24112017Nowości:
   |    Rejestracja

Europa wielu narodów – ale nie zjednoczona


Brytyjskie wybory, które wprawdzie dały zwycięstwo torysom i – ponownie – fotel premiera Theresie May mogą się stać początkiem końca Zjednoczonego Królestwa. Tak, chodzi o niepodległościowe aspiracje szkockich polityków oraz powrót katolików z Irlandii Północnej do marzenia o zjednoczeniu całej Zielonej Wyspy. I jedni i drudzy współpracują z secesjonistami w Hiszpanii, którzy poczuli swoją szansę na wymuszenie na Madrycie niepodległościowego referendum w Katalonii.


EU-collapse-668466

Tego unijna administracja nie brała pod uwagę przygotowując warianty działań na największe kryzysy mogące zagrozić jedności i stabilności Unii Europejskiej – zamiast kilkudziesięciu państw działających pod dyktando najsilniejszych unijnych gospodarek, wychodzenie z UE niektórych z nich oraz rozpadanie się krajów członkowskich. Analitycy ostrzegali o możliwości takiego rozpadu UE, ale po nieudanym szkockim referendum niepodległościowym z 2014 o sprawie zapomniano. Dzisiaj okazuje się, że problem jest wcale niemały.

Rzecz nie tylko w separatystycznych i niepodległościowych dążeniach Szkotów, czy północnych Irlandczyków. Co jakiś czas głos na Wyspach Brytyjskich zabiera również sam Londyn, który – warto pamiętać – tylko nominalnie jest częścią Korony. Faktycznie ma swój rząd i niezależność na tyle dużą, że aby przejechać przez City Elżbieta II musi prosić o pozwolenie. Czy Londyn mógłby wybić się na niepodległość?

– Dlaczego nie? – mówią finansiści, którzy odpowiadają za to w jakiej kondycji jest finansowe serce Europy.

Wiadomo również, że Brexit, będzie służył do walki u niezależność innym krajom w granicach Unii. Oto szef autonomicznego rządu Katalonii Carles Puigdemont ogłasza, że referendum w sprawie niepodległości tego regionu Hiszpanii odbędzie się 1 października.

– To niezgodne z Konstytucją – ripostuje rząd w Madrycie. I wskazuje, że Trybunał Konstytucyjny już wyjaśniał, że jego przeprowadzenie będzie zdradą stanu. Ale pytania do referendum są już gotowe, zaś decyzja jaką podejmą katalończycy będzie wiążąca, co nieformalnie potwierdza Komisja Europejska.

Otóż w październiku Katalończycy będą musieli odpowiedzieć na pytanie: „Czy chcesz, aby Katalonia została niepodległym państwem w formie republiki?”. Katalonia, w której mieszka obecnie ponad 7,5 mln Hiszpanów jest najbogatszym regionem tego kraju. Konserwatywny rząd Mariano Rajoya utrzymuje, że referendum byłoby niezgodne z konstytucją i zapowiada podjęcie wszelkich kroków, aby uniemożliwić przeprowadzenie takiego głosowania. Sami Katalończycy są w tej kwestii podzieleni niemal równo po połowie (49 proc. przeciw, 44 proc. za).

Nie do końca jasna jest również przyszłość Flandrii, prowincji Belgijskiej, która również myśli (i głośno to wyraża) o tym, aby osiągnąć pełną niezależność. Zresztą siedem lat temu (dd czerwca 2010 roku do grudnia 2011) w Belgii trwał najdłuższy we współczesnej Europie kryzys rządowy – związany właśnie z rewoltą Flandrii.

Eurokraci, choć głośno na razie tego nie przyznają, właśnie w tych tendencjach odśrodkowych widzą największy problem. Secesja jakiegokolwiek nowego państwa z obecnie będących członkami UE będzie wymagała uruchomienia procedury przyjęcia nowego członka UE. Oraz zmian w Europejskim Banku Centralnym a także najważniejszych unijnych urzędach.

Jaka może więc być przyszłość UE? Z pewnością bez Wielkiej Brytanii, za to ze Szkocją i całą Irlandią, z Hiszpanią, choć bez Katalonii oraz z podzielonymi Belgami. Owe rozsypywanie się unijnej budowli może nas zaprowadzić do jeszcze jednego rozwiązania – kiedy większość zachodnich, słabych i podzielonych państw zjednoczy się ponownie. Pod flagą kalifatu europejskiego..

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

305465