16122017Nowości:
   |    Rejestracja

Historia kartami pisana, cz 1


Do dzisiaj historycy nie zgadzają się co do oryginalnego miejsca pochodzenia kart do gry i wróżb. Talie, które znamy – zarówno zwykłych kart, jak wróżebnego i medytacyjnego tarota, są bezspornie pozostałością po kartach, których używali nasi przodkowie. Ale kto i kiedy wyprodukował pierwszą talię? Jak wyglądała? I jakie wiązały się z nią tajemnice? Musiał być ich ogrom, skoro w tajemnicze historie spowite są również dzisiejsze talie.


header_Altenburg_Spielkarten_656x492

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”, Księga druga:

(…) Śmiech powstał w obu izbach. Sędzia z bernardynem

Grał w mariasza i właśnie z wyświęconem winem

Miał coś ważnego zadać; już ksiądz ledwie dyszał,

Kiedy Sędzia początek powieści posłyszał

I tak nią był zajęty, że z zadartą głową

I z kartą podniesioną, do bicia gotową,

Siedział cicho i tylko bernardyna trwożył,

Aż, gdy skończono powieść, pamfila położył (…)

 

 

Mariasz, czyli jak pozbyć się majątku

kolory kart polskichPowyższy cytat z „Pana Tadeusza” nie pozostawia wątpliwości, w co i jaką talią bawiły się szlachta polska i litewska czekając Napoleona, który rozgromić miał Rosję. Pamfil, to inaczej dama atutowa w mariaszu, grze polskiej – nie rosyjskiej, jak często przekonują Rosjanie. W Mariasza można było grać bowiem wyłącznie polskimi kartami – kartami, które trudno było znaleźć w innych europejskich krajach, kartami które tworzyły cztery kolory: żołądź, wino, czerwień, dzwonki oraz pięć figur: tuz, krzyżka (inaczej kralka lub dziesiątka), król, wyżnik, niżnik i cztery blotki: dziewiątka, ósemka, siódemka i szóstka. Łącznie to 36 kart – dzisiaj podobnej talii używa się do gry w niemieckiego skata.

Współczesne karty, wzoru francuskiego, w którym znika część figur, a część pojawia się w nowej roli, w języku polskim wciąż noszą nazwy staropolskich kolorów. No, może brydżyści z konieczności posługują się oficjalnym, międzynarodowym nazewnictwem kolorów, pochodzącym z języka francuskiego właśnie.

Mariasz służył nie tylko do zabawy i zabijania czasu. Mariasz rozwiązywał spory i pozwalał z równą łatwością stracić, co później odzyskać majątek. W mariasza grali wszyscy – zbrojni przed potyczkami i w czasie wojen, arystokraci, a i królowie, jeżeli tylko mieli na to czas i odpowiedniego partnera. To gra, której zasady wynosiło się z domu, w okresie młodzieńczym rozwijając kunszt wygrywania i zabawy. Dość szybko utarło się przekonanie, że najlepsi – kto wie? – mogli zasiadać do partii mariasza i z samym diabłem.

Reguły mariasza były jasne i oprócz szczęścia pozostawiały duże pole manewru dla intelektu i tupetu. Podobnie zresztą, jak dzisiejsza gra w Tysiąca, która z mariasza zapożycza ‘mariasze’, czyli meldunki. Każdy z dwóch graczy w mariasza dostawał po sześć kart z polskiej talii. Trzynasta karta wyjmowana z talii – wyświęcona, jak mawiano – stanowiła kozer, czyli najstarszy kolor, na który dzisiaj powiedzielibyśmy atut. Wykładano ją odkrytą na spód talonu. Przeciwnik rozdającego wychodził pierwszy. Ten zaś, kto brał lewę, pierwszy dobierał kartę z pozostałego stosu. Dopóki talon nie wyczerpał się, nie było obowiązku dokładania do koloru, ani przebijania. Przebić można było atutowym kolorem – no chyba że ktoś grał dobrze i przebijać nie musiał, wygrywając bez używania atutowego koloru, czy bez sięgania do karty na samym dole, czyli kozery. Wygrywał wówczas bez kozery. Nie bez kozery wygrywał ten, który musiał się w trudnej partii nastarać, żeby przeciwnika pokonać.

