Czerwone geny. Kilka słów o zaprzeczaniu
POLSKA

Czerwone geny. Kilka słów o zaprzeczaniu

14/08/2018
262 wyświetlenia
4 komentarze
9 minute czytania

PiS, zdaniem oPozycji, zły jest wyjątkowo. Tak samo, a może nawet bardziej źli są publicyści popierający tę „antydemokratyczną” partię. Nie wystarcza im przejęcie władzy w wyniku demokratycznych wyborów, ale jeszcze wytykają „obrońcom demokracji” rodziców.



Bo to takie bolszewicko-faszystowskie przecież. Wspominany ostatnio prof. Wojciech Sadurski już w 2013 roku pomstował:

 

Prostackie brednie typu: “Niedaleko pada jabłko od jabłoni” mają przykryć fakt, że atakowanie kogoś przez kompromitowanie jego ojca czy matki jest znamieniem m.in. koncepcji nazistowskiej.

 

Przetoczyła się – także przez niniejszy portal – dyskusja pod hasłem: Czy należy grzebać w życiorysach ludzi? Powodem był rzecz jasna nowy tekst Cezarego Trotyla Gmyza, który znienawidzonemu przez prawicę sędziemu pogmerał w rodzinie, jak na razie tylko na jedno pokolenie wstecz.

 

Pytanie jest źle postawione. Trotyl Gmyz nie szperał w “życiorysie” sędziego Tulei, ale w jego przodkach. To wielka różnica. (…)

 

To różnica, bo nasi rodzice nie są częścią naszego życiorysu. Są czymś, czego nie wybieramy, na co nie mamy wpływu i za co nie ponosimy odpowiedzialności. Prostackie brednie typu: “Niedaleko pada jabłko od jabłoni” mają przykryć fakt, że atakowanie kogoś przez kompromitowanie jego ojca czy matki jest znamieniem m.in. koncepcji nazistowskiej i bolszewickiej: człowieka ocenia się po tym, kim byli jego przodkowie (w przypadku nazistów, chodziło o Żydów, w przypadku bolszewików: o posiadaczy, burżujów i kułaków).

 

A wiec – nie “grzebanie w życiorysach” lecz powrót do zasad, przyświecających nazistom i bolszewikom.

 

 

http://wojciechsadurski.natemat.pl/47419,nie-grzebia-w-zyciorysach-ale-w-przodkach-to-roznica

 

 

Monika Olejnik również stara się wyszydzić próbę zrozumienia postaw poniektórych co bardziej rozhisteryzowanych przeciwników obecnego „reżimu”. W piątkowej gw w ramach „gościnnych występów” pisze:

 

Za chwilę będą sprawdzali, kim są jego dziadowie i pradziadowie, tak jak to czynią dziennikarze prawicowi przy okazji wykrycia, kim był młody chłopak, który krzyczał 27 lipca pod Sejmem „ZOMO” i przepychał się z policjantami. Odkryto, że jego ojciec pracował w telewizji publicznej po 1989 r., a dziadek był prokuratorem komunistycznym, czyli ma złe geny.

 

(gw z 10 sierpnia 2018 r., str. 13)

 

 

Jacy ci prawicowcy są durnowaci. I jacy wredni. Tak zapewne pomyślał niejeden czytelnik coraz bardziej niszowej „gazety z Czerskiej”.

 

Wszak Olejnik nosi dumnie tytuł lekarza weterynarii i pojęcie o genetyce ma. Co prawda pochodzące sprzed lat 40, ale zawsze.

.

.

Tymczasem tak Sadurski jak i p. Wasowska cynicznie wciskają ludziom kit. Otóż nie geny, bