13122017Nowości:
   |    Rejestracja

Jak znaleźć pracę nie znając języka?


Kłamstwem jest, że brak znajomości angielskiego lub niemieckiego uniemożliwia znalezienie dobrze płatnej pracy. To stereotyp szerzony przez korporacje i wymówka szefów HR uderzająca w osoby 40+


Ten post nie jest pochwałą lenistwa i nie ma zniechęcać do nauki, ale naprawdę nie na każdym stanowisku pracy potrzebna jest znajomość języka obcego. Tego rodzaju obiegowa opinia przynosi więcej złego niż dobrego, wykluczając rzesze specjalistów, osoby o ogromnym doświadczeniu zawodowym, a stawiając w ciemno na gówniarstwo bez polotu umysłowego, którego znajomość langłidża lub szprechanie jest najczęściej jedynym osiagnieciem życiowym i główną kwalifikacją zawodową.

Tzw „Język” jest wygodnym filtrem dla pracowników HR do segregacji CV, wymogiem często irracjonalnym biorąc pod uwagę zadania na wakującym stanowisku pracy i elegancką wymówką dla niekompetentnych szefów działów, którzy chętniej widzieliby u siebie cycatą i zahukaną młódkę niż kutego na cztery nogi i merytorycznie przygotowanego 45-latka, od którego mogliby (jesliby chcieli) sie wiele nauczyć, ale też, który łatwo by ich zdemaskował.

Efekt jest taki, że wraz z zaistniałą modą na zatrudnianie byle gdzie osób o wysokich kwalifikacjach językowych, i traktowanie tego „wodotrysku” jako warunku priorytetowego narasta frustracja tracących pracę osób w średnim wieku, obniża się ich samoocena i zaczyna panować przekonanie, że samo szukanie pracy przy „takiej konkurencji” młodych jest bezcelowe.

To tylko stereotypy.

Mądry pracodawca, niepotrzebujący akurat pracownika do kontaktów ze środowiskami miedzynarodowymi, coraz częściej zaczyna zauważać pustkę intelektualną młodych  „skoczków’ z językiem, ich niewielkie przygotowanie zawodowe, niską motywację oraz traktowanie pracy nie jako miejsca nabywania i realizacji umiejetnosci zawodowych ale jako trampolinkę do kariery. Tym samym, coraz wiekszym zainteresowaniem zaczynają się cieszyć osoby 40+ , nie mające silnej pozycji na rynku pracy, o dającym się zweryfikować dużym doświadczeniu na danym stanowisku (lub w danym zawodzie) oraz wynikającą z CV wysoką lojalnością w stosunku do poprzednich pracodawców.

Zaczyna wracać zdrowy rozsądek na rynku pracy, tyle, że specjaliści bez języka (nie każdy miał mozliwości, nie każdy ma czas i zdolności) jeszcze o tym nie wiedzą. Bo i do zdrowego rozsądku warto się odwołać analizując kwestię powierzania zadań nawet w typowych sytuacjach życiowych. Jeśli zanosimy but do szewca, to guzik nas obchodzi iloma gada językami, rozliczymy go za to czy fleka nam przybił prosto czy krzywo. Gdy szukamy hydraulika do kuchni, stolarza, majstra z ekipą budujacego chałupę – patrzymy na ich dotychczasową pracę, doświadczenie i referencje – a gadać sobie może nawet po łemkowsku (minimalny poziom zrozumienia zachowany). Podobnie jest gdy szukamy nauczyciela gry na fortepianie, korepetytora-matematyka do córki maturzystki, ogrodnika, architekta zieleni do ogrodu, a także gdy pracodawca szuka świetnego farmaceuty do apteki, sprzedawcy kredytów konsumpcyjnych, maklera ubezpieczeniowego czy prawnika do kancelarii adwokackiej specjalizujacej się w sprawach karnych.

Jest bowiem grupa zawodów, gdzie efektywność jest ich podstawowym akceleratorem, sensem istnienia i głównym sposobem rozliczania. Jeśli farmaceucie język nie jest do niczego potrzebny by świetnie tworzył zamawiane leki lub prowadził aptekę na przedmieściu – to po co tego od niego wymagać? Lepiej zatrudnić Panią 55-letnią, mającą wieloletnie doświadczenie aptekarskie niż młodą siusiumajtkę po studiach, która bedzie się musiała teraz 10 lat uczyć tam, gdzie na naukę nie ma ani miejsca ani czasu. Jeśli produkt ubezpieczeniowy lub kredytowy skierowany jest do polskich obywateli to mądry pracodawca zatrudni doświadczonego i obrotnego konsultanta, z wieloletnim doświadczeniem w sprzedaży produktów finansowych, potrafiacego wykazać sie określonymi osiagnięciami i pewnym rodzajem obycia – cechami niedostepnymi dla debiutantów zawodowych o dwóch językach obcych, którymi nawet nie będą mieli sie gdzie popisać. Podobnie z adwokatem o obyciu sądowym, karnistą znanym na rynku, o wieku 60+ czyli z czasów, gdy jeszcze przy aplikacjach nie wymagano langłydża – każdy z nas woli skutecznego obrońcę bez języka niż niedouczonego ze świetnym językiem.

Tych zawodów oczywiscie jest więcej. Wszystko zależy od autentycznych wymogów koniecznych na danym stanowisku pracy, dojrzałości intelektualnej pracodawcy lub pośredników (HR) i umiejętności autoprezentacji specjalisty szukającego pracy.

Najważniejsze to nie mieć kompleksów i zdawania sobie sprawy z realiów naszego rynku pracy. Realiów kompletnie odmiennych niż festiwal pobożnych życzeń, który obserwujemy czytając ogłoszenia o pracę. W copierwszym ogłoszeniu firmy headhunterskiej jest jako warunek konieczny znajomość języka, w co drugim, czasem co trzecim ogłoszeniu drobnym także „język”. Tymczasem jak wykazują statystyki wciąż w Polsce tylko 15% pracowników średniego szczebla zna dobrze jakiś język obcy i tylko 50% osób na wysokich stanowiskach menadżerskich jest w stanie porozumiewać się samodzielnie językiem angielskim lub niemieckim. Słabo? A to i tak więcej niż we Francji, a 5 razy więcej niż w USA, a Francuzom i Amerykanom kompleksu niższości i braku kwalifikacji nie można zarzucić.

Uczymy się więc języków ale też gdy jeszcze nie umiemy nie załamujmy się. Te 85% pracowników średniego szczebla, mimo, że byli bez langłydża i nie szprechali, to jednak jakoś tą swoją pracę znaleźli. Te 50% wszystkich szefów, dyrektorów i prezesów, też jakoś się stało dyrektorami, szefami i prezesami pomimo władania tylko jezykiem polskim. Wygląda więc na to, że rzeczywistość śliczne weryfikuje zbyt wydumane i z nieba oczekiwania rekrutacyjne.

Nosy do góry!

Stawiajcie na swoje kwalifikacje, mówcie o osiagnieciach, chwalcie się doświadczeniem i żadnego tam opuszczania głowy czy „szybko się uczę”. Szczeniackie zachowania nie przystoją osobom poważnym, znajacym swoją wartość. Na pytanie o jezyk pytajcie jaki rodzaj kontaktu z językiem bedzie obecny w waszej pracy. Jeśli pracujecie na dokumentach to i tak nie obejdzie sie bez tłumacza-specjalisty lub tłumacza przysięgłego. Nie ma nic gorszego niż rozprawianie o dokumentach (lub ich opisywanie bądź tłumaczenie) przez osoby o dobrej znajomości języka obcego ale bez specjalistycznego słownictwa i doświadczenia prawniczego – to najczęściej generuje więcej problemów niż po prostu przyznanie się do swoich ograniczeń. Oczywiście można też efekt uzyskać sprytnym sposobem koloryzowania na temat znajomości langłydża i liczyć na to, że nie sprawdzą. Trochę szczeniackie, ale skuteczne wtedy, gdy wymóg języka w ofercie pracy tez był szczeniackim zagraniem rekrutera – bo jeśli język jest wymagany formalnie, ale nie wynika to z potrzeby na danym stanowisku pracy – to faktycznie „nie sprawdzą”. To takie trochę wzajemne przymykanie oka: my udajemy, że wymagamy – ty udajesz, że posiadasz znajomość = jest fajnie. Warunek: muszą być autentyczne kwalifikacje zawodowe. Bez nich przymykania oczu nie będzie, kandydat leci przy pierwszym pretekście, na pierwszym sicie, czasem wręcz telefonicznym.

