22092017Nowości:
   |    Rejestracja

Emerytura story, czyli ach, co to była za służba!


Media, którym bliskie są ideały KOD prześcigają się w publikowaniu i opowiadaniu historii biednych byłych pracowników SB i Milicji Obywatelskiej, którzy nie zasługują na zmniejszenie emerytur, bo przecież służyli Polsce. Broni ich nawet Bolek, przepraszam, Lech Wałęsa – post-symbol „Solidarności” uznający generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego za ludzi honoru! No, po prostu esbecy i milicjanci chcieli jak najlepiej. I byli gotowi bić mniej, ale…


milicja

Ubywatele RP oraz KOD starannie przygotowali kampanię na rzecz obrony esbeckich i milicyjnych emerytur – wielotysięcznych – które w wolnej Polsce wypłacał im Skarb Państwa, bo żaden dotychczasowy rząd nie miał siły, ani ochoty sięgnąć do półki, na której stała książka z tytułem „Sprawiedliwość”. Obecny sięgnął. I jednym cięciem pozbawił byłych katów i kandydatów na katów większej części emerytur. Emerytur, na które – umówmy się – nie zasłużyli. Szczególnie w kontekście tego, co działo się z tymi, których bili, zamykali, którym uniemożliwiali naukę, studia, wyjazdy a często nawet zmianę pracy.

I oto media zalewają nas historiami – a to byłego policjanta, który wprawdzie nigdy nie bił opozycjonistów, bo nie zdążył, ale do szkoły milicyjnej wstąpił dziarsko w 1987 roku, czyli w czasach, kiedy upadek komunizmu i koniec PRL-u tak naprawdę nikomu się nie śnił. A to byłej pielęgniarki, która poszła do pracy w SB, ale przecież tylko robiła zastrzyki i leczyła zęby esbekom i zomowcom. A to znowu byłych milicjantów, którzy nie wytrzymali ciśnienia i odebrali sobie życie, lub walnęli na zawał po przeczytaniu decyzji o obniżeniu emerytury. Zupełnie, jakby niemożliwe było życie za 1100 czy maksymalnie 2000 złotych. A przecież do tej pory za takie emerytury żyli byli działacze opozycyjni i miliony Polaków, którzy nie zdecydowali się na pracę w milicji, czy SB. To nie oni mieszkali w willach a na lato wyjeżdżali do domków letniskowych. To nie oni mogli swoim dzieciom zostawić majątek, żeby ułatwić im start w życiu w wolnej Polsce (o którą ryzykując wszystko walczyli w przeciwieństwie do esbeków i milicjantów). Wszystkie te apanaże były dostępne wyłącznie dla byłych funkcjonariuszy posłusznych służb słusznego ustroju.

Gotów byłbym zgodzić się z argumentami, że nie każdy był siepaczem ustroju, ale te na siłę przywoływane historie każą mi pochylić się nad tematem głębiej. I oto, co widać: młodzieniec, który chciał zostać milicjantem, albo esbekiem w 1987 roku, doskonale wiedział do jakiej służby idzie. Podobnie, jak sekretarki i pielęgniarki, które zajmowały się esbekami. W latach 80. wszyscy doskonale wiedzieli, jakie metody stosowały służby w Polsce. Jak biły, szantażowały, łamały ludzi niszcząc im kariery i rodziny. To wiedziałem nawet ja, wówczas wczesny nastolatek.

Myślę, że swoimi argumentami słudzy komunistycznego reżimu nie wybroniliby nawet prawa nakazującego oddanie im nadwyżek emerytur – od 1990 roku do teraz. A przecież tego problemu nie mają. A szkoda…

Pewnie, że są wyjątki – ludzie, którzy jednak byli uczciwi i propolscy. Jednak były to wyjątki nieliczne. Było ich tak niewielu, że każdy przypadek można potraktować oddzielnie, specjalną decyzją ministra, premier, czy prezydenta. Przykro to mówić, ale kolejki po takie decyzje nie będzie.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

308474