14122017Nowości:
   |    Rejestracja

Historia kartami pisana, cz. 2


Kiedy August III po wielu perturbacjach został w końcu uznany przez nadwiślańską szlachtę królem Polski, na salonach królował nie Mariasz a Pamfil, gra nie mniej, niż Mariasz polska. Można Augustowi III Sasowi zarzucić wiele, ale trzeba pamiętać, że rozpowszechnienie polskiej talii kart zawdzięczamy również jemu. Niestety także zniemczenie kart.


gra_w_karty_szkola_holendersa_xviii_w

Do dzisiaj historycy nie zgadzają się co do oryginalnego miejsca pochodzenia kart do gry i wróżb. Talie, które znamy – zarówno zwykłych kart, jak wróżebnego i medytacyjnego tarota, są bezpornie pozostałością po kartach, których używali nasi przodkowie. Ale kto i kiedy wyprodukował pierwszą talię? Jak wyglądała? I jakie wiązały się z nią tajemnice? Musiał być ich ogrom, skoro w tajemnicze historie spowite są również dzisiejsze talie.

Jak Niemcy przejęli talię

August III Sas rządził dumnym narodem Polaków ledwie 30 lat. Jego pełny tytuł był imponujący – Augustus III, Dei Gratia Rex Poloniae, Magnus Dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Kijoviae, Volhyniae, Podoliae, Podlachiae, Livoniae, Smolensciae, Severiae, Czerniechoviae, nec non hereditarius Dux Saxoniae Princeps et Elector etc., czyli August III, z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podolski, podlaski, inflancki, smoleński, siewierski, czernihowski, a także dziedziczny książę saski i książę-elektor. I choć pochodził z saskiej dynastii Wettynów, z czasem zżył się i z krajem, i ze swoimi poddanymi. Nie raz zdarzało się, że sprawy królestwa omawiał z arystokracją nad partyjką Pamfila, gry, która w Polsce święciła triumfy. Nie rozpowszechnił jej jednak. Za to na każdą wyprawę do ziemi przodków zabierał talię polskich kart, drukowanych w Krakowie i wyjątkowych. Talię, której echa widzimy w obowiązujących taliach do dzisiaj. Warto wspomnieć, o czym pisalimy w pierwszej części cyklu o krótkiej historii kart do gry (oraz medytacji), że polska talia różniła się dość mocno od kart, którymi gramy dzisiaj, choć bezspornie to ona była pierwowzorem. Polska talia złożona z 36 kart zamykała w sobie cztery kolory – żołądź, wino, czerwień, oraz dzwoniki oraz pięć figur: tuz, krzyżka, król, wyżnik, niżnik i cztery blotki: dziewiątka, ósemka, siódemka i szóstka. Łącznie to 36 kart – dzisiaj podobnej talii używa się do gry w niemieckiego skata. Wyżnik i niżnik z czasem, przede wszystkim w związku ze zmieniającą się strukturą społeczną, zamieniły się w znane nam dzisiaj damę i waleta. Pojawiły się wówczas, kiedy kart zaczęto używać nie tylko do prostych gier, ale także do polityki. Króle i Królowe odzwierciedlały domy panujące w Europie, Walety były ni mniej, ni więcej osobami, które na dworach były znane i lubiane, często to kochankowie królowych (lub samych królów). Ale o tym wiedziano wyłącznie dzięki przekazywanej z ust do ust plotce – żaden z nielicznych producentów kart nie odważyłby się na publikowanie wizerunku żyjącego członka panującego dworu – chyba, że na wyraźne życzenie króla.

Wróćmy do dworu króla Sasa (tak, tego od powiedzenia: za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa), na którym króluje Pamfil, gra prosta w regułach i wywołująca przy stołach niemało emocji. Jej nazwa pochodzii od najstarszej figury – niżnika żołędnego (dzisiaj byłby to walet trefl). W tej grze wyjątkowo to właśnie niżnik żołędny jest najstarszą kartą, wyprzedzając tuza, króla, wyżnika, resztę niżników oraz kralkę, dziewiątkę, ósemkę i siódemkę.

Gracze dostają po pięć kart, choć nie od razu, bo najpierw trzy, potem dwie, zaś ostatnia karta w rozdaniu włożona na spód talonu wskazuje na atut. Gracz po lewej rozdającego jest zobowiązany do grania – mało tego, musi zebrać przynajmniej dwie lewy – może też wymienić jedną, kilka lub wszystkie karty, które trzyma w ręce na nowe z talonu. Następni gracze mogą zadeklarować udział w grze albo pasować. Jednakże sama wymiana karty zobowiązuje do grania. Wygrywa w Pamfilu ten, kto zgromadzi w ręku pięć kart jednego koloru. To wygrana bez rozgrywki, jeżeli wydarza się zaraz po rozdaniu – wówczas taką wygraną nazywa się muchą. Jeżeli dwóch lub więcej graczy ma muchę, lepszy jest ten z nich, który dzierży pięć kart w kolorze atutowym, w innym wypadku decyduje ilość punktów w kartach.

Karty, po Sasie, niemieckie

Taką grą bawiono się na polskich dworach przez lekko licząc kilkaset lat. Sama gra, w nieco zmienionej postaci (choć nie pod zmienioną nazwą), znana jest jeszcze w niektórych regionach Polski.

Polska talia poszła w świat przede wszystkim przez dwory spokrewnione i skoligonacone z polskim królem Augustem III. Po triumfalnym rajdzie po Europie, przyjmują się we Francji i na dworach niemieckich. Wrócą do Polski za 200 lat – będą już wtedy nazywane talią niemiecką. I jako taką będą ją sprzedawać kupcy i producenci w Polsce. Pamfil – oczywiście przetrwa, ale coraz popularniejszy będzie niemiecki Skat. Nie uda mu się jednak nigdy pokonać polskiego Mariasza.

Polskie karty rozwijają się już wówczas nie tylko w taliach znanych z gier karcianych. Coraz częściej nad Wisłą powstają karty Tarota – talii, jak zapewniają wówczas wróżbici – starożytnej, która tak naprawdę służyła reformatorom kościoła katolickiego ściganych i tępionych przez Inkwizycję. Z czasem odkrywają oni, że w Polsce stosy rozświetlające Europę nie płoną. Że tu ludność nie donosi i łatwiej jest zachować życie nie wyrzekając się wiary. Dlatego to tu rozwijają się i ewoluują karty Tarota. Podobnie, jak z polską talią, wrócą do nas. Ale wrócą pod nazwą Tarota Marsylskiego…

CDN…

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

298055