Inna sprawa, że jeśli znamy perfect dwa obce języki i mamy wieloletnie doświadczenie zawodowe poparte konkretnymi osiągnięciami, to jest nam o wiele latwiej znaleźć robotę tam gdzie nie znajdą specjalisci bez języka lub lingwiści bez doświadczenia.

I z tego, musimy tak naprawdę sobie zdawać sprawę.

Tylko, czy wtedy nie będziemy zbyt mocno krecić nosem na proponowane zarobki i wybierać (po raz kolejny)słodkie czekanie w domu na lepszą ofertę?

Jak się człowiek nie odkręci dupa zawsze z tyłu :-))

Napisane przez:


"Doradzajac przyjacielowi, staraj sie mu pomóc, a nie sprawic przyjemnosc" Solon"

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 19 dla artykułu "Jak znaleźć pracę nie znając języka?"

  1. rolnik pisze:

    no bez żartu

    a później zalew na zagranicznych forach że kogoś oszukali i nie zapłacili za pracę , i szukają tłumaczy do pomocy

    do pracy bez znajomości języka przyjmą tam gdzie nikt nie chce pracować : oprawianie ryb , wysypiska śmieci itp.

    więc rady w szukaniu pracy bez języka uważam za niezły żart

    • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

      Moim zdaniem szukanie z językiem stolarza, ślusarza, rzemieślnika czy doświadczonego technologa, a nawet księgowego gdy partnerzy polscy to nieporozumienie, liczy się doświadczenie i fach w ręku. Często rozumieją to Anglicy dając pracę polskim specjalistom bez znajomości angielskiego. Dlatego właśnie tracimy bo u nas wszystko na głowie i bez sensu.

      • Korpo pisze:

        na prawde lepiej narzekac na sytuacje niz pojsc na kurs i sie poduczyc lub ogladac CNN lub skorzystac z kursow internetowych za darmoszke, kupic ksiazki po angielsku od przybytku glowa nie boli? Szczerze to spotkalem kilku anglikow pracujacych w Polsce i kazdy z nich costam dukal po polsku ze dalo sie dogadac. A im jest o wiele trudniej.

        Polska to przyszle centrum uslug dla roznych korporacji takie drugie Indie bo nasz akcent przez telefon jest bardziej znosny niz ich po drugie za mocno tam place wzrosly. Wiec wiele firm szuka osob z danym jezykiem bo jest on niezbedny do pracy. Nasza gospodarka to nie angielska czy niemiecka i nasz jezyk nie jest globalny. Tak juz po prostu jest. Jak nie mozemy konkurowac technologia bo dopiero budujemy hi-tech od zera (albo sprzedalismy za nic) to konkurujemy kosztami.

        Jesli firma szuka kogos do pracy ze znajomoscia danego jezyka to znaczy ze jest on potrzebny do pracy a nie ze jest wywrucona i do gory nogami. To tak proste. Anglicy wybieraja Naszych bo jestesmy tansi i robimy robote lepiej od tubylcow. Koszty i jakosc a nie ze angole tacy madrzy sa albo lepsi w jakis sposob.

        • Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

          Nie zawsze tak jest. Często język nie jest do pracy potrzebny ale wprowadza się go jako dodatkowe sito. Często firmy rekrutujące pracownika tak naprawdę nie wiedzą kogo chcą, a się nie poradzą.

