21102017Nowości:
   |    Rejestracja

Czy Amber Gold to zapłata za … Smoleńsk?


Przyjrzyjcie się Państwo, uważnie. Z ogromną ostentacją rozpoczyna działalność firma, mająca za prezesa drobnego hochsztaplera.


Firma oferuje całkowicie nieprawdopodobne warunki finansowe. Otwiera sieć lokali w najlepszych punktach miast i miasteczek. Prowadzi ogromną, bardzo kosztowną kampanię reklamową we wszelkich mediach. Ma na swoich usługach wielu polityków i dzieci polityków. Prowadzi działalność wbrew prawu, mimo nadzoru całego szeregu instytucji państwowych – instytucji o charakterze czysto represyjnych – mających możliwości – i skłonność – by każdego obywatela, który choćby o milimetr uchybi prawu – obedrzeć do gołej skóry i wdeptać w glebę. Jest objęta działaniem operacyjnym służb.

I co?

I nic. Działa w najlepsze, oszukuje tysiące ludzi, gromadzi setki milionów, które się rozpływają w powietrzu. A materiały operacyjne, gromadzone przez służby (służby pozostające pod bezpośrednim nadzorem premiera), w tajemniczy sposób znikają, stają się nieczytelne, lub niedostępne. I dalej nic. Nie ma winnych, nie ma odpowiedzialnych. Posadzono tylko dwie osoby, które doskonale wiedzą, ze o ile będą milczeć, nic im nie grozi, za kilka lat wyjdą za dobre sprawowanie – i będą żyli dostatnio, oni i ich dzieci – oczywiście o ile będą lojalni.

Analizując zaś czas w którym działy się te sprawy, zwraca naszą uwagę bezpośrednie następstwo Amber Gold po – Smoleńsku. Jeżeli teraz przyjrzymy się uważnie wynikom prawdziwego blogerskiego śledztwa smoleńskiego – które to wyniki nie mają NIC wspólnego z wynikami działań wszelkich komisji, czy podkomisji – oraz znanym i w niewyjaśnionych (bo zgoda na ich publikację musiała pochodzić z bardzo wysokich kręgów i to nie tylko w Polsce) okolicznościach opublikowanym np. zdjęciom z żółwikami (zadajmy sobie proste pytanie kto z kim i w jakich okolicznościach przybija żółwiki – czy są to inne okoliczności, niż powodzenie wspólnie zaplanowanej i przeprowadzonej operacji) – więc gdy się temu przyjrzymy – oraz zwrócimy uwagę na ten kontekst – oraz obecność w całej operacji syna premiera – sprawiającej wrażenie dodatkowego uwiarygodnienia z jednej – oraz ustanowienie kaucji w postaci zakładnika z drugiej strony…. to na postawione wyżej pytanie odpowiedź zacznie nam się jawić nie w postaci znaczącego popukania się w czoło nad moją tezą – tylko może niejeden z Was zada sobie pytanie: czy faktycznie możliwy jest taki zbieg w jednym czasie i miejscu: głupoty, ślepoty, niekompetencji, lenistwa, upośledzenia poznawczego, lekkomyślności – i tych wszystkich innych cech, które próbuje się nam wmówić przy okazji jednej i drugiej sprawy – czy też chodzi o coś bardzo poważnego, czego przykrycie i ukrycie wymaga tak bardzo karkołomnej ekwilibrystyki.

Chodzi o prawdziwe motywy „Smoleńska” – cokolwiek za tym hasłem się kryje – i o prawdziwe motywy operacji Amber Gold – oraz prawdziwych mocodawców tej operacji – może polskich, może zagranicznych. Czemu służył Smoleńsk – starałem się przedstawić w Smoleńskim Tryptyku. Czy Amber Gold był formą zapłaty za przeprowadzenie Smoleńska – mam wrażenie, że to wysoce prawdopodobne.

Dziękuję za uwagę. Nie zniechęcajcie się nikczemną (w sensie: krótką) formą tego tekstu. Skupcie się na treści – kto zrozumie skalę, nie będzie rozczarowany. Poza tym nie chodzi o czar – tylko o prawdę.

Ostatnie zdanie dedykuję pewnemu znamienitemu blogerowi, który wspólnie z innymi znamienitymi blogerami od siedmiu lat bada sprawę smoleńską, skupiając się na …wątku katastrofy komunikacyjnej. Jeżeli to prawda, to tylko potwierdza tezę, że znamienitość nie jedno ma oblicze – i niektórzy znamienici zasługują co najwyżej na udział w Śniadaniu Miszczów – lub podobnym znamienitym gronie.

Kończąc już: dziś w Saloniku Politycznym, który oglądam chyba z jakiegoś szkodliwego nawyku – objawił się ostatni już chyba dziennikarz stuprocentowo odporny na fakty i całkowicie pozostający w rzeczywistości równoległej. Twierdzący, że z zeznań przed komisją ds Amber Gold w żaden sposób nie wynika by premier Tusk miał cokolwiek wspólnego z całą sprawą i by mogło mu to zaszkodzić…

To Andrzej Stankiewicz – „publicysta” i do tego „niezależny” – ten sam o którym kiedyś pisałem, że posiada nadzwyczaj rzadki dar, by wychodząc od całkowicie nieistotnych szczegółów i następnie zawzięcie deliberując na granicy utraty poczucia czasu – nieuchronnie dochodzi do całkowicie nieistotnych wniosków. Taki ma dar, choć nie wiem od kogo.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

306370