22052018Nowości:
   |    Rejestracja

Jak Polska może rozwiązać problem braku energii?


Źle się dzieje w państwie polskim – jak można parafrazować słowa Marcellusa z tragedii Szekspira „Hamlet”. Nie dość, że z gazu łupkowego nici, to jeszcze zamykają nam kopalnie węgla, a przecież Polska węglem stoi. Mało tego. Według wytycznych Unii Europejskiej Polska do roku 2030 ma zwiększyć udział energii odnawialnej w całkowitym bilansie energetycznym do 20 %. Wiatry mamy takie sobie i do tego zmienne, więc wiatraki słabo się sprawdzą. Niebo przez większość roku jest zachmurzone, co nie wróży dobrze energetyce solarnej stosowanej na terenie Polski.


desertec

Więc jakie może być rozwiązanie?

W jednym z moich wpisów  sugerowałem, że być może węgiel jest źródłem energii odnawialnej, bo być może tworzy się szybciej niż nam się wydaje, czego dowodem może być znajdowanie w węglu mającym ponoć miliony lat przedmiotów w zasadzie współczesnych. Czyli przy odpowiedniej argumentacji mogłoby się udać przekonać komisarzy unijnych, że w zasadzie cała nasza energetyka oparta jest na źródłach odnawialnych. Innym pomysłem było stosowanie na masową skalę olejów jadalnych jako paliwa dla silników lokalnych elektrowni.

A czy może być inne rozwiązanie?

Jednym z pomysłów na rozwiązanie problemów energetycznych Niemiec, a i całej Unii Europejskiej był projekt Desertec. Pomysł polegał na tym, żeby Saharę pokryć elektrowniami słonecznymi, a zachodnie wybrzeże Afryki Północnej – wiatrakami i uzyskaną w ten sposób  energię transportować do Europy poprzez Cieśninę Gibraltarską, Arabię Saudyjską, Turcję, Sycylię, Korsykę, Kretę, Cypr do Europy. Domyślam się, że energia transportowana by była kablami podmorskimi, podziemnymi i naziemnymi. Plan był taki, aby do 2050 roku sieć Desertec pokryłaby około 15% europejskiego zapotrzebowania na energię, bo według szacunków naukowców, pokrycie zaledwie 3% powierzchni Sahary przez system elektrowni słonecznych wystarczyłoby, aby zaspokoić światowe zapotrzebowania na energię.

Na razie projekt chyba został odłożony  ad acta, bo kolorowe rewolucje w krajach Afryki Północnej i wojna w Syrii pokrzyżowały trochę powyższe plany.

Projekt ze słońcem w krajach o dużym nasłonecznieniu wydaje się dobry, ale co zrobić, żeby uniezależnić się od sytuacji politycznej w miejscu gdzie instalujemy nasze elektrownie słoneczne?

Najlepiej budować elektrownie, gdzie nie ma żadnego kraju czyli na oceanie. Można wybudować na grzbietach oceanicznych w strefie równikowej zespół platform morskich  na których zostaną zainstalowane ogniwa słoneczne. Ogniwa nie muszą być super wydajne, bo brak wydajności zrekompensuje się zwiększeniem powierzchni ogniw, ale muszą być tanie i łatwe w produkcji. Najlepiej, żeby można było je wytworzyć na platformach i na bieżąco wymieniać uszkodzone elementy.

Mogą to być ogniwa słoneczne oparte na perowskitach, o których pani Olga Malinkiewicz, która opracowała prosty i tani sposób produkcji tego materiału, powiedziała:

„Nie potrzeba do tego skomplikowanych urządzeń czy drogich materiałów. Gdybym się uparła, mogłabym je wytwarzać nawet w domu, w kuchni”.

Innymi materiałami światłoczułymi mogą być przewodząca parafina i złącze węgiel – metal, w których opracowaniu miała udział moja skromna osoba. Ta nowa parafina nie dość, że może być dowolnie formowana, jest magnetyczna i przewodzi prąd elektryczny, ale jest jeszcze światłoczuła. Oczywiście opisałem tą parafinę w publikacjach, które można znaleźć pod linkami 1 i 2. Filmiki obrazujące jej zachowanie można znaleźć pod linkami

target=”_blank”>3 i

target=”_blank”>4.
Parafina jest niezwykle prosta w produkcji, bo możną uzyskać ją np. poprzez zmielenie metalu do rozmiarów nano – i mikrocząstek i wymieszanie z parafiną w odpowiednich proporcjach.
Złącze metal – węgiel uzyskałem na drodze nanoszenia elektrolitycznego, co zostało opisane w pracy znajdującej się pod linkiem 5. Póki co udało mi się potwierdzić efekt fotoelektryczny dla tego złącza w zakresie promieniowania rentgenowskiego, ale wierzę, że przy odpowiednich modyfikacjach złącza można uzyskać ten efekt i dla światła widzialnego.
Wydajność opracowanych przeze mnie materiałów nie jest porażająca, ale gdy ktoś się poważnie zajmie ich badaniem, to może uzyska efekty mogące znaleźć zastosowanie komercyjne. Ja, niestety, nie mogę się zająć rozwojem tych materiałów, bo od czasu powrotu do Polski jestem bezrobotny lub wykonuje proste prace nie mające z nauką wiele wspólnego.

