24112017Nowości:
   |    Rejestracja

Gesty i pragmatyzm


Zapewne najbliższe dni w mediach upłyną na analizach warszawskiej wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa.


Komentatorzy i politycy będą się prześcigać w powiększaniu / umniejszaniu rangi wizyty; usłyszymy całą masę analiz, co prezydent Trump powiedział, zadeklarował i czemu jest to takie ważne, a czego nie powiedział i nie zadeklarował, i czemu akurat to jest ważne. Będziemy słuchać rozważań, kto przyszedł, a kto nie, kogo zaproszono, a kogo nie, kto siedział, a kto stał itd.

Bez wątpienia prezydent Trump świetnie wykorzystał okazję, by podbić serca Polaków – jego przemówienie, nie czytane z kartki, oraz świetna znajomość historii Polski, której pozazdrościć może niejeden „polski” polityk, są ważne. Również ciepłe słowa Melanii Trump pod adresem Polski i Polaków z pewnością wiele tutaj zaważą. Tak jak przepiękny gest, gdy prezydent Trump i Jego Żona podeszli do żyjących uczestników Powstania Warszawskiego. Piękne gesty przyjęte z należytym szacunkiem i duma przez zgromadzonych przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego.

Ale w mojej skromnej ocenie Amerykanie są przede wszystkim pragmatykami. A w polityce przyjaźni są wymierającą rzadkością – w najnowszych dziejach Polski wyjątkiem są jedynie Węgrzy, choć nie wykluczone, że 45. prezydent USA zmieni ten stan rzeczy. Poza tym jednak są same interesy. „Polityka to też wojna, tylko prowadzona przy użyciu innych środków”, jak stwierdził onegdaj kanclerz Otto von Bismarck.

Bez wątpienia prezydent Trump oraz Jego Żona swoimi transmitowanymi na cały świat wystąpieniami zrobili więcej dla Polski, niż „prezydent Europy” i wielu innych polityków, za co prezydenckiej parze USA cześć i chwała, to jednak za tym kryją się konkretne interesy. O czym zresztą Donald Trump w swych wystąpieniach wspominał.

Wizyta Donalda Trumpa w Warszawie miała swoje przyczyny: tarcia na linii Waszyngton – Berlin w kwestii wypełniania zobowiązań NATO – wskich oraz niedawne ożywienie relacji polsko – chińskich. Plus rywalizacja z Rosją, co potwierdzają słowa prezydenta Trumpa o dywersyfikacji dostaw gazu. Rywalizacja polityczna, to także rywalizacja gospodarcza, a ta oznacza nie tylko walkę o rynki zbytu, ale również o partnerów.

W tym kontekście poparcie USA dla idei „Trójmorza” to również czysty biznes. Raz, podcięcie francusko – niemieckiej dominacji na kontynencie. Dwa, że UE w takim kształcie, jaki jest, coraz bardziej zatraca rację bytu. Organy unijne skupiają się na obronie demokracji i praworządności w Polsce czy na Węgrzech, tudzież krzywizną ślimaka czy kalibrem ogórka i innymi podobnie żywotnymi kwestiami, zarazem uciekając od poważnych problemów, których zresztą same są najczęściej generatorem. W tej perspektywie „Trójmorze” to nie tylko sojusz polityczny, ale również gospodarczy, czyli – interesy.

Paradoksalnie – degrengolada starej Unii, kolejne kryzysy które sama wywołuje i nie umie ich rozwiązać, rywalizacja Rosja – USA – Chiny, są dla Polski i krajów regionu ogromną szansą. Amerykanie to dostrzegli. Oby nie tylko oni.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

306558