17012018Nowości:
   |    Rejestracja

Kobieta z brodą, facet z torebką


Lepszej reklamy organizatorzy tegorocznej Eurowizji nie mogli sobie wymarzyć. Konkurs wygrał(a) Conchita Wurst, czyli kobieta z brodą. O samej laureatce świat za kilka dni zapomni, jednak jej występ zapewne przyciągnął przed telewizory nawet najbardziej zagorzałych krytyków festiwalu. Co do samej słuszności werdyktu to naprawdę nie ma się czym podniecać. Jaki festiwal, tacy zwycięzcy.

 


 

Po ogłoszeniu wyników w Internecie zawrzało. „Jak wytłumaczyć dziecku, dlaczego ta pani ma brodę?”, „jebane lewactwo coraz bardziej się panoszy”, „to lekcja tolerancji dla Europy!” oraz „za rok trzeba wysłać posłankę Grodzką” to tylko niektóre z komentarzy. Oczywiście te i inne wypowiedzi są nieprzypadkowe, gdyż zwycięstwo Conchity nie sprowadza się wyłącznie do oceny wartości merytorycznej jej występu (a powinno, w końcu to festiwal). Dla mnie zwycięstwo kobiety z brodą ma trzy wymiary.

 

Normalność

 

Społeczeństwo to żywy organizm. W każdym żywym organizmie zachodzą pewne zmiany. Ich dynamika jest różna, raz większa, a raz mniejsza, co potwierdzą antropolodzy kultury. Przyjmując taki tok myślenia, nie należy oczekiwać, że wszystko zawsze będzie po staremu. Procesy zmian w społeczeństwie są dość złożone. Ma na nie wpływ wiele czynników i często zachodzą one niezależnie od naszego światopoglądu. I tu wypada zadać pytanie o tzw. normalność. Bo czymże ona jest, jak nie światopoglądem, sposobem postrzegania otaczającej rzeczywistości, przykładaniem swojej miary do sytuacji życiowej drugiego człowieka, wypadkową czasu, miejsca i norm społecznych?

 

Ciekawa sprawa z tą normalnością. Bywa kapryśna jak kobieta. Dajmy na to w takiej starożytnej Grecji nie rozróżniano pomiędzy odczuwaniem pożądania do kobiety a do mężczyzny. Ba, dojrzały mężczyzna mógł mieć niepełnoletniego kochanka, co było nie tylko akceptowalne, ale i wskazane, gdyż starszy partner był dla młokosa „przewodnikiem duchowym i intelektualnym”. Dziś jest zupełnie odwrotnie. Homoseksualizm wyznacza bardziej tożsamość społeczną aniżeli preferencje seksualne.

 

Inny przykład. Kiedyś eunuchów, czyli wykastrowanych mężczyzn lub chłopców, wykorzystywano na dworach egipskich, perskich, bizantyjskich czy osmańskich. Byli oni szanowani, niekiedy nawet piastowali wysokie urzędy państwowe. Dziś jest ich w Indiach około miliona, ale są pogardzani i żyją z żebractwa. Trudno sobie też wyobrazić, że znalazłoby się dla nich miejsce w społeczeństwach współczesnego Egiptu, Iranu czy Turcji, czyli bezpośrednich spadkobierców ówczesnych potęg. Tak to już jest z tą normalnością, że na wschodzie takie Conchity się publicznie kamienuje, a na zachodzie wysyła na festiwale. Racji nie ma tu ani po jednej, ani pod drugiej stronie, bo w przypadku normalności racja nie istnieje. To samo w świecie przyrody. Sieć jest normalna dla pająka, ale jest chaosem dla muchy. Analogicznie twoja normalność nie jest moją normalnością. W epoce wiktoriańskiej Europa była wierząca, tradycyjna i poukładana, ale przyszedł taki Darwin i powiedział, że Boga nie ma, a ludzie pochodzą od małpy. Już nic nigdy nie było normalne. Przykłady można mnożyć.