rozchodzenie_fal_radiowychNo dobrze, miejsce instalacji elektrowni słonecznej już mamy, mamy ogniwa fotoelektryczne. Ale co z transportem wyprodukowanej energii?
Kable odpadają. Trzeba znaleźć inny sposób. Radiowe fale krótkie odbijane są od jonosfery i umożliwiają transmisje radiową na cały świat. Oczywiście nie odbywa się to bez problemów.

Jonosfera składa się z kilku warstw  i ich liczba zależy od tego czy mamy dzień czy noc. W ciągu dnia pojawia się warstwa D – najbliższa Ziemi, która pochłania fale krótkie. Warstwy E i F występują całą dobę i odbijają fale krótkie i ultrakrótkie. Sposób propagacji fal krótkich można wykorzystać do transmisji energii z elektrowni na równiku do Polski. W elektrowni zainstalowany byłby raser – odpowiednik lasera i masera dla fal radiowych, który wysyłałby fale krótkie w kierunku jonosfery. Raser został opracowany w latach 60-tych przez  Carsona D. Jeffriesa, Owena Chamberlaina, Claude H. Schultza i Gilberta Shapiro i podejrzewam, że do dzisiaj jest już znakomicie rozpracowany na wszystkie możliwe sposoby, więc nie byłoby trudności z wykorzystaniem go do przekazu energii poprzez atmosferę.

odbicia_fal-radiowychPo drodze pewnie należałoby zbudować kilka stacji przekaźnikowych. Główną stację odbiorczą zbudowałoby się na Bałtyku, żeby nie narazić ludności na działanie fal radiowych o dużym natężeniu mogących wywołać np. chorobę telegrafistów. Ze stacji na Bałtyku prąd elektryczny byłby przekazywany na ląd za pomocą tradycyjnych kabli.

Oczywiście należy sprawdzić bilans bilans ekonomiczny takiego przedsięwzięcia, bo idea ideą, ale to może całkowicie się nie opłacać, bo koszty konkretnych rozwiązań technicznych będą ogromne.

 

Źródło: http://innywariant.weebly.com/blog/jak-polska-moze-rozwiazac-problem-braku-energii

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

komentarzy 14 dla artykułu "Jak Polska może rozwiązać problem braku energii?"

  1. bodziopl napisał(a):

    Bardzo dobry opis, w warstwie technicznej raczej amatorski, do wiadomości Autora: produkujemy już u nas fotosolary o sprawności >40%, no raczej do zastosowań kosmicznych i w takiej cenie !
    Pani Olga M. – bardzo obiecujące początki, ma już firmę i szansę na przedsiębiorstwo (b. mocno 3mam kciuki). Osobiście jakbym miał transportować energię z Sahary do EU, to zrobiłbym rurociąg i pchał nim wodór z elektrolizy (wodór to energetycznie ~gaz ziemny, tylko jeszcze bardziej EKO), osobiście to pompy ciepła robię sobie i to działa

  2. krzywousty napisał(a):

    Transport falami elektromagnetycznymi jest zupelnie nierealny – na taka i na znacznie krotsze odleglosci. O tym osoba ktora takowy temat porusza publicznie powinna doskonale wiedziec.
    Nie tak dawno Anglicy nie byli w stanie tego dokonac nawet na odleglosc kilku kilometrow – tak niewiarygodnie niska byla sprawnosc przesylu.
    Wyniki tych eksperymentow autor powinienn znac…
    .
    A tak wogole to tysiace razy taniej od rozwoju nieistniejacych technologii jest po prostu postawic sie okoniem, wyjsc z klubu CO2-poprawnych ( jak zrobila to Kanada) i produkowac prad z wegla i gazu.
    Co innego gdybysmy wlasnego nie mieli…
    .
    Nasuwa sie tez pytanie: dlaczego pchac sie w fotowoltaike skoro ta nawet w Stanach ktore maja na swoim terenie pustynie jest ona drozsza od wiatrowej, ktora jest kilkakrotnie drozsza od konwencjonalnej?

