20072017Nowości:
   |    Rejestracja

Czy grozi nam europejski totalitaryzm?


Europa po niepodległościowym referendum w Wielkiej Brytanii przyspiesza. „Niedemokratyczne” elity brukselskie będące na smyczy Berlina i Paryża żądają przyspieszenia integracji kontynentu. Jeszcze do niedawna działania federacjonistów były maskowane przed obywatelami państw Unii. Powtarzało się niczym mantrę o unii suwerennych państw, o unii narodów, o demokratycznych filarach podtrzymujących kryształowy pałac, jakim jest Unia Europejska. Jednak elity niemające żadnego demokratycznego mandatu prą do dyktatury.


ParlamentEuropejski

 

 

Staliśmy się światkami ujawnienia prawdziwych planów przez niemieckich i francuskich polityków. Państwa Unii powinny zrzec się swojej niepodległości, a co za tym idzie pozbyć się każdego atrybutu państwowości. Czyli zrzec się z posiadania armii, własnych służb, własnego kodeksu karnego czy polityki migracyjnej, jednym słowem przekazać wszelkie atrybuty władzy do Brukseli, której zarazem brakuje demokratycznych atrybutów władzy. Czy zastanawialiśmy się, w jaki sposób obsadzane są stanowiska w Komisji Europejskiej czy w jaki sposób Pan Tusk został powołany na sprawowane obecnie stanowisko tzw. Prezydenta Europy? Czy ci ludzie mają demokratyczny mandat? Ciekawostką może być fakt, że elity starego centrum Unii nie dostrzegają własnego oderwania od rzeczywistości. To przecież w tych krajach jest największe niezadowolenie społeczne i coraz większe tendencje separatystyczne.

 

Obecna koncepcja stworzenia „Super Państwa” nie jest nową koncepcją. Opiera się na koncepcji karolińskiej, w której rdzeniem było królestwo Franków obejmujące współczesną Francję i Niemcy. To dziedzictwo dostrzegamy we współczesnym imperializmie Niemiec i Francji, które zaczynają postrzegać siebie, jako coś lepszego dających sobie mandat do rządzenia resztą europejskiego pospólstwa.

 

Czy koncepcja taka ma szanse na jej realizacje? Według jej twórców odpowiedź będzie brzmiała oczywiście „TAK”. Jednak tak jak napisałem wyżej elity niemieckie i francuskie stają się oderwane od swoich społeczeństw i od rzeczywistości. Nikt inny niż narody francuski i niemiecki nie jest największym zagrożeniem tego projektu. To w tych krajach są obecnie najbardziej dostrzegalne ruchy odśrodkowe. We Francji już ok 50% społeczeństwa chciałaby przeprowadzenia referendum podobnego do tego, które miało miejsce w Zjednoczonym Królestwie. W innych krajach starej szóstki państw, które założyły UE zachodzą podobne tendencje.

 

Powinniśmy zastanowić się również czy stworzenie takich planów było możliwe w ciągu „jednej nocy”. Jest to mało prawdopodobne a co za tym idzie byliśmy przez wiele lat oszukiwani również przez byłe polskie elity jawnie idące na zbliżenie z Niemcami. Czy możliwe jest by pan Tusk, który dostał swoje obecne stanowisko w Brukseli nie w wyniku żadnych demokratycznych wyborów a jedynie w sposób biurokratycznych roszad i który jest ponownie wskazywany przez Berlin na ponowną kadencję o niczym nie wiedział.

 

Jeśli przedstawiciele salonu, którzy sprawowali przez wiele lat w Polsce władzę wiedzieli o takich planach, to powinniśmy zadać im pytanie, w stosunku, do kogo byli lojalni, czy byli lojalni w stosunku do narodu polskiego, który był ich suwerenem, czy w stosunku do innych grup władzy znajdujących się poza granicami naszego państwa?

 

Obecne posunięcia liberalno-lewackich elit sprawujących władzę z ramienia Berlina i Paryża w Brukseli przypominają reakcję tonącego, który łapie się brzytwy by utrzymać się na powierzchni wody. Powinniśmy, więc uważać by elity brukselskie prące do totalitaryzmu nie zastosowały przeciwko niepokornym państwom tzw. doktryny Breżniewa polegającej na zastosowaniu siły i ingerowaniu w sprawy tych członków Unii, które nie będą chciały słuchać poleceń płynących z ośrodków decyzyjnych UE.

