopnych decyzji, które będą skutkować utratą, choć jednego z nich. Budowa nowych lotniskowców będzie czasochłonna i kosztowna.

 

Chiny, które są pretendentem do roli światowego hegemona zaczęły rozbudowywać swoją flotę w celu ochrony swoich oceanicznych szlaków handlowych, zaczęli budować bazy na Oceanie Indyjskim, który staje się najważniejszą arterią komunikacyjną dla Chin. Z tego powodu Amerykanie będą musieli niszczyć chińską flotę i bazy w tym regionie. Jest to powodem przeciągnięcia na swoją stronę Australii gdzie buduje się amerykańską infrastrukturę militarną oraz namawia się rząd Australii do rozbudowy swojej floty.

 

Więc jak widzimy Amerykanie zaczęli czuć się na tyle pewni, że zaczęli wdrażać w życie swoją koncepcję wojny powietrzno-morskiej w celu obrony status quo. W takiej sytuacji powinniśmy zadać sobie pytanie, jak nadchodzący konflikt między dwoma mocarstwami w odległym regionie naszego globu może wpłynąć na nasz kraj?

 

Dla każdego uważnego obserwatora dochodzą informacje potwierdzające, że stary świat się kończy i wchodzimy w okres chaosu. Jest to okres, w którym zmarginalizowane mocarstwa lub nowe potęgi chcą rewizji ładu światowego. Takim mocarstwem obok Chin jest Rosja, która choć jest cieniem dawnego ZSRR stała się państwem rewizjonistycznym.

 

Obecna sytuacja na Dalekim Wschodzie nieco przypomina tą z przed wybuchu II wojny światowej. Wówczas pojawiły się dwa nowe mocarstwa, które będąc wielkimi przegranymi w I światowym konflikcie żądały rewizji ładu, który wykuł się po konferencji wersalskiej. Początkowo Berlin i Moskwa były sojusznikami i sprawcami wybuchu wojny. Jednak każde z tych państw realizowało politykę zmierzającą do dominacji. Większość z nas zna historię II wojny światowej i wie jak Rosja Stalina z wroga zachodu stała się największym jej sojusznikiem a największego mordercę wszech czasów zaczęto pieszczotliwie nazywać dobrym wujaszkiem Joe.

 

Obecnie również widzimy pewną współpracę miedzy Chinami a Rosją Putina. Jednak Rosja zna znaczenie swojego położenia geograficznego i doskonale wie, że jest potrzebna zarówno Chinom jak i USA.

 

 

W sytuacji gdyby obecny stan rzeczy został zachowany, gdyby Chiny się załamały a jedynym światowym hegemonem pozostały USA, to Amerykanie nie będą potrzebować pomocy Rosji. W tym przypadku Stany Zjednoczone będą chciały zwiększać swoje wpływy w Europie, będą otaczały jakimś swoim parasolem swoich sojuszników, broniąc ich przed zapędami Moskwy. Jednak sytuacja będzie diametralnie inna, gdy Chiny będą wciąż rozwijać się i będą żądać miejsca w świecie adekwatnego do ich wielkości i stopnia rozwoju gospodarczego, gdy dojdzie do poważnej sytuacji, gdy dojdzie do konfliktu między USA a Chinami, to w takiej sytuacji grozi nam druga Jałta. W takim scenariuszu to Rosja stanie się ważniejsza dla Waszyngtonu. My, jako słabsi zostaniemy sprzedani za cenę sojuszu przeciwko Pekinowi. Czy to się wydarzy? Wszelkie znaki na ziemi i niebie mówią, że zmierzamy właśnie w tym kierunku. Widzimy jak Rosja rozbudowuje swoją dalekowschodnią flotę, bierze udział we wspólnych manewrach morskich z flotą chińską w celu pokazania Amerykanom, że są jednym z graczy w regionie, by Amerykanie zaakceptowali, że również Rosja chce wziąć udział w nowym rozdaniu, w budowie architektury nowego ładu światowego.

 

Piotr G. Żurek.