    • gniew napisał(a):

      Fotowoltaiką interesuję się już 30 lat. Postęp jest olbrzymi!. Gdyby zależało to od ludzi uczciwych którym zależy na rozwoju cywilizacyjnym, fotowoltaika byłaby tania jak barszcz.
      Niestety światem rządzi kurewstwo światowe pejsate ” mamona”……
      Pozdrawiam gniew

      • Krzywousty napisał(a):

        Fotowoltaika nigdy nie będzie tania jak barszcz nawet jeśli same ogniwa będą za darmo.
        Fotowoltaika ma 2 wady:
        1. Nie działa w nocy = koszt.
        2. Potrzebuje dużej powierzchni by produkować gigawaty (nawet przy 100% sprawności bo światło niesie określoną ilość energii na każdymetr kwadratowy) = koszt
        .
        Dopóki nie wymyśli się – a nie ma na to na razie większej szansy – sprawnego i taniego sposobu przechowywania energii, punkt pierwszy jest gwoździem do trumny fotowoltaiki.
        Obecenie każdy wat, megawat mocy zainstalowanej w fotowoltaikę jest watem, megawatem zmuszającym do bezsensownych inwestycji w energetykę konwencjonalną pracującą w dzień na luzie.
        Innymi słowy, nawet jeśli ogniwa będą za darmo, zmuszają do zainwestowania w elektrownie pracujące w nocy. Ekonomicznie jest to kiepskie rozwiązanie. Koszt paliwa w elektrowni konwencjonalnej jest jedynie ułamkiem kosztów energii którą ta elektrownia produkuje. Elektrownia konwencjonalna jest najbardziej opłacalna kiedy pracuje na okrągo blisko swojej mocy nominalnej. Wydawać pieniądze na konwencjonalną by stała próżno przez pół dnia? Na dodatek wydawać dodatkowo na elektrownię słoneczną wraz z jej infrastrukturą…? Kiepski interes i nic tego nie zmieni bez względu kto czy co rządzi światem.
        .
        Podobnie ma się sprawa wiatraków, ale to już inna bajka.

        • gniew napisał(a):

          Temat jest szeroki i wielopoziomowy, a 3obieg to raczej jest miejsce właściwe do zasygnalizowania, ukazania kierunków, a nie wywodów akademickich.
          Nie podejmę polemiki, bo po pierwsze, nie o nią tu chodzi, a po drugie zwyczajnie nie chce mi się, bo jak zacznę się chwalić swoją wiedzą w temacie źródeł odnawialnych plus ekonomika wprowadzania mieszanych źródeł pozyskiwania energii, jak się zacznę nadymać, to może zdarzyć się, że pęknę wzdłuż lub w poprzek he he he…..
          pozdrawiam gniew

          • Krzywousty napisał(a):

            Ja mam podobne zdanie… na temat pęknięcia. Też nie chce pęknąć – zwłaszcza w poprzek 🙂
            Mam również osobiste doświadczenie z energią odtwarzalną – wiatrakami. Okropnie się na niej sparzyłem, ale otworzyło mi to oczy. Pomyślec że mocno wcześniej w nią wierzyłem.
            No właśnie – jako inżynier nie powinienem był wierzyć tylko przeanalizować i WIEDZIEĆ. Cóż – mozna by powiedzieć lepiej późno niż wcale gdyby nie stracony czas i jeszcze więcej pieniedzy 🙂
            .
            Obecnie od czasu do czasu projektuję i testuję podzespoły napędowe do tych największych turbin wiatrowych więc znam ich wszystkie parametry, rzeczywiste wykorzystanie ich mocy, koszty… Gdyby to opublikować i wytłumaczyć prostym jezykiem, to politycy odpowiedzialni za ich lansowanie pewnie poszli by siedzieć choćby za samo negowanie praw fizyki. Na ale mi to nie przeszkadza. Jeśli chcą wydawać pieniądze podatnika to ja je z chęcią wezmę.
            Nie twierdzę przy tym że energia odnawialna zupełnie nie ma sensu. Ma – ale jedynie w konkretnych miejscach na Ziemi i w konkretnych przypadkach. W Polsce przynajmniej ta z wiatru nie ma racji bytu. W Polsce po prostu… nie wieje. Może za wyjątkiem samego Bałtyku.
            Jak widać mamy zupełnie odmienne doświadczenia wiec masz rację – nie ma sensu się nadymać. Czasami lepiej sobie nawet pomarzyć ha ha ha…
            Pozdrawiam

  3. Kozik napisał(a):

    A nie lepiej przechowywać przemysłowo energię w postaci żelaza-jak proponował prof. Dakowski? Fe3O4 + H2 + energia -> Fe + H2O (magazynowanie energii)
    Transport Fe do portu przeznaczenia, a tam: Fe+H2O -> Fe3O4 + H2
    Wodór jest dalej zagospodarowywany.
    Oczywiście nie chce mi się uzgadniać stechiometrii równań, a entalpie każdy może sobie oszacować z ciepła tworzenia substancji;P

  4. Makagigi napisał(a):

    Przecież leżymy na morzu gorącej wody, czy to nie jest energia do wykorzystania? A w temacie cicho sza!