      • rolnik pisze:

        tak się składa, że pracuje jako stolarz w UK (mimo, że mam inne wykształcenie) i tutaj stolarz musi wiedzieć co ma zrobić , jak nie zrozumie to go zastępują innym , jak nie umie pracować i jest wolny to też go zastępują nowym , akurat rynek budowlany w UK znam troszkę więcej wiem niż dziennikarska teoria

        dodam także że na budowie używany jest inny język nazewnictwa niż ten w książce od angielskiego

        na przykład zamiast circular saw mówi sie Ripsnorter itp. ,

        ja mam certyfikat FCE (ponad 10 lat ) i przez pierwsze 3 tygodnie miałem problemy ze zrozumieniem akcentu a Ty mówisz o całkowitej nieznajomości angielskiego

        Ostatnio pracowałem dla firmy która używała agencji przez którą się też zatrudniłem bo budowa w centrum miasta, większość Polacy z całkowicie minimalnym angielskim , przeważnie musiałem robić za tłumacza , byłem jedynym stolarzem na budowie

        Jednego dnia przysłali Albańczyka (stolarz ) do pomocy , chłop przyszedł i nawet nie wiedział w jakim celu się zatrudnił i za jaką stawkę , chodził pytał wszystkich ile ma na godzinę (zamiast zadzwonić do agencji) , jakby ktoś wiedział ile uzgodnił z agencją , w połowie dnia poszedł do domu jak sobie uświadomił że pracuje za stawkę pomocnika 6.5/h a nie stolarza 12.5/h.

        Byłem jedyną osobą która miała płacone nadgodziny , czemu ?
        Bo sie o nie upomniałem , nawet jak na początku mi mówiono, że niby nie są płacone (stała praktyka agencji pośrednictwa pracy), wiekszość nie znających języka w tym momencie nie wie jak się wysłowić i jakie argumenty przedstawić aby się upommnieć o swoje 150% i 200% stawki za nadgodziny

        ps. nie znam ani jednego stolarza który nieznając angielskiego potrafiłby się utrzymać bez angielskiego , zazwyczaj tacy pracują w parze z kimś kto zna angielski , od 8 lat spotkałem się tylko z jednym przypadkiem , rodacy bez angielskiego pracowali w workshopie dla pakistańczyka za 6/h składając meble , od 6 lat nie dostali podwyżki , cały czas za tą samą stawkę , nic angielskiego , więc radził bym się zastanowić zanim napisze pan kolejny raz jak to łatwo jest za granicą , był pan ? bo ja mieszkam od 2006 i troszkę innaczej znam realia
        język to jest podstawowa sprawa bo przez jego znajomość nie są popełniane kosztowne dla firmy błędy , więc pana toria , a realia to dwie odmienne sprawy

        druga sprawa żeby pracować na przykład w stolarce trzeba mieć narzędzia stolarskie , bo na wielu budowach jest system akordowy i bez narzędzi nie zarobi się przy wyśrubowanych stawkach , bo jak pan myśli że można z zwykłą wkrętarką kręcić karton gipsy za 1.6 z m2 to jest Pan szalony , a do takich stawek zjechały ostatnio akordy , a żeby mieć lepsze stawki trzeba mieć układy , a żeby mieć układy trzeba się zsocjalizować z otoczeniem, a tego nie da się zrobic bez otwierania ust w języku angielskim , i to samo jest z wieloma innymi zawodami

        a co do księgowej , firma która bedzie miała księgowych nie znających angielskiego i nie potrafiących zaadoptować się do zmian przepisów bo nie będą oni w stanie ich przeczytac i zrozumiec po prostu padnie , raz kiedyś skorzystał z usług takiej polskiej księgowej w UK , 3 miesiące musiałem się potem z HMRC użerać, a zwrot podatku dostałem po 6 miesiącach , obecnie od kilku lat korzystam z usług polskomówiącego Irlandczyka , zwroty mam w ciągu 2 tygodni od złożenia

        teoria jedno , praktyka drugie

        • Korpo pisze:

          Pelna zgoda. Takie rzeczy ze byla w UK praca od reki i bez jezyka to czasy 2004 – 2008 (od otwarcia rynku do kryzysu). Teraz jak angole widza polaka to zlecaja mu najgorsza mozliwa robote i podkrecaja srobe + oszwabiaja na czym sie da.

