18122017Nowości:
   |    Rejestracja

Czy Niemcy „takie same”?


Zauważyłem kilka zdań o możliwości zmian oblicza Niemiec po wrześniowych wyborach, w których „wielka koalicja” wprawdzie odniosła statystyczne zwycięstwo osiągając w sumie ponad 50 % głosów, ale poniosła ciężkie straty w porównaniu z poprzednimi wyborami w granicach 15 punktów procentowych, czyli przeszło jedną czwartą stanu posiadania.


Kto te wybory przegrał a kto wygrał?

Zwycięska CDU nie zdobyła nawet 30% głosów, globalny wynik CDU/CSU – 32,5 % osiągnęła zawdzięczając blisko 40 % głosów CSU na terenie Bawarii, która poniosła wprawdzie również znaczne straty w porównaniu do poprzednich wyborów, ale zachowała możliwość dalszego rządzenia w swoim kraju.

W jakich kategoriach należy rozpatrywać wynik osiągnięty przez rządzących Niemcami od trzech kadencji?

W każdym innym kraju Europy zaliczałoby się to do sukcesu, po dwunastu latach rządzenia naród pozwala na możliwość dalszych czterech lat.

Wielka indywidualność – Margaret Thatcher rządziła Wlk. Brytanią przez lat dwanaście; bardzo mierny polityk w dodatku z dość nieciekawą przeszłością, bez żadnej walki politycznej – Angela Merkel uzyskała szansę na 16 lat, tego w Niemczech nie osiągnęli nawet Konrad Adenauer ani Willy Brandt, mimo że przerastali ją znacznie więcej niż o głowę.

Jaka tajemnica leży u podstaw takiej kariery?

Myślę, że trzeba zacząć od określenia roli rządu we współczesnych Niemczech.

W okresie powojennej odbudowy Niemiec zarówno pod względem materialnym jak i politycznym rola rządu była bezsporna, kolejne rządy z lepszym czy gorszym skutkiem budowały osiągnięty w 1989 roku stan. Można mówić, że został on zdobyty zawdzięczając polskiej Solidarności, amerykańskiemu prezydentowi Reaganowi i polskiemu papieżowi św. Janowi Pawłowi.

Niemcy wolą jednak tego nie pamiętać uwypuklając spontaniczną rozbiórkę muru berlińskiego jako symbolu wyzwolenia Europy z sowieckiej okupacji i terroru.

Od tego czasu rozpoczął się niemiecki marsz do panowania w Europie, nie było Sowietów, ubyło Amerykanów, władza w Europie znalazła się na berlińskiej ulicy i należało ją tylko podnieść.

Niemcy tę władzę podjęli nie z przypadku, pracowali na to przez wiele lat wykorzystując swoją pozycję gospodarczą. Bez wielkiej przesady można stwierdzić, że mieli kupioną znakomitą większość nomenklatury rządzącej gospodarką nie tylko w Sowietach, ale i w całym sowieckim imperium.

Najlepszym dowodem na to był fakt, że w czasach PRL znaczna część polskiego handlu z ludowymi Chinami odbywała się za pośrednictwem zachodnio niemieckich firm.

Niemieckie lobby przemysłowe miało wpływ na politykę jeszcze cesarskich Niemiec, ono też wypromowało Hitlera do władzy, po wojnie zaś korzystając z amerykańskiej szczodrobliwości, która pozwoliła na uniknięcie od bombardowań tak bezwzględnych wobec miast niemieckich, wielkich ośrodków przemysłowych, powiększyło swoje wpływy.

Zmienił się też charakter niemieckiego ośrodka wpływu, to już nie jest Krupp, Thyssen czy Man, to organizacja działająca na miarę światową – połączenie oligarchii finansowej z przemysłową dyktujące warunki międzynarodowego handlu.

Miałem możność obserwowania jak wzrastały wpływy niemieckie w Ameryce Południowej, a nawet w latynoskiej części Ameryki Płn.

Korzystając z powojennej emigracji i lokat finansowych Niemcy rozwinęły sieć swojej ekspansji. Poza przemysłem samochodowym objęło to w szczególności zaopatrzenie w maszyny produkcyjne skutecznie wypierając wpływy USA.

Niemcy przede wszystkim górowali organizacją współdziałania, kiedy zwróciłem uwagę właścicielowi wielkiej fabryki tekstylnej, że używa niemieckie maszyny przeszło dwukrotnie droższe od polskich, wcale nie gorszych, wyjaśnił mi, że on to wie szczególnie jako Polak, ale za polskie maszyny musiałby natychmiast zapłacić, a na niemieckie dostaje automatycznie dogodny kredyt w niemieckim banku. Ponadto części zamienne ma pod ręką na telefon, a polskie musiałby sprowadzać z Polski i tracić wiele czasu.

Niemiecki eksport to równowartość jednej trzeciej niemieckiego PKB podczas gdy amerykański czy japoński obracają się najwyżej w jednej dziesiątej krajowego PKB.

Pomijam chiński eksport gdyż ten odbywa się na zasadzie ciągle jeszcze najniższych płac i celowego zaniżania kursu juana.

Organizacji niemieckiej gospodarki podlegają rządy w Niemczech, które w ostatnich latach sprowadzone są do roli posłusznego wykonawcy poleceń niezależnie od interesów własnych sprawujących je polityków.

Klasycznym przykładem mogą służyć stosunki Niemiec z Rosją, ustalone w interesie niemieckiej gospodarki zasady współpracy obowiązują rząd niemiecki niezależnie od skutków politycznych.

