21082017Nowości:
   |    Rejestracja

Czy odważna ekonomia to silna gospodarka?


W swoim najnowszym artykule „Prognoza na rok 2017. Wyrwanie z imitacji przeszłości” Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju pisze o nowym modelu gospodarczym w Polsce. O modelu opartym na solidarności społecznej i nawiązującym do ideałów „Solidarności” z lat 80. To model gospodarczy, którego w Polsce nie próbował realizować jeszcze nikt. A szkoda, bo dzięki podobnym założeniom na stabilne i przyjazne obywatelom państwa wyrosły kraje skandynawskie i – choćby – Wielka Brytania. Neoliberalizm się nie sprawdził – dostrzega Morawiecki. I ma cholerną rację.


Zdjecie_Wicepremiera_Mateusza_Morawieckiego3

„Zmiana w Polsce, która zaszła przed rokiem, wpisuje się w czas wielkich zmian w świecie, rekonfiguracji, przemodelowania, poszukiwania efektywniejszych modeli działania, które będą oparte na większej społecznej odpowiedzialności. Modeli opartych na solidarności i wspólnocie, których celem jest zdecydowanie coś więcej niż tylko przetrwanie – jest budową drogi do trwałego dobrobytu i sprawiedliwie zbalansowanego podziału dóbr” – pisze w swoim artykule „Prognoza na rok 2017. Wyrwanie z imitacji przeszłości” Mateusz Morawiecki, ex-baknier z zacięciem do polityki. I choć trudno jest przyjąć, że człowiek którego dotychczasowa kariera zawodowa związana była z budową jak najsilniejszej pozycji banków nad Wisłą (przez co zdobył sobie uznanie i szacunek świata wielkich finansów w londyńskim City i na amerykańskiej Wall Street), założenia polityki gospodarczej Morawieckiego są słuszne. Bo pisze o modelu, który z powodzeniem sprawdził się w krajach, które przez ostatnie dekady zasilaliśmy setkami tysięcy młodych i wykształconych Polaków wyjeżdżających za chlebem i lepszym życiem, często na wieczną emigrację.

Odsunięci od głównego nurtu ekonomiści polscy już od dawna mówili, że model gospodarczy Jeffrey’a Sachsa wprowadzony w Polsce przez prof. Leszka Balcerowicza nie był dla nas najszczęśliwszy. Prawdę mówiąc był najgorszym z możliwych wyjść dla gospodarki przechodzącej z modelu centralnie sterowanego do gospodarki wolnorynkowej. W ciagu ledwie kilku lat stworzył bowiem klasę ludzi biednych, którzy z biedy nie mogli się wyrwać przez całe pokolenia. I choć Balcerowicz obiecywał, że szybko powstanie klasa średnia, która będzie filarem gospodarki tworząc firmy i miejsca pracy, w których na lepsze życie będą zarabiać ci biedni, wcale tak się nie stało. Zamiast klasy średniej powstały dwie inne – klasa polityków oraz klasa ludzi bardzo zamożnych, których majątki wzięły się z, delikatnie mówiąc, rozkradania majątku narodowego.

Dzisiaj polityka premiera Morawieckiego ma tę sytuację przywrócić do normalności. Plan gospodarczy, który zakłada dość poważne rozdawnictwo (program 500+, mieszkanie+, wspieranie górników, obniżenie wieku emerytalnego), jest i będzie odczuwalnym obciążeniem dla budżetu. Podpis bankiera pod takim właśnie programem musi wywoływać niepokój i podejrzenia. Kłóci się bowiem z większością obowiązujących podręczników do ekonomii. Ale “z większością” nie oznacza, że ze wszystkimi. Kłóci się z tymi podręcznikami, które mogą dumnie stać na półkach polskich księgarń i bibliotek, bo wprost, lub pośrednio chwalą ostatnie ćwierć wieku polskiej transformacji gospodarczej i to, co zrobił Leszek Balcerowicz.

„W prowadzonej przez nas polityce ważne jest, aby wzrost gospodarczy był inkluzywny, włączający i obejmujący jak najszersze grupy społeczne. Dziś jest to naszym celem, wręcz aksjomatem rozwoju gospodarczego” – pisze Morawiecki. I już samo to jest gwarancją sukcesu właśnie gospodarczego. Nie tylko dla rodzin w Polsce, ale również dla polskiej gospodarki na trudnym i konkurencyjnym rynku w Unii Europejskiej oraz na światowych rynkach. Dlaczego?