 

Wolność

 

„Wolność jednych nie może być kosztem drugich”, jak mawiał Adaś Miauczyński w kultowym już „Dniu Świra”, srając babie pod oknem. Takie stwierdzenie jest oczywiście czystą utopią, i to nie tylko dlatego, że w społeczeństwach demokratycznych granice wolności definiuje większość. Przyjrzyjmy się takiej oto sytuacji: lubię sobie włączyć dobry rap na (prawie) cały regulator. Moje Onkyo że tak powiem „ma jebnięcie”. Sąsiadka na ogół dzwoni wtedy domofonem i krzyczy mi do słuchawki „wyłącz pan te rapy!”. Za każdym razem uprzejmie odsyłam ją do „Dnia Świra”, ale prawda jest taka, że nawzajem ograniczamy swoją wolność; ona moją do swobodnego rozkoszowania się ulubioną muzyką, ja jej do ciszy i spokoju. Sytuacja jest patowa, zwłaszcza poza ciszą nocną.

 

Mimo wszystko zdecydowanie bliżej mi do takiej utopii niż do przerzucania się argumentami przez lewicę i prawicę na temat tego, co jest normalne, a co nie, i do czego to wszystko zmierza. Bo czy siedząc przed telewizorem i oglądając Eurowizję, taka Conchita narusza wolność twoją lub twojego dziecka? Nie. Możesz włączyć dziecku bajkę albo zmienić kanał. Twoja wolność zostanie naruszona dopiero wtedy, gdy Conchita będzie na każdym kanale i w każdej bajce, a ktoś będzie zmuszał ciebie i twoje dziecko do stania się Conchitą. Faceci w rurkach i z torebkami łudząco przypominającymi damskie mnie żenują, ale w żaden sposób nie ograniczają mojej wolności. A jeśli będą próbować narzucić mi swój styl życia, to oczekuję, że prawo zagwarantuje mi możliwość powiedzenia im grzecznego „spierdalaj”. Analogicznie życzyłbym sobie, żeby i Conchita mogła z takiego prawa skorzystać, gdyby to mi przyszło do głowy wymuszać na niej zgolenie brody.

 

To samo z gender. Jeśli twoje dziecko uczęszcza do szkoły, gdzie promowana jest tego typu ideologia, możesz je przenieść do innej. Jeśli z czasem gender pojawi się w każdej szkole – ale nie z mocy prawa tylko w wyniku zmian obyczajowych – a wśród rodziców nie będzie zapotrzebowania na szkołę wolną od gender, to taka szkoła nie powstanie i będzie to oznaczać, że zmiany w społeczeństwie już zaszły, a ty przegrałeś swoją walkę obyczajową i idziesz pod prąd. I powinieneś mieć do tego pełne prawo. Na przykład do uczenia swojego dziecka w domu, w tradycyjnej rodzinie, choćby była tą ostatnią na świecie, a przez okno zaglądałyby wam do domu ciekawskie Conchity.

 

Dlatego tak ważne jest dobre, precyzyjne prawo. Nie może być ono oparte na czyimś światopoglądowym widzimisię; ma gwarantować szereg swobód obywatelskich, a nie je ograniczać. Należy wyraźnie rozgraniczyć pomiędzy zmianami prawnymi a obyczajowymi. Jeśli twój parlament zabrania ci bycia Conchitą albo facetem w rurkach, to jest bardzo źle, bo oznacza to nie tylko, że odbiera ci swobody obywatelskie, lecz także że w tworzeniu prawa kieruje się światopoglądowym widzimisię. Jeśli jednak w twoim otoczeniu jest coraz więcej Conchit i facetów w rurkach, oznacza to, że społeczeństwo nie tylko akceptuje, ale i przejmuje takie postawy. Czy możesz wtedy to zmienić? Jasne. Wystarczy swoją postawą i stylem życia pokazywać, że można inaczej, że jest alternatywa. A czy powinieneś próbować to zmienić? Jeśli chcesz, to tak, ale nigdy prawnie.