    • Krzywousty napisał(a):

      Do wykorzystania ale cena za kWh wcale nie niższa natomiast koszt inwestycji zdecydowanie większy.
      Jak mawiał pan Janusz: wszystko jest proste dla tych którzy nie muszą tego robić.
      .
      Wiele państw w tym USA mają lepsze arunki geotermalne i większy kapitał do dyspozycji ale nie korzystają z tej energii na masową skalę. Idioci?
      .
      Pozyskiwanie energii geotermalnej to z reguły nie podłączenie kranu do podziemnego jeziora, a metoda bardziej przypominająca wydobywanie gazu łupkowego – hydraulic fracturing. Pomijając że nie jest to czysta woda i trzeba ją utylizować, to dochodzą do tego typowe problemy jak przy hydrocracking. W Szwajcarii nawet wstrzymano jeden projekt bo po wstrzyknieciu wody do gorącej skały zanotowano w ciągu pierwszych 6 dni ponad 10 tysięcy (!) wstrząsów sejsmicznych o mocy 3,4 Richtera.
      .
      Z powodu wysokich kosztów inwestycji cena energii geotermalnej wacha się od 4 do 10 eurocentów. Jaki jest więc sens ekonomiczny kiedy cena energii z węgla brunatnego to około 4 eurocenty za kWh a z kamiennego maksymalnie 8?
      Najłatwiej jest dokonywać tych inwestycji tym którzy sami za to nie płacą ze swojej kieszeni. Najgłośniej zaś krzyczą ci którzy nic na ten temat nie wiedzą.
      Gdyby było proste, tanie i miało sens to już dawno inni robili by na tym pieniądze.
      .
      Tym niemniej tak jak ze wszystkim – istnieją miejsca i warunki gdzie pozyskiwanie energii z geotermii ma sens. Jak mówi pan Janusz – niech ludziska w to idą, byle nie za moje pieniądze.

      • Makagigi napisał(a):

        Profesor Bohdan Żakiewicz uruchomił na całym świecie ponad 60 unikalnych technologicznie projektów związanych z górnictwem i energią. Jest właścicielem aż 348 patentów i know-how! Umożliwiły one znaczne obniżenie kosztów przedsięwzięć i radykalnie zwiększyły wykorzystanie zasobów. Warto zapoznać się z materiałem wpisując w Google „LEŻYMY NA BOMBIE GEOTERMALNEJ”.

        • Krzywousty napisał(a):

          Jak napisałem wyżej – jeśli ktoś ma receptę na pewny sukces, to w takim USA, Kanadzie, Anglii – przekonuje do niego inwestorów. Ci wyskakują z kasy, biorą pożyczki w bankach, realizują pomysł i zarabiają na tym kokosy. Z pożytkiem dla wszystkich bo oferują tańszy, konurencyjny cenowo prąd/produkt.
          Nie rozumię co jest złego w tym podejściu? W USA nawet elektrownie atomowe (wszystkie!) są prywatne a jednak elektrownie geotermalne, nawet w pobliżu gejzerów gdzie do gorącej wody blisko – wszystko eksperymentalne, pilotowe, za pieniądze podatnika.
          Jeśli nikt nie chce inwestować w ten biznes własnych pieniędzy to nasuwa się pytanie: gdzie jest pies pogrzebany?
          .
          Tym niemniej będę trzymał kciuki za powodzenie tych śmiałków którzy swoje pieniądze w ten biznes włożą. Nie obrażę się jeśli udowodnią że się mylę. Wszyscy na tym skorzystamy.

  5. AS napisał(a):

    Tak słucham tych wypowiedzi… Pomarzyć dobrze jest. Na razie trzymajmy się przy ziemi. Morza Północnego, gdzie zawsze zdrowo wieje to nie mamy, Sachary też nie mamy. Polakom pozostaje na razie tylko to co mają, czyli węgiel. Jak spalimy węgiel co go mamy, zacznie się epoka wodoru. A tego, to jest i jest. A eksperymentować to zawsze można. Zwłaszcza za cudze pieniądze. Aby tylko podatnik to wytrzymał.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

250620