14122017Nowości:
   |    Rejestracja

Jak sędziowie na przekór ministrom kolegę obronili?


Szanowni Państwo! Wieść gminna niesie, że na świecie są „równi” i „równiejsi”. Że w wojsku dzieją się „cuda”, też pozostaje tajemnicą poliszynela. Opisana przeze mnie sprawa dowodzi jednoznacznie, że są w Polsce osoby nawet dla władz nietykalne, a niektóre instytucje same – i to skutecznie – stawiają się ponad prawem.


sad_mlotek

 

Najlepszym tego dowodem jest właśnie sprawa aktualnego Wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa, sędziego płk. Piotra Raczkowskiego, któremu poważne zarzuty o charakterze karnym nie tylko nie przeszkodziły w karierze, ale wręcz w niej pomogły. Zapraszamy do lektury!

Jak sędziowie na przekór ministrom kolegę obronili?

Uwagę mediów i społeczeństwa rozpaliła niedawno „afera madrycka”, która nie tyle okazała się być skandalicznym „wybrykiem” kilku posłów, ile pozwoliła, by światło dzienne ujrzały kolejne niedopuszczalne w państwie prawa praktyki. Praktyki, dzięki którym politycy beztrosko mogli marnotrawić nasze pieniądze. Jednak ta sprawa, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Wszyscy wiemy, że – czy tego chcemy, czy nie – są na świecie „równi” i „równiejsi”. W polskiej armii także dzieją się „cuda” i nie jest to dla nikogo żadną tajemnicą. Sprawa aktualnego Wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa, o której pisaliśmy pod koniec października w serwisie naszej Fundacji, pokazuje, że są w kraju osoby, które nawet dla władz pozostają nietykalne oraz instytucje, które same – wyjątkowo skutecznie – stawiają się ponad prawem.

Sikorski, Hofman i inni

Nie ma nic specjalnie dziwnego w tym, że politycy odbywają częste podróże – także zagraniczne. To, bez wątpienia, jest integralnym składnikiem zawodu przez nich wykonywanego. Kiedy posłowie PiS Adam Hofman, Mariusz A. Kamiński i Adam Rogacki wybrali się służbowo do Hiszpanii, prawdopodobnie nie wzbudziłoby to niczyich podejrzeń, gdyby nie incydent z udziałem ich żon na pokładzie samolotu. „Nieparlamentarne” zachowanie pań przyczyniło się do ujawnienia jednej z poważniejszych afer ostatnich czasów. Okazało się, że choć politycy mieli brać udział w spotkaniach Rady Europy, to Kamiński pojawił się tam tylko raz (30 października, tylko na chwilę), a pozostali posłowie wprawdzie trzykrotnie, ale za to za każdym razem późnym popołudniem – tylko po to, by złożyć podpis. Przede wszystkim jednak światło dzienne ujrzały zadziwiające fakty dotyczące samej podróży: politycy mieli wybrać się do Madrytu samochodami i pobrali na ten cel stosowne zaliczki na poczet diet. Ale polecieli razem samolotem taniej linii lotniczej, dzięki czemu zaoszczędzili w sumie kilkanaście tysięcy złotych.

Wziąwszy pod uwagę, że te pieniądze pochodzą z budżetu, czyli z płaconych przez nas wszystkich podatków (a więc bezpośrednio z naszych kieszeni), nie trudno się dziwić społecznemu oburzeniu. „Wycieczka” posłów sprawiła, że media i niektórzy bardziej dociekliwi politycy zaczęli dokładniej przyglądać się temu, w jaki sposób funkcjonuje system opłacania służbowych podróży posłów. Odkrycia okazały się wręcz szokujące. Prywatne wyjazdy, niepotrzebne do niczego zagraniczne wycieczki, obecność posłów w kilku miejscach jednocześnie – co wynika z dokumentów, gigantyczne kilometrówki i całe mnóstwo potężnych nadużyć… Pokłosia afery nie milkną i wygląda na to, że jeszcze długo będziemy odkrywać coraz to nowe, skandaliczne wydarzenia.