 

Co by się stało lub kto by nami rządził gdyby ten mało realny scenariusz się ziścił? Nie byliby to ludzie wybrani przez swego suwerena, czyli przez naród. Byliby to ludzie z samoreplikującej się kasty eurokratów sprawujący swe urzędy nie z wyboru swoich społeczeństw a jedynie z nominacji jak w zapomnianym już Związku Sowieckim rządzonym przez bandę aparatczyków z biura politycznego. Byliby to ludzie działający w interesie najsilniejszych graczy, jakimi są Niemcy i Francuzi.

 

Nowe posunięcia władz Unii oraz Brexit dobitnie pokazują, że następuje powolny upadek projektu, jakim była znana przez nas do tej pory Unia Europejska i że wkraczamy w okres chaosu.

 

Projekt Unii, na który większa część naszego społeczeństwa wyraziła zgodę biorąc udział w referendum dając zgodę na akcesję do UE upadł. Unia, którą znamy z przed 10 lat już nie istnieje i musimy się z tym pogodzić. Powinniśmy, więc szukać nowej alternatywy lub podkulić ogon i przytulić się do nóg niemieckiego kanclerza. Pamiętajmy jednak, że od naszej decyzji będą również zależeć posunięcia innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które postrzegają nasz kraj za najsilniejszy w regionie. Jeśli my skapitulujemy i poddamy się niemiecko francuskim planom imperialnym, zrobią to również inni, którzy są słabsi od nas. Jeśli jednak będziemy potrafili bronić własnych racji to kraje te niezależnie od opcji politycznych rządzących nimi skupią się w koło Polski.

 

Musimy również pamiętać, że chaos, jaki zaczyna panować w Europie jak i jawne deklaracje polityków z Niemiec i Francji podważają gwarancje sojusznicze NATO państwom członkowskim paktu na wschodzie Europy. Najsilniejszym członkiem paktu są USA. Jednak NATO to nie tylko Stany Zjednoczone. Przypomnijmy sobie jak wyglądała geopolityczna mapa Europy w trakcie zimnej wojny. Europa była podzielona. Granica między dwoma blokami politycznymi przechodziła w połowie Niemiec. W tym czasie Niemcy zachodnie pod każdym względem, czy to gospodarczo, czy militarnie były skierowane na zachód w stronę państw morskich, czyli Wielkiej Brytanii i USA. W razie konfliktu ze wschodem USA, jako mocarstwo morskie mogło bardzo szybko przerzucić swoje siły przez francuskie porty do Europy a amerykańska flota mogła bez problemu operować na wodach Atlantyku.

 

Jednak od upadku ZSRR sytuacja geopolityczna uległa zmianie. Sojusz przesunął się daleko na wschód a w między czasie dwa państwa niemieckie się zjednoczyły. Niemcy po zjednoczeniu poczuły „wiatr w żaglach”, ich gospodarka stała się najbardziej konkurencyjną w Europie i równocześnie zaczęła się odwracać w stronę wschodu Europy gdzie znajdowała olbrzymie rynki zbytu na swoje produkty, zacieśniając współpracę z „nową” Rosją, która jednocześnie stała się niewyczerpalnym źródłem surowców dla niemieckiej gospodarki. W tej sytuacji Stany Zjednoczone stały się dla nowych Niemiec niepożądanym żandarmem. Z tego powodu widzimy coraz większą marginalizację USA na starym kontynencie i chęć wyparcia żandarma z kontynentu.

 

Wyobraźmy sobie, co by się stało gdyby mało realne plany Niemiecko Francuskie zaczęto realizować.

 

Plany budowy super państwa wymagają hegemona, który byłby wstanie narzucić swoją wolę pozostałym. Niemcy, które aspirują do tej roli są za małe, co pokazały dwie wojny światowej. Jednak gdyby zapomniały lekcji historii i podjęłyby się realizacji takich planów, mogłyby doprowadzić do konfliktu w Europie.