          Dodam ze nieznam firmy ktora robi w rekrutacji dodatkowe sito jesli jezyk nie jest potrzebny do pracy. Pracownicy bez jezykow sa tansi, wiec firma sama traci jesli za duzo wymaga.

  2. Obserwator(D) pisze:

    Polki znajda prace w Niemczech bez znajomosci jezyka niemieckiego, ale w niemieckich burdelach obslugujac najczesciej arabow. Polki to urodzone kurwy-tak twierdzi znajomy Zuhälter(dla tepakow z POlski to alfons) z Hamburga. On wie co mowi, robi w burdelbranzy od 30 lat!

  3. Kula pisze:

    teraz to kazdy zna jezyk, ale nie jest on wcale potrzebny sa tysiace prac bez potrzebnego jezyka (bo po co jak sie z nikim nie komunikujesz) ja proponuje poprostu go nie wpisywac a zajac sie oprawą cv bo takie wzory, ktore rzucaja sie w oczy naprawde moga zadecydowac o zatrudnieniu, polecam strone http://www.wzory-cv.org

  4. Melek pisze:

    Bez języka faktycznie jest ciężko znaleźć pracę, ale nie jest to niemożliwe. Udało mi się za drugim razem przez odkryjfirme.pl. Nie musiałam przeglądać mnóstwa ofert, tylko czekałam na telefony od potencjalnych pracodawców.

  5. tomasz pisze:

    a jak jest z bardzo dobra znajomosca j. ang(10 lat ) ,doswiadczeniem na liniach produkcyjnych i szukaniem pracy w niemczech ??

  6. tomasz pisze:

    a idzie ogarnac cos w niemczech z bardzo dobra znajomosca j. ang ??

  7. hydr74 pisze:

    Jak chcesz wyjechać i nie być popychadłem, czy nie zostać wykorzystanym, to znajomość j. niemieckiego choćby w stopniu podstawowym jest NEZBĘDNA. Pracowałem w Niemczech przez agencję Silverhand dobre parę lat i zarobiłem niemałe pieniądze na remont mojego domu. Jeśli zna się niemiecki i ma się doświadczenie można zarobić pieniądze o których nie ma mowy w Polsce. Standard pracy i zakwaterowania jest o niebo lepszy niż w Polsce.

  8. piotr pisze:

    my z zona szukamy pracy gdzies blisko granicy berlin , drezno okolice i jest bardzo ciezko cos znalesc moze ktos nam pomoze
    ??

  9. Leszek pisze:

    Jeśli się wybierasz do pracy w Niemczech język niemiecki to podstawa. Ja akurat znam niemiecki i z Silverhand dostałem lepszą stawkę u niemieckiego pracodawcy niż od pośrednika z Warszawy co wysyła w delegacje.

  10. Piotr pisze:

    Witam szukam pracy w Niemczech jako stolarz mam doświadczenie 10 lat w tym zawodzie w Niemczech pracowałem na budowie itp proszę o kontakt jakby ktoś chciał pomoc mój email pczechowski888@gmail.com

  11. joanna pisze:

    siusiumajtke po studiach ? słownictwo poniżej krytyki, poziom artykułu bardzo niski. Widać że nie szanujesz młodych ludzi wieśniaczku, nie chciało ci sie uczyć angielskiego to teraz będziesz gadał głupoty, że to niepotrzebne. Dlatego jesteśmy postrzegani w europie jako koledzy z zaścianka….. Wracaj do szkoły zamiast pisać głupoty.

  12. Wefek pisze:

    Rozumiem, ze nie każdy zna jezyki, ale moim zdaniem – każdy powinien te braki odrobić. Trochę dla siebie, trochę dlatego, ze o lepszą prace jest po prostu łatwiej – sprawdźcie sobie choćby tutaj ile jest ofert, ale tylko dla ludzi z jerzykami?! – http://www.linguajob.pl/

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

22345