 

Wielu ludzi uważa, że zmianom obyczajowym należy przeciwdziałać, wykonywać ruchy wyprzedzające, dusić w zarodku. Izrael i USA też chętnie uderzyliby „prewencyjnie” na Iran. W „Raporcie mniejszości” z Tomem Cruisem też prewencyjnie zamykano ludzi w więzieniu, zanim jeszcze popełnili przestępstwo. Czy chcemy żyć w takim świecie? Ja nie chcę.

 

Obyczajowość

 

Żeby była jasność, Conchity nie lubię. Budzi we mnie obrzydzenie. Uważam jednak, że zbyt dużą wagę przywiązujemy do kwestii obyczajowych. W debacie publicznej zajmują one często centralne miejsce, gdy tymczasem prawdziwe źródła naszych problemów leżą gdzie indziej. Aborcja, eutanazja, prostytucja, homoseksualizm, wegetarianizm, religia, płciowość. Jak długo jeszcze będziemy roztrząsać te kwestie i próbować mówić drugiemu człowiekowi, jak ma rozporządzać swoim ciałem, stylem życia i poglądami? Obyczajowość to wdzięczny temat do rozmów, bo nie wymaga żadnej wiedzy, wymaga jedynie poglądów. Co innego w przypadku obszarów, których znajomość naprawdę ma znaczenie dla naszej wolności, takich jak historia, filozofia, ideologie, systemy polityczne, antropologia kultury, nauka, technologie. Tu poglądy ustępują miejsca wiedzy. Pewne rzeczy nagle przestają być kwestią opinii. Jeśli będziemy nadal spierać się o kwestie obyczajowe, zamiast zostawić je ludziom, to za chwilę nie będziemy mieć już nic do powiedzenia w innych, znacznie ważniejszych kwestiach. Przy tym tempie zawłaszczania prawa i wolności przez państwo, instytucje finansowe i korporacje jest to możliwe bardziej w bliższej niż w dalszej przyszłości.

 

PS.: A teraz można mnie nazwać lewakiem; byłem już m.in. ruskim agentem i pojebanym prawicowcem ;-).

 

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

 

Zobacz też: Syndrom gotującej się żaby.

 

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 5 dla artykułu "Kobieta z brodą, facet z torebką"

  1. Marek.Lipski Marek.Lipski pisze:

    „Ta Pani” to jest Pan.Tom Neuwirth z Gmunden.To jest show.Tym razem o charakterze politycznym.W samej Austrii zebranano 39.000 podpisów przeciw występowi tego Pana na Eurovision.Nie podlega dyskusji że jego interpretacje są bardzo dobre a Conchita została wymyślona przez tego Pana.

    Tom nie miał szans jako piosenkarz i artysta.Konkurencja jest jest zbyt duża.

    Scenariusz znany z U SA z filmu :Tootsie
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Tootsie

    Iluzja…..

  2. WalDeMar pisze:

    Normalne jest to co naturalne, więc cały powyższy elaborat można o kant d… potłuc.

  3. policjant łapówkarz pisze:

    Czyli chupakabra wygrała Eurowizję.
    To bardzo znamienne, gdyż ta istota jest w zasadzie symbolem całej ideologii Unii Europejskiej i pokazuje dokąd ona zmierza.

  4. jaro pisze:

    mieszkam w austrii od 22 lat,nie raz spotykałem to -cos=nie chciałbym znowu to spotkac na drodze.czy Ty mar.lip. tez mieszkasz tutaj

  5. Batica pisze:

    Niestety w dzisiejszych czasach sprzedaje się dziwactwo… czym coś jest bardziej udziwnione tym więcej ludzi się ty interesuje a przecież chodzi o rozgłos. Conchita zaraz pojawi się we wszystkich reklamach i będzie zabawnie a przy okazji każdy ją będzie pamietał

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

194336