 

Czy Polska w takiej sytuacji, jako członek NATO mogłaby być bezpieczna w chwili zagrożenia ze wschodu czy z zachodu lub z dwóch kierunków jednocześnie. Czy najważniejszy członek paktu, jakim są USA, które są mocarstwem morskim w nowej sytuacji geopolitycznej mógłby wprowadzić zespół uderzeniowy z lotniskowcem na zamknięty akwen morza Bałtyckiego? Oczywiście, że nie. Z oczywistego faktu, że na akwenie takim jak Bałtyk nie minęłaby godzina a lotniskowiec spocząłby na dnie. Czy USA byłyby wstanie przerzucić swoje siły lądowe do Europy Środkowo-Wschodniej? Kiedy spojrzymy na mapę odpowiedź będzie jedna.

 

Więc w chwili erozji dotychczasowej Unii Europejskie chwieją się również podstawy bezpieczeństwa w naszym regionie. Będąc wciąż w Unii Europejskiej myślmy długofalowo i patrzmy daleko do przodu myśląc o innych alternatywach. Z tego powodu już dziś powinniśmy zacieśniać swoje stosunki z pozostałymi państwami regionu, które widzą Unię, jako wspólnotę suwerennych państw i wolnych narodów. Lekcja historii powinna nas nauczyć, że najlepszymi sojusznikami są sąsiedzi, którzy czują to samo zagrożenie a nie mocarstwo, które znajduje się tysiące kilometrów od naszego terytorium i nie jest w stanie nam realnie pomóc. Dlatego powinniśmy być elastyczni. Korzystajmy z możliwości jakie daje nam NATO, jednocześnie zacieśniajmy stosunki z innymi krajami regionu. Możemy również zwrócić oczy w kierunku Państwa Środka, czyli Chin dla których powoli stajemy się ważnym graczem z powodu naszego położenia geograficznego. Chinom powinno być na rękę bezpieczeństwo naszego kraju z powodu planów budowy nowego jedwabnego szlaku z Chin do Europy, a którego kluczowym elementem ma być nasz kraj. Patrzmy w każdą stronę i korzystajmy z każdej możliwości jaką daje nam los.

 

Piotr G. Żurek

materiał pochodzi z mojego bloga crusader1973.blogspot.co.uk

Napisane przez:

Kontakt: piotr.g.zurek@gmail.com

Moje motto: "Nie pytaj się co dał mi mój kraj, spytaj się siebie, co ja dałem swojemu krajowi". Jestem z przekonania monarchistą, konserwatystą a zarazem uważam siebie za współczesnego Krzyżowca. Moje teksty można przeczytać również na moim blogu crusader1973.blogspot.co.uk

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

1 komentarz dla artykułu "Czy grozi nam europejski totalitaryzm?"

  1. zjanusz zjanusz pisze:

    Cały problem w tym, że nasze „jelity” reprezentują nie wiadomo kogo. Bo w to, że reprezentują Polaków (to nie zależnie o kim mowa) już dawno zwątpiłem. Problemem jest też to, że socjalizm tak zakorzenił się w umysłach ludzi na Zachodzie, a zwłaszcza we Francji, że jakąkolwiek zmianę na lepsze w stronę wolności gospodarczej Europy uważam w dłuższym okresie za niemożliwą. Uczestnicząc w konferencji „Dobrobyt Europy po UE”, która odbyła się w Wieliczce 19 lutego tego roku zorganizowanej (za pieniądze i pod patronatem UE!) przez frakcję „Europa Narodów i Wolności” (ENF) mogłem zorientować się co do poziomu zaczadzenia socjalizmem reprezentowanego przez należących do ENF europosłów z partii Maryny Le Pen. Do tej frakcji należą ze strony polskiej europosłowie KNP (współorganizatorzy tej konferencji) oraz pojedynczy posłowie z niektórych państw Europy Środkowej i Wschodniej. Wystąpienia Francuzów grubo w swojej wymowie przebijały socjalizm pisowski! Z kolei wystąpienia polskich posłów i posłów państw z Europy Środkowo-Wschodniej były jak z innej (kapitalistycznej) planety. Jedyna nadzieja w Chińczykach!
    Żurek Janusz

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

288022