Pieniądze dane rodzinom nie idą wcale na wódę i imprezy (wbrew przekonaniom i głośnym komentarzom skompromitowanej PO i nie do końca uczciwej i przejrzystej Nowoczesnej), ale na zakupy najpotrzebniejszych dóbr. Nie jest ważne, czy są to dobra dzieci, czy rodziców. Ważne, że są kupione tu, w Polsce, że podatki hadlowe i usługowe związane z nimi trafiają spowrotem do budżetu państwa. Ważne jest również to, że za kilka lat ta uciekająca wykluczeniu część społeczeństwa zacznie inwestować w coś znacznie ważniejszego, niż poprawa warunków życia – to podnoszenie swoich kwalifikacji i wykształcenie swoje i dzieci. Warto pamiętać, że to właśnie wykształcenie było naszym głównym towarem eksportowym. Choć powinno być atutem przyciągającym inwestorów. I – jeżeli nie zmieni się polityka gospodarcza rządu – już niedługo tak właśnie się stanie. Polscy wykwalifikowani pracownicy, naukowcy, inżynierowie, lekarze (a nie tania siła robocza) będą argumentem za przenoszeniem nad Wisłę instytucji finansowych, czy dużych zakładów produkcyjnych.

“Czas zmian i zawirowań w świecie pokazał, że musimy patrzeć na gospodarkę i społeczeństwo łącznie. Nie ma gospodarki bez społeczeństwa, to społeczeństwo jest główną zmienną równania pt. gospodarka. Nie sposób przy tym zbudować społeczeństwa spójnego, z integrującą życie społeczne rolą gospodarki, bez rezygnacji z modelu gospodarki silnie zoligarchizowanej na wzór latynoamerykański” – dowodzi wicepremier Morawiecki. Czy ma rację? Jego poprzednicy a dzisiaj oponenci nie mieli jej z pewnością. Warto więc pójść tą ścieżką – w końcu, co mamy do stracenia? Zyskać możemy to, że nie tylko staniemy się narodem bogatym, ale zachowamy swoją godność i dumę. Również jako kraj.

 

Mateusz Morawiecki, „Prognoza na rok 2017. Wyrwanie z imitacji przeszłości”, Wszystko Co Najważniejsze

(https://wszystkoconajwazniejsze.pl/mateusz-morawiecki-prognoza-na-rok-2017/)

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 9 dla artykułu "Czy odważna ekonomia to silna gospodarka?"