 

Materiał pochodzi z mojego bloga crusader1973.blogspot.com

Napisane przez:

Kontakt: piotr.g.zurek@gmail.com

Moje motto: "Nie pytaj się co dał mi mój kraj, spytaj się siebie, co ja dałem swojemu krajowi". Jestem z przekonania monarchistą, konserwatystą a zarazem uważam siebie za współczesnego Krzyżowca. Z powodu chęci budowania silnej Ojczyzny stałem się również członkiem Ruchu Narodowego, partii politycznej będącej spadkobiercą wartości prezentowanych przez Romana Dmowskiego Moje teksty można przeczytać również na moim blogu crusader1973.blogspot.co.uk

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 15 dla artykułu "Konflikt amerykańsko-chiński a sprawa polska"

  1. mbv pisze:

    a nic nie ma tu o Indiach wzmianki.jezeli Indie zaatakuja Chiny,
    to na nic sie zdadza chinskie okrety i rakiety.

  2. zjanusz zjanusz pisze:

    O ile mnie pamięć nie myli, to pomiędzy Chinami i Indiami są jeszcze wysokie na 8km Himalaje. Co prawda mogłyby się oba państwa okładać na wzajem rakietami, tylko po co? No chyba, że rząd w Indiach też jest „amerykański”.
    Żurek Janusz

  3. pablo3 pablo3 pisze:

    czyli wracamy do punktu wyjscia. trzeba porozumieć się „ostatecznie” z Niemcami lub Rosja. bo raczej nie sadze, ze w gre wchodzi zbudowanie tak potężnej broni nuklearnej, ze zagrozimy swiatu… w przypadku ataku na Polske, wysadzimy caly swiat w powietrze, a dla pewności guzik oddamy Panu Marianowi Kowalskiemu.

  4. Jerzy pisze:

    Jest jeszcze trzecia alternatywa, chyba najlepsza i jak widać baaaaardzo pilna. Zbudować trwały sojusz Polska-Ukraina-Białoruś plus może coś więcej (nie rezygnując z uczestnictwa w NATO).
    Ten sojusz sprawdził się przez okrągłe 400 lat a teraz miałby szansę być jeszcze bardziej skuteczny. Wystarczy uświadomić Ukrainie i Białorusi że oni są w jeszcze większej dupie niż my. Aż dziwi ze sami tego nie widzą i nie ślą emisariuszy do Warszawy.
    A teraz sobie pomarzę: dołożyć do tego Rumunię, Bułgarię, Turcję i Gruzję i możemy spokojnie iść na piwo.
    .
    PS. To nie są żarty – Chińska prasa oficjalnie pisze że do pierwszego konfliktu morskiego między Chinami a USA dojdzie w ciągu pięciu lat a w ciągu dziesięciu do starcia obu flot na dużą skalę co nie wiadomo jaki przybierze obrót.
    Co najbardziej dziwi i przeraża to fakt że praktycznie ŻADNE media ani w USA ani w Europie nie cytują tych chińskich publikacji i nie powiadamiają swojej opini publicznych o tym fakcie.
    Po prostu nie przyjmują do wiadomości. Tym bardziej jestem zaskoczony artykułem pana Żurka.

  5. zj pisze:

    Czy żydom amerykańskim i nie tylko,jest tylko wojna w głowie?

  6. zjanusz zjanusz pisze:

    Jedyne co może zrobić mały i słaby, żeby zniechęcić agresora, to tak jak w przyrodzie uczynić się dla nie go „niestrawnym”, lub mało strawnym, aby sobie przekalkulował, czy agresja mu się opłaci. Niemcy z jakichś powodów nie zaatakowali podczas II WŚ Szwecji, choć Norwegię zajęli. Nie zajęli też Szwajcarii. Widocznie sobie przekalkulowali, że na przykład lepiej brać od Szwedów broń (np. działa Boforsa) niż z nimi walczyć i zniszczyć ich zakłady zbrojeniowe. Lepiej sprowadzać z pomocą Szwajcarów zaopatrzenie, niż ponosząc dotkliwe straty zlikwidować sobie tą możliwość. Przypuszczam, że gdyby Polacy byli uzbrojeni i byli zdeterminowani bronić każdego domu w 1939r., to też by się zastanowili po co im by była „pustynia”, którą by zdobyli. A że mieli dobre rozeznanie, to mieli już nawet przygotowanych wcześniej Treuhänderów do przejęcia przedsiębiorstw i majątków natychmiast po wkroczeniu.
    Żurek Janusz

  7. Robert pisze:

    Jerzy co ty za glupoty wypisujesz.Jaki sojusz 400letni z ukraina jak to twor XX wieku.Polecam zapoznac sie z dzielami Dmowskiego na temat ukrainy.Poza tym jako Polak zgody z nazistowskimi banderowcami nie widze.Rosja putina bardzo przypadla mi do gustu po zaangazowaniu w konflikt syryjsku,takze wszelkie interesy powinnismy robic z naszym wschodnim bratem niedzwiedziem.kij w dupsko marionetkom na sznurkach syjonistycznych samozwanczych „panach” swiata.