Do dzisiaj zresztą używamy tego zwrotu w języku polskim, nazywając rzeczy trudne do osiągnięcia, rzeczami które zdobywa się ‘nie bez kozery’, prawda? Podobnie jak mistrzami zostają nasi ulubieńcy  – nie bez kozery zasługując na miano mistrzów, czy puchary.

Mariasze to odpowiedniki meldunków, czyli połączenie par królewskich w jednym kolorze, które dawały zgłaszającemu ustaloną ilość punktów. Wygrywał ten, kto pierwszy (z mariaszami, lub bez nich) osiągał liczbę 131 w punktacji. Jeżeli gra rozstrzygnięta była za pierwszym rozdaniem wygraną nazywano suchą lub dublą. Po dogrywce – mokrą lub symplą. Zwykle gry były symplami, bo bez dogrywek kończyli ci, którzy mierzyli się w mariaszu z samym diabłem. W dogrywce gracze zabierali lewę licząc w myśli brakujących punktów do przepisowych 131. Pierwszy który osiągał brakującą liczbę „kładł areszt”, czyli kończył grę ogrywając przeciwnika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mariasz, choć popularny, więcej – obowiązkowy nawet, nie był jedyną grą, która zbierała przy stołach miłośników kart. Kronikarze wspominają także o grze w kasztelana, kupca, czy wózek. Grano także w skrzetułkę, drużbarta, pamfila (czyli prostszą wersję Mariasza), chapankę, tryszaka, pikietę oraz ćwik.

Karty polskie, dopiero później niemieckie i francuskie

Polska talia dość szybko zdobyła popularność w krajach zachodnich. Wędrując tam miesza się z talią tarota, zabronioną – wszak ta talia w wiekach średnich służyła do wróżb, lub przekazywania heretyckich nauk (o czym w kolejnych częściach) – choć doskonale znaną. Tu, przede wszystkim na dworze francuskim, z równie wielką co Polacy pasją lubującym się w grach i wszelkiej aktywności społecznej, ewoluują. Znane kolory pozostają wyłącznie jednokolorowymi konturami zmieniając także same nazwy – na trefl (z francuskiego trèfle, czyli koniczyna), karo (z francuskiego carreau, czyli czworokątny), kier (z francuskiego œur, czyli serce) i pik (z francuskiego pique, czyli grot). W taliach zachodnich pozostają również zmienione wyżnik i niżnik – jeden zostaje waletem, a drugi jokerem, przy czym w części talii jokery są dwa – czarny i czerwony.

Ale Polska, która w europejską kulturę wnosi karty, była długi czas pod zaborami. Chcąc nie chcąc polska talia kart odeszła w zapomnienie, a na salony trafiła spowrotem już z Francji, pod zmienioną postacią. Polska talia ostała się jedynie na znajdującym się pod zaborem niemieckim Śląsku – też nie na długo. Z czasem niemiecka i austriacka propaganda wmawiały Polakom, że ten wzór kart jest i od zawsze był niemiecki. Dowód? Choćby to, że to właśnie taką talią gra się w skata, grę od początku do końca niemiecką. Ale zarówno francuscy, jak niemieccy i austriaccy badacze doskonale wiedzieli, że korzeni europejskich talii kart, czy to tarota, czy talii polskiej, czy wywodzącej się z niej talii francuskiej należy szukać właśnie u Polaków. Tu, gdzie nie dotarły szalejące i krwawe ręce inkwizycji tępiącej innowierców i heretyków. Tu, gdzie polska talia stawała się podstawą historii opowiadanych później przy pomocy tarota przerysowanego i rozbudowanego. Tarota, o którym Cyganki na europejskich gościńcach, czy rynkach mówią, że to karty egipskich faraonów. W niezmienionej postaci.

To dlatego zresztą angielska nazwa Cygnaów (Gypsies) jest tak podobna do angielskiego Egyptians, oznaczającego mieszkańców Egiptu. Ale Cyganki wiedzą, że ojczyzną europejskich kart jest Polska, a nie Egipt. Także kart tarota. Zwłaszcza tarota…

(CDN)

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

297722