  1. Jerzy pisze:

    Niezupełnie prawda. Liberalizm sprawdził się jak najbardziej w wielu azjatyckich państwach i w USA. Żadne z państw skandynawskich nie jest w stanie konkurować z USA. Gdyby nie zasoby naturalne które im nagle z nieba spadły, nie wiadomo jak wyglądał by ten skandynawski przyjazny dla obywatela system.
    W USA nie ma 500+ a mimo to standartem jest czwórka dzieci. Ba, za wszystko trzeba płacić bajońskie sumy. Za szkoły, za leczenie, za pływanie czy piłkę nożną dla dzieci. Zwolnionym z pracy można być z dnia na dzień i nie ma zmiłuj. A mimo to Amerykanie uważają że ich system stał się nadopiekuńczy i państwo powinno odstosunkować się od obywatela bardziej i zostawić go w spokoju. Bezrobocie z reguły jest bardzo niskie, zarobki przyzwoite, a kryzysy krótkotrwałe w przeciwieństwie do tych europejskich.
    No ale oprócz NASA, Agencji Ochrony Środowiska i Armii nie ma jednej firmy państwowej.
    Mawet policja, szkoły i straż pożarna są utrzymywane wyłącznie przez miasto. Kiedy robi się cienko, policjanci, strażacy i nauczyciele idą na bruk jak każdy inny. Do czasów Obamy państwo nie interesowało się również służbą zdrowia.
    Państwo nie martwi się ile kosztuje wybudowanie elektrowni atomowej albo postawienie wiatraków ponieważ ich nie posiada i posiadać nie ma zamiaru. Wszystko to jest prywatne, o konwencjonalnych elektrowniach czy kopalniach nie wspominając.
    Tak że drogi panie Morawiecki – są kraje gdzie liberalna gospodarka się sprawdza. Właśnie Amerykanie pokazali przy urnach jaką gospodarkę wolą.
    .
    W przypadku Polski nie można mówić o konieczności odrzucenia gosodarki liberalnej, o tym że się nie sprawdziła, ponieważ nigdy w Polsce takiej gospodarki nie było. W Polsce była najgorsza forma jaka może być – skrzyżowanie psa z wydrą, co zawsze okazuje się być ni psem ni wydrą.
    Odbyła się wielka przestępcza prywatyzajca majątku narodowego, którą się dla niepoznaki nazywa „dziką” prywatyzacją. Było trochę liberalizmu w gospodarce co za Wilczka pokazało ile można zdziałać kiedy gospodarka jest prawdziwie uwolniona.
    Jednak gospodarka pozostała przynajmniej w części socjalistyczna. Pozostał ogromny garb w postaci setek państwowych molochów w większości wymagających finansowania.
    Budżet, czyli podatnik musi finansować służbę zdrowia, szkolnictwo, bizantyjską biurokrację… jak można nazywać to neoliberalizmem? Toć to socjalizm w czystej postaci a jak wiemy socjalizm kosztuje. Nie dziwi więc zabieranie 75% zarobków Polakom. Nie dziwi 23% VATu, akcyzy i… płatne autostrady wcześniej wybudowane za pieniądze podatnika!
    Liberalizm ma swoje wady, ale niewątpliwą zaletą jest to, że większość rzeczy ma w nim swoją logikę. Za wszystko się płaci, tak, ale kiedy podatnik finansuje drogi i autostrady to jest to nawet niekonstytucyjnym by pobierać za ich używanie opłaty. Jest również nie do pomyślenia by pobierać od użytkoników dróg ogromny haracz w postaci akcyzy zawartej w paliwie, następnie tę akcyzę wydać na wszystko tylko nie na budowę i utrzymanie dróg (a było by z niej setki jeśli nie tysiące kilometrów autostrad rocznie)! Na dokładkę podwyższa się VAT z 22 na 23% bo… szuka się pieniędzy na budowę tych autostrad. Na samym końcu zaś stawia się przed wjazdem bramki i pobiera za te autostrady opłaty.
    Użyłem autostrad wyłącznie jako przykład pokazyjący że polska gospodarka nie ma nic wspólnego z gospodarką liberalną, z gospodarką logiczną.
    Dlatego trzeba się zdecydować czy chce się być psem czy też chce się być wydrą. Wygląda na to że na obecnym etapie Polakom bliższa jest opiekuńcza gospodarka quai-socjalistyczna. Tylko gdy się już tę drogę wybierze, to nie wolno później marudzić że nie jest się w stanie konkurować z USA czy Azją. Ropa ani gaz niestety Polakom nie trysnęły by móc wszystko finansować z budżetu i żeby jeszcze zostało na cukierki…