    • Jerzy pisze:

      Ja pisze o stworzeniu DZISIAJ sojuszu z Ukraina a nie 300 lat temu.
      Ja pisze o wskrzeszeniu unii polsko-litewskiej ktora nam tak dobrze sluzyla.
      Dzisiaj Ukraina istnieje jesli zauwazyles. A dawna Litwa to Bialorus plus wieksza czesc Ukrainy.
      Lietuvy nie sugerowalem zapraszac bo to nie Litwa tylko Zmudz ze swoim dziwnym jezykiem Baltow. Ich jezyk nie jest jezykiem litewskim bo tamten byl slowianski wiec nie bylo by nam ze soba po drodze.
      A tak miedzy nami to nie musisz dawac Polakom zgody na cokolwiek. My Rosjan o pozwolenie prosic nie bedziemy.
      Interesy z bratem niedzwiedziem… marzy ci sie. Mieliscie okazje straciliscie ja znow na dlugo. To juz lepiej wyjdziemy robiac interes na mydle w spolce z Zablockim jesli znasz nasze polskie przyslowie ha ha ha…!

  8. gniew pisze:

    Szczęść Boże. Panowie Wszystkie wasze rozważania są właściwe, mądre, pokazują alternatywne lub bez alternatywne kierunki działania. Panowie…, dlaczego zatrzymujecie się tylko na rozumie ułomnego człowieka…. . Czy nie ma Boga ?, czy nie wierzycie w Boga ?… . Ja uważam, że my Polacy mamy największego obrońcę w Bogu !!!. To o czym piszecie czytają starcy, ludzie w sile wieku i młodzież. Jaki przykład im dajecie???, zadufania w sobie…, tylko człowiek…, bez boga uratuje świat i wyprostuje pokręcone ścieżki…???. Ludzie…., Rodacy…., Zastanówcie się, komu służycie…., Czyż nie widzicie że wasze Dywagacje są gówno warte…???.
    pozdrawiam GNIEW

  9. zjanusz zjanusz pisze:

    „Bóg pomaga tym, co sami sobie pomagają.” (Ezop)
    Bóg nie lubi lenistwa i bierności w życiu, o czym pouczał Pan Jezus w przypowieściach. Jeśli mamy obrońcę w Bogu, to nie oznacza, że możemy nie dbać i nie myśleć o własnym bezpieczeństwie pokładając nadzieję, że On wszystko za nas załatwi po naszej jednej (czy kilku osób) modlitwie. Byłoby to postawą życzeniową wobec Boga, a nawet bezczelnością wobec Niego. A co z niewierzącymi Polakami, których jest coraz więcej? Czy oni też mają wierzyć, że Bóg Polskę obroni?
    Żurek Janusz

    • Jerzy pisze:

      Amen.
      Wystarczy poczytać Bibilę. Żydom z samego modlenia się nie wychodziło NIC. Musieli jeszcze nad wszystkim nieźle popracować i pogłówkować.
      Nawet kiedy Mojżesz podlił się o zwycięstwo to jego armia naparzała się z Amalekitą a nie siedziała i nie czekała aż Bóg sam zniszczy ich wroga.
      Nawet Jerycha Bogł nie zniszczył ot tak sobie, tylko Żydzi musieli się nieźle natrudzić by go zdobyć. Wysłali najpierw zwiad, rozpoznali teren, nagaili zdrajcę wewnątrz miasta, a potem w sile 40 TYSIĘCY (!) podeszli pod miasto i oblegali go przez tydzień! Chodzili wokół murów i dymali w trąby przez 6 dni non-stop. Siódmego dnia to samo i jeszcze wrzask okropny podnieśli (okrzyk wojenny he he he). Dopiero WTEDY mury padły (na co nie ma archeologicznego potwierdzenia) i Żydzi mogli wyrżnąć wszystkich jego mieszkańców, starców, kobiety, dzieci i wszystkie ich zwierzęta i trzodę. Zostawili przy życiu jedynie rodzinę zdrajczyni Rachab.
      Tak to się wtedy „osiedlało” ziemię które dał im Bóg. Tak też opierało się swoją strategię i siłę wyłącznie na… modlitwie.
      I tak też na modlitwie opiera dzisiaj swoją obronę Izrael. Modlą się o… najnowsze uzbrojenie z USA i o to żeby ich rodzimy sprzęt był jeszcze lepszy od amerykanckiego. I chodzą uzbrojeni po zęby ulicami miast, w tym ich kobiety, i… modlą się do Boga o zwycięstwo.
      Doskonale pamiętają jak podczas Drugiej Wojny Światowej wyłącznie się modlili…
      .
      Czy potrzeba nam dalej szukać w jaki sposób należy się modlić i zawierzać swoją przyszłość?