Stąd też chyba znalazła się osoba wieloletniej kanclerki gwarantująca utrzymanie kursu prorosyjskiego w specyficzny sposób pojmowanego przez niemieckich decydentów. Rosja w tej koncepcji nie powinna wyjść z roli dostawcy surowców i odbiorcy niemieckich gotowych wyrobów.

Pani Merkel tej roli pilnuje i będzie tak długo jak jej mocodawcy będą uważali to za celowe. Można mieć uzasadnione podejrzenia, że wzorem są układy nomenklaturowe, w których teczki z odpowiednimi aktami osobowymi służą, jako zastaw i gwarancja dyspozycyjności.

Na tym tle wszelkiego rodzaju rozgrywki na scenie politycznej stanowią jedynie zasłonę dymną dla realiów utrzymywania systemu władzy.

Jak się im znudzi to z całą pewnością mają w pogotowiu odpowiednie osoby z innych ugrupowań, chociażby z SPD, co szczególnie uwidoczniło się na przykładzie kariery Schroedera.

Zwróćmy uwagę na fakt, że konfiguracja składu rządu nie wpływa na zasadniczą linię polityki niemieckiej, która w wymiarze nam najbliższym jest konsekwentnie kontynuowana od czasów zawarcia w Moskwie w 1990 roku traktatu 4 + 2, de facto był to traktat dwóch zainteresowanych przy biernym świadectwie czterech.

Zdziwienie może budzić tylko okoliczność, że wszystko, co się tam stało służyło wypchnięciu Stanów Zjednoczonych i Wk Brytanii z kontynentu europejskiego i redukcji roli Francji do niemal poziomu Vichy, a mimo to uzyskało aprobatę przedstawicieli tych krajów.

Można snuć przypuszczenia, że wymowa potęgi niemieckiego pieniądza poparta współpracą Gehlena, Mosadu, Stasi i KGB pokonała wszelkie opory.

W tym całym towarzystwie jedynym męskim stanowiskiem wykazała się Margaret Thatcher, ale została zakrzyczana.

W konsekwencji na obszarze między Rosją a Niemcami została stworzona strefa kondominium z nienaruszalnym podziałem wpływów. Nie trzeba wyjaśniać, że Polska pozostaje w strefie niemieckiej i dlatego jesteśmy z UE, a nie dla jakiegokolwiek   ”jednoczenia” Europy.

Putin i Merkel zostali wyznaczeni jako strażnicy tego układu i będą ją pełnić tak długo jak będą potrzebni.

Z całego postawu sukna przypadającego Niemcom Polska z racji swojej wielkości i nieprzewidywalności / w kacapsko szkopskich ślepiach, jakby powiedział Jan Pietrzak/ powoduje najwięcej kłopotów.

Dlatego w tak pojętym interesie niemieckim, akceptowanym bez sensu przez Rosję, leży redukcja pod każdym względem wszystkiego co polskie z narodem i państwem na czele.

Jest to dziedzictwo Bismarcka w myśl którego między Rosją i Niemcami nie powinno być żadnej przeszkody w dobrosąsiedzkich stosunkach.

Oczywiście te stosunki były rozumiane jako obszar niemieckiej penetracji gospodarczej i nie tylko, wystarczy wspomnieć autentyczne zdarzenie z czasów I wojny światowej, kiedy car Mikołaj II inspekcjonował front. Meldunek mu składał naczelny wódz armii rosyjskiej wk książę Mikołaj Mikołajewicz – stryj cara.

  W pewnym momencie car zapytał księcia: – a gdzie są Niemcy? Na to uzyskał odpowiedź: „dwa szaga nazad Wasze Impieratorskoje Wieliczestwo” wskazując na olbrzymią świtę stojącą za carem.

Na tle konsekwentnie prowadzonej niemieckiej polityki w stosunku do całego obszaru niemieckiej „Mitteleuropy” ze szczególnym uwzględnieniem Polski brakuje najwyraźniej ze strony polskiej określonego programu nie tylko przeciwdziałania, ale przede wszystkim tworzenia nowej koncepcji ładu europejskiego.

„Międzymorze” nie jest złą ideą, lecz niestety w zestawieniu z siłą „szkopsko – kacapską” jest to stanowczo za mało, potrzebne jest zaangażowanie znacznie większej liczby narodów europejskich zagrożonych dywersyjnym działaniem rządu niemieckiego zmierzającego najwyraźniej do zastąpienia Europy chrześcijańskiej – muzułmańską skoro nie udało się wszczepić ani wojującego ateizmu bolszewików ani pogaństwa hitlerowców.

Czy jest możliwa zmiana niemieckiej polityki?

Oczywiście że tak, ale pod warunkiem, że CDU powróci do swoich chrześcijańskich korzeni, lub też że w wyniku niepowodzeń i wzrostu stanu zagrożenia nastąpi radykalna zmiana rządów, np. rządy lewicy, które doprowadzą do upadku Niemiec podobnie jak w swoim czasie front populaire doprowadził do upadku Francji.

To ostatnie rozwiązanie, aczkolwiek całkowicie możliwe, gdyż cierpliwość nawet u Niemców ma swoje granice, nie byłoby dobre dla nikogo w Europie.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie ligi europejskiej dla obrony i promocji chrześcijańskiej kultury, która zmusiłaby rządy niemieckie nawet w interesie samych Niemców do zmiany polityki.

Tylko że dla tego rozwiązania ktoś musi dać przykład, byłoby dobrze gdyby była to Polska.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

309645