  2. Jerzy pisze:

    PS. Plan Morawieckiego elektryfikacji polskiego transportu jest jednym z najniebezpieczniejszych i potencjalnie prowadzący do zmarnotrawienia ogromnych pieniędzy publicznych na coś co w końcu nie wypali.
    Politycy wiecznie zdają się zapominać że ustawami, dekretami ani nawet pieniędzmi nie zmienią praw fizyki. Już próbowano to zrobić kilka razy. Ostatnio w końcu lat 90-tych w Kaliforni. Nawet przegłosowano prawa według których jeśli producent samochodów chce je dalej w Kaliforni sprzedawać to 10% całej sprzedawanej floty będzie musiała być elektryczna.
    GM dał się na to złapać, wydał miliardy na badania i na rozwój i wyszedł jak Zabłocki na mydle.
    Ostatecznie to konsument pogrążył proejkt GMu kupując KILKA SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH miesięcznie w całych STanach Zjednoczonych.
    Ostatecznie politycy musieli odszczekać swoje dekrety. Nie wygrali z fizyką. Żaden producent samochodów nie był w stanie sprostać. Dzisiaj wciąż jest to nieosiągalne, ale podobno w Polsce się uda…
    Zwłaszcza w Polsce samochody elektryczne nie mają prawa bytu zważywszy na fakt że społeczeństwo nie jest na tyle zamożne by do każdego elektrycznego dokupić sobie spalinowy jak to robią Amerykanie i Skandynawowie. A dokupić trzeba bo elektryk jeszcze długo nie będzie miał zasięgu pozwalającego by jechać na wczasy…
    Najlepszym wskaźnikiem gdzie technologia będzie za 15 lat jest wojsko. Jeśli wojsko amerykańskie nie ma dzisiaj akumulatorów i baterii pozwalających na stworzenie samochodu elektrycznego o rozsądnym zasięgu z możliwością ładowania go w pół godziny, to znaczy że taka technologia albo jeszcze nie istnieje, albo wciąż nie będzie w zasiegu kieszeni Kowalskiego nawet za 15 lat.
    Wojsko da każde pieniądze za taką technologię. Wojsko wydaje bajońskie sumy na rozwój takiej technologii. Ba – wojsko od czasów 2-wojny wydawało bajońskie sumy na jej rozwój. I co? I nic. Mówi się że dzisiaj żołnierz amerykański dźwiga wiecej baterii niż amunicji.
    Prąd potrzebny jest wszędzie i do wszystkiego – bez niego armia nie funkcjomuje. Jeśli więc armia tej technologii nie posiada nie ma co się czarować że Kowalski niedługo będzie mógł kupić elektryczny samochód którym będzie mógł wszędzie pojechać.
    Prawda jest taka że w momencie kiedy technologia na to pozwoli to nikogo nie trzeba będzie namawiać by w to wejść. Jedyne co będzie potrzebne to przepisy przyjazne dla rowoju firm. Najlepiej równie przyjazne wszystkim firmom i wszystkim gałęziom gospodarki. Nie ma co marnować pieniędzy podatnika na marzenia polityków.
    .
    W międzyczasie trwa dożynanie rodzimej motoryzacji. W chwili obecnej żaden polski producent nie jest w stanie wyprodukować silnika spełniającego wyśrubowane normy czystości i lub normy bezpieczeństwa dla samochodu. Już niedługo ostatni bodaj producent polskich silników – Andrychów – też będzie musiał z tego właśnie powody zwinąć żagle. Dzisiaj bez miliardów w badania, rozwój i nowe projekty nie da się tego zrobić.
    Dlaczego politycy nie chcą ratować tego co zostało i stworzyć warunków dla powstawania nowych polskich firm bez wydawania JEDNEJ złotówki podatnika? Czyż właśnie to nie powinno być ich pracą?
    Co zrobili Amerykanie by uratować rodzimy przemysł motoryzacyjny – zwłaszcza motocyklowy? Zwolnili wszystkich rodzimych producentów produkujących w niewielkich ilościach z wymogów konieczności sprostania normom czystości i niektórym normom bezpieczeństwa. Bez tego setki małych amerykańskich firm, a nawet te wieksze po prostu by popłynęły. Ich miejsce zajęli by Japończycy, Niemcy, Koreańczycy a niedługo Chiny.
    Obecnie, kiedy firmy te uratowano, powoli podwyższa się w stosunku do nich wymogi. Ogólnie jednak wygląda to tak, że do pewnej ilości sztuk rocznie wymogi są bardzo liberalne. Powyżej tej liczby stają się coraz bardziej restrykcujne, a w przypadku produkcji iluś tam tysięcy sztuk rocznie trzeba spełniać wymogi w stu procentach. Nie kosztowało to podatnika nic, a uratowało przemysł i równocześnie pozwala na wchodzenie nowych firm na rynek.
    Na tym właśnie według mnie powinna polegać polityka gospodarcza a nie pompowaniu pieniędzy podatnika w pomysły które mogą ale wcale nie muszą wypalić.
    Znam kilka w miarę nowych polskich konstrukcji – od motocykli po samochody – które albo zostały przejęte przez firmy zachodnie albo poszły do piachu, albo są w stanie uśpienia z powodu idiotycznych wymogów czystości spalin, homologacji itd. To wszystko dawno już mogło być w produkcji gdyby polskie przepisy były takie same jak amerykańskie. I jak tu można konkurować z USA?