      • gniew pisze:

        Drogi Panie Jerzy, proszę darować sobie tych żydów i stary testament! Nawet Pan nie zauważył że myśli pan tak jak żydzi by tego sobie życzyli, i odwołuje się tylko do tego co było… . Mamy XXI wiek Nowy testament i Jezusa Chrystusa, to wiele zmienia.
        pozdrawiam gniew

    • gniew pisze:

      Ma Pan rację, ale My…, udzielający się na 3obiegu nie jesteśmy w sejmie, nie jesteśmy w rządzie, ani w żadnych kręgach decyzyjnych ! Nie mamy wpływu na kreowanie polityki, ani międzynarodowej ani wewnętrznej!. To co robimy to jest tylko BLA BLA BLA z dużej litery… .
      Ja wcale nie mówię i nie piszę o modlitwie – czyli potocznemu klepaniu paciorków. Ja mówię i piszę o dialogu z Bogiem, o odpowiadaniu na Jego Prośby. A dokładnie o Intronizacji Chrystusa Króla !!!. To nic nie kosztuje…, chociaż nie…, to kosztuje… niektórzy nie mogą zapłacić takiej ceny, to ich przerasta! Mam na myśli to że jeśli obwołamy Chrystusa naszym królem, to będziemy w konsekwencji realizować Boży plan, czyli żyć po Bożemu. Chyba już jasno i literalnie wyłożyłem kawę na ławę ???. Oczywistym jest że kieruje moje apele do wierzących, a niewierzący poradzą sobie dywagując po ludzku, bez mieszania w swoje sprawy Boga w którego nie wierzą.
      pozdrawiam gniew

  10. AS pisze:

    A ja to widzę zupełnie inaczej.
    1. Ostatnia wojna skończyła się uderzeniami atomowymi, więc następna się nimi zacznie i na tym się skończy. Wojny konwencjonalnej między trzema potęgami nie będzie, bo to nawet nie ma sensu. Tak więc kolejna wojna będzie wyłącznie wojną atomową.
    2. Jeżeli chodzi o konflikt między Ameryką a Rosją, to najbliższy możliwy termin to listopad 2018 w rocznicę traktatu wersalskiego (albo jakoś tak zaraz po Mundialu w Rosji). Bo może być i tak, że Rosja postawiona pod ścianą, uruchomi swoje składy atomowe. Będzie uważała, że nie ma wyjścia i zrobi to na pewno!!! Wtedy wygrane będą Chiny. Przegra i Rosja i Ameryka. I o to Chińczykom chodzi.
    3. Jeżeli nie nastąpi to w 2018, to do 2045 mamy święty spokój i zagrożenia mogą przyjść w tym międzyczasie tylko z kosmosu.
    4. Jeżeli to będzie 2018, to po atomowych uderzeniach nastąpi kilkuletnia zima atomowa ze wszystkimi jej konsekwencjami. Jeżeli wybuchną jeszcze wulkany, będzie to kilkanaście lat, i spowoduje wymarcie białej rasy. Resztę tej rasy w Ameryce wymordują napływający z południa Meksykanie i Murzyni, zaś w Europie Zachodniej połowa Afryki i cały Bliski Wschód.
    5. Byłe Demoludy i Kanada dadzą sobie radę i przeżyją. Kanada jest za zimna, Demoludy, bo nie są jeszcze zepsute.
    6. Po 2018 roku napiszę scenariusz na 2045.
    7. Na wiosnę 2018 wyjeżdżam na wszelki przypadek do Ekwadoru i tam proszę mnie szukać. Ooo!
    Serdecznie pozdrawiam Autora artykułu oraz dyskutantów!

    • gniew pisze:

      Szczęść Boże. A ja w 2017 roku wybuduję schron i nigdzie się nie wybieram. A tak na marginesie Kanadę trafi szlag….., może nie całą ?
      pozdrawiamy AS-a gniew

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

292522