Sprawa dotknęła nawet Radosława Sikorskiego, byłego Ministra Spraw Zagranicznych i obecnego Marszałka Sejmu, który początkowo dość ostro skrytykował postępowanie bohaterów „afery madryckiej”, a nawet doprowadził do ujawnienia rozliczeń poselskich podróży służbowych. Jeszcze przed wybuchem tego skandalu – na początku roku – do prokuratury wpłynęły trzy zawiadomienia przeciwko Sikorskiemu. Dwa dotyczyły rozliczania przez niego ryczałtów na przejazdy prywatnym samochodem do celów służbowych, jeden – urodzin wyprawionych w należącym do Ministerstwa Obrony Narodowej pałacyku. 31 marca Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia śledztwa i sprawa na jakiś czas przycichła. Na fali „madryckiej” temat jednak powrócił na łamy mediów.

15 grudnia Prokurator Generalny Andrzej Seremet poinformował, że „decyzja o odmowie śledztwa w sprawie rozliczeń poselskich Radosława Sikorskiego za tzw. kilometrówkę jest przedwczesna” i należy w tej sprawie podjąć postępowanie. Decyzję Seremeta tego samego dnia przekazano Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.

Jak to wszystko się skończy? Jeszcze nie wiemy, ale – w taki czy inny sposób – Marszałek się „nie wywinie”, o ile oczywiście jego wina zostanie potwierdzona. Biorąc pod uwagę społeczne oburzenie i fakty ujawnione w ramach „afery madryckiej” zgody na takie marnotrawienie publicznych (czyli naszych) pieniędzy być nie może.

Tu jednak potwierdza się „ludowa prawda” przytoczona na początku niniejszego tekstu: że są „równi” i „równiejsi” – tacy, jak Wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.

Sędziego podróże małe i duże

Samochód służbowy z natury rzeczy przeznaczony jest do realizacji zadań służbowych. Swego czasu Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie posiadał dwa takie auta: Opla i Fiata. Dysponował nimi piastujący stanowisko Prezesa tego sądu pułkownik Piotr Raczkowski. Zasady użytkowania pojazdów służbowych są jasne i chociaż wiele firm „po cichu” zgadza się na korzystanie z nich przez pracowników w celach prywatnych, to jeszcze w roku 2000 Ministerstwo Obrony Narodowej wydało decyzję jednoznacznie określającą reguły. Pomijając inne ustalenia, MON kategorycznie nakazał wykorzystywać służbowe auta wyłącznie do służbowych celów.

Prezes Raczkowski jednak Oplem i Fiatem pojeździł sobie całkiem solidnie pomimo określonych przez MON zasad. Jeździł – nie tylko po Stolicy – dużo i w zasadzie dowolnie, bez żadnego skrępowania załatwiając w tym czasie swoje prywatne sprawy. Pod koniec 2008 roku Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, w ramach postępowania przygotowawczego, skierowała do Wojskowego Sądu Okręgowego – Sądu Dyscyplinarnego w Warszawie wniosek o wydanie zezwolenia na pociągnięcie płk. Raczkowskiego do odpowiedzialności karnej. Zarzucono mu – w związku z opisaną praktyką – osiągnięcie korzyści majątkowej o wartości ponad 51 tysięcy złotych. Proszę zwrócić w tym miejscu uwagę, że „afera madrycka” rozpoczęła się od „zaledwie” kilkunastu tysięcy i to „rozłożonych” na trzy osoby. Tu natomiast chodzi o jednego urzędnika – i to dodatku Prezesa Sądu!

W czerwcu tego samego roku ówczesny Zastępca Prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego – Sądu Dyscyplinarnego odmówił zgody na wszczęcie postępowania przeciwko pułkownikowi Piotrowi Raczkowskiemu. Wprawdzie poznańska Prokuratura Wojskowa złożyła na to zarządzenie zażalenie – zarzucając mu błąd faktyczny w ustaleniach i (aż czterokrotnie) obrazę przepisów postępowania – ale nic to nie dało. Co więcej, Sąd Najwyższy Izba Wojskowa również pozostawił bez rozpoznania równoległy wniosek Prokuratury o wyłączenie sędziów Wojskowego Sądu Okręgowego z udziału w sprawie.

Tak wyglądała ta historia w skrócie. Gdyby skończyła się tak, jak powinna, czyli wydaniem zgody na wszczęcie postępowania przeciwko Prezesowi Sadu (co wcale nie oznacza jeszcze jego winy) nie było by o czym mówić. Ale tak się nie stało. Z perspektywy czasu cała sprawa wydaje się skandalem nawet nie na miarę „afery madryckiej”, lecz znacznie ją przewyższającą.

Kolega jest od tego

Rzecz w tym, że choć od początku sprawy minęło już ponad 6 lat, pułkownikowi Piotrowi Raczkowskiemu włos z głowy nie spadł. Po pierwsze – jest dziś Sędzią Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Po drugie – jest Wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa. Po trzecie – decyzją Ministra Sprawiedliwości w porozumieniu z Ministrem Obrony Narodowej z dnia 15 maja 2014 roku – został delegowany „do pełnienia obowiązków sędziowskich w Sądzie Okręgowym w Warszawie od dnia 1 czerwca 2014 r. do 31 maja 2016 r., w wymiarze dwóch sesji w miesiącu.”.

Zwróćmy uwagę na kilka faktów. Przede wszystkim pułkownik Raczkowski nie został w żaden pociągnięty do odpowiedzialności za – zdaniem prokuratury – osiągnięcie korzyści majątkowej przekraczającej 51 tysięcy złotych. Nie został, chociaż w tym samym czasie toczyło się analogiczne postępowanie przeciwko Prezesowi Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, płk. S.P., który w efekcie został – m. in. w wyniku zgody Krajowej Rady Sądownictwa – zdymisjonowany. Pułkownik Piotr Raczkowski wyszedł z całej sprawy obronną ręką nie dlatego, że nie udowodniono mu winy (albo, że on sam udowodnił swoją niewinność), lecz dlatego, że – przypomnijmy – ówczesny Zastępca Prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego – Sądu Dyscyplinarnego po prostu nie pozwolił na to, by przeciwko niemu prowadzono jakiekolwiek postępowanie karne, a tym samym nie zgodził się na jego ewentualne ukaranie.

Po drugie – dziś płk. Raczkowski jest sędzią Wojskowego Sądu Okręgowego. Tego samego, którego Wiceprezes uchronił go przed ewentualną karą. Można się spodziewać, że – mówiąc wprost – kolega podał koledze pomocną dłoń.

Po trzecie – wprawdzie w przepisy wymagają, aby w Krajowej Radzie Sądownictwa zasiadał także przedstawiciel „wojskowego odłamu” Temidy, ale dlaczego został nim akurat pułkownik Piotr Raczkowski?

A wreszcie – dlaczego prócz pełnienia funkcji sędziego w sądzie wojskowym oraz piastowania ważnej funkcji w Krajowej Radzie Sądownictwa, został delegowany do sądu powszechnego – Sądu Okręgowego w Warszawie? „Ćwierkają jaskółki”, że pozwoli mu to pobierać wojskową emeryturę i równocześnie także otrzymywać pensję (niemałą przecież w wypadku sędziego) w ramach orzekania w sądzie powszechnym. Takie plotki krążą wśród stołecznego sądownictwa…

Ale to i tak jeszcze nie koniec.

Minister się nie liczy

W grudniu 2008 roku Ministerstwo Sprawiedliwości w osobie Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego złożyło do Krajowej Rady Sądownictwa oficjalny wniosek „o wyrażenie opinii w przedmiocie odwołania z zajmowanej funkcji Prezesa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie”. Wniosek podpisał także Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich.

Wnioskując z lektury dokumentu (dołączonego do naszego wcześniejszego artykułu na ten temat, zamieszczonego w witrynie internetowej Fundacji LEX NOSTRA), trzeba przyjąć, że obaj ministrowie byli wysoce zadziwieni „nietykalnością” pułkownika Raczkowskiego. Powołując się na szereg obowiązujących przepisów ministrowie jasno stwierdzają, że w tym przypadku „dalsze pełnienie funkcji (przez płk. Raczkowskiego – przyp. red.) z innych powodów nie da się pogodzić z dobrem wymiaru sprawiedliwości”, co jest podstawą do jego odwołania przez Ministra Sprawiedliwości w porozumieniu z Ministrem Obrony Narodowej – tyle tylko, że „po zasięgnięciu opinii Krajowej Rady Sądownictwa”. Opinia Krajowej Rady Sądownictwa była negatywna, a dziś płk. Raczkowski jest tej Rady Wiceprzewodniczącym!

Ministrowie podkreślają również, że w świetle decyzji Krajowej Rady Sądownictwa odnośnie wspomnianego już drugiego sędziego – Prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, płk. S.P. – decyzję Zastępcy Prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego o braku zgody na pociągnięcie płk. Raczkowskiego do odpowiedzialności karnej ich zdaniem „można odczytać jako wyraz nierównego traktowania osób pozostających w zbliżonej sytuacji procesowej i całkowicie bezzasadne przekroczenie kompetencji (przez Zastępcę Prezesa WSO – przyp. red.)”.

Reasumując: pomimo interwencji dwóch ministrów i pomimo zgromadzonego materiału dowodowego wykazującego – zdaniem prokuratury – potężne nadużycie (czy też – mówiąc wprost – przestępstwo w postaci celowego osiągnięcia korzyści majątkowej), sędzia płk. Piotr Raczkowski nie tylko nie został w żaden sposób ukarany, ale wręcz jego kariera nabrała rozpędu!

Kiedy posłowie wyciągnęli z państwowej (czyli naszej) kiesy kilkanaście tysięcy złotych (choć oni sami twierdzą, że są niewinni) i kiedy nawet Marszałek Sejmu musi zmierzyć się z poważnymi zarzutami tej samej natury – wojskowy sędzia może czuć się bezkarny: koledzy pomagają mu uniknąć odpowiedzialności, pomagają awansować i załatwiają cywilne „fuchy”. Chociaż mówimy o znacznej kwocie i chociaż sprawa dotyczy sędziego – przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości, a więc osoby, która nie dość, że orzeka o winie lub niewinności innych (orzeka w Sądzie Okręgowym w Warszawie Wydziale Karnym – Odwoławczym!), to sama tym bardziej powinna być wzorem dla społeczeństwa. I to sędziego wojskowego, którego – z racji przynależności do sił zbrojnych kierujących się, w założeniu przynajmniej, podwyższonymi standardami etycznymi – obowiązują w pewnym sensie podwyższone rygory przyzwoitości.

Wygląda jednak na to, że wojskowe sądy i ich przedstawiciele stawiają się ponad prawem. Jak się okazuje – bardzo skutecznie. I bezkarnie.

 

 

Poleć ten tekst:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someonePrint this page
Maciej Lisowski

Autor: 

Twórca i dyrektor Fundacji LEX NOSTRA. Dziennikarz, publicysta, przedsiębiorca i społecznik.
Strona internetowa: MaciejLisowski.pl

    Więcej o autorze:

  • googleplus
  • twitter
Kategorie: Aktualności

 

 

Z poważaniem,
Maciej Lisowski wraz z zespołem Fundacji LEX NOSTRA

Napisane przez:

Kontakt: fundacja@lexnostra.pl

W służbie Obywatelowi !

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

291420