  3. ixi pisze:

    A czy pan Morawiecki mówił coś o składce ZUS którą trzeba płacić niezależnie czy się na nią zarobiło czy nie w oszałamiającej kwocie ~ 1200zł? W USA tamtejsza składka „ZUS” to 3,5$ od każdych zarobionych 100$. W Wielkiej Brytanii i w Niemczech podstawowa składka dla osób prowadzących działalność gospodarczą nie przekracza 100zł miesięcznie.
    Czy żeby zapłacić VAT od faktur za które nie otrzymało się zapłaty to lepiej pożyczyć od rodziny czy od banku?
    i tysiąc innych upierdliwych drobiazgów …

  4. Stop_sowieckim_barbarzyncom pisze:

    Szanowni komentatorzy zapominacie, gdzie Polska leży na mapie i jakie ograniczone możliwości posiada. Przecież nie ma wątpliwości, że polska gospodarka i polska polityka, jest blokowana od lat przez licznych „przyjaciół”. Poza tym jakie szanse mamy w liberalnym paradygmacie gospodarczym z kapitałem rosyjskim czy niemieckim ???

    • Jerzy pisze:

      Sznowny pan mówi tak jak moja mama – „a c co oni mogą?”
      Moja odpowiedź jest taka: jeśli nie mogą i w związku z tym nie będą próbowali, to jakim prawem zgłaszają swoje kandydatury i obejmują te funkcje? Taka postawa polityków nazywa się po angielsku fraud, a po polsku chyba defraudacja, zdrada, a ich miejsce nie jest w sejmie a w więzieniu. Należy brać odpowiedzialność za swoje obietnice, za swoje czyny i za kraj, a równocześnie ponosić konsekwencje.
      .
      To politycy stanowią prawo którym mogą sterować gospodarką i przyszłością kraju. Jeśli Węgry są w stanie ograniczyć wpływy obcych mediów i organizacji na swój kraj, co powstrzymuje polskich polityków? Strach przed utratą stołków (to by ich dyskfalifikowało natychmiast), czy też bycie na garnuszku obcych mocarstw (co by kwalifikowało ich za kratki). Innymi słowy – nie szukajmu wymówek ani usprawiedliwienia a jeśli jest to uzasadnione, zabierajmy politykom mandaty i pakujmy ich za kraty i to na bardzo długo.

      • kanton pisze:

        pięknie napisane Pozdrawiam..

      • Mario pisze:

        Ale przeciez do tego trzeba miec jeszcze w miare suwerenny rzad, albo byc dobrym kolega wiadomego narodu.

        A co do Danii – nie maja zadnych surowcow naturalnych, a jednak przeda. Czemu? Probuje od kilku lat zgadnac i wychodzi mi na to, ze maja dobre stosunki z amerykanskimi koporacjami i ich wlascielami. Taki maly europejski amerykanski stan.

        • Jerzy pisze:

          W takim wypadku nie zdejmujmy odpowiedzialności z siebie.
          Jeśli wiemy że głosujemy na polityków którzy suwerenni nie będą – dlaczego na nich głosujemy? Bo dużo obiecują?
          W przeciwieństwie do USA, Polacy mają wybór. Mają zawsze więcej niż dwie partie. Są tacy którzy nie są politycznie poprawni a na dodatek jeszcze nie zdążyli wpaść w sidła i układy. Był Kukiz, był Mikke, są inni. Wybrać tych którzy suwerenność mają szansę zagwarantować. Kiedy już to zrobią, można wrócić do starych pierdzieli bo ci pierwsi na pewno już się uwikłają, albo znów sięgnąć po nowych którzy jeszcze nie zdążyli.
          Przy dzisiejszych mediach społecznościowych można naprawdę wiele zdziałać – popatrz kto wygrał w Stanach choć wszystkie oficjalne media były murem przeciw niemu?

      • gniew pisze:

        Szczęść Boże. Aby politycy nie trafili tam gdzie jest ich miejsce nadal funkcjonuje ustawa 1066. Z drugiej strony nie ma właściwej społecznej determinacji aby ten stan zmienić… Przecież nie wdeptali nas całkowicie w ziemię, tylko po pachy…, głowa jeszcze nad gruntem !….. tylko jak długo jeszcze ???….
        pozdrawiam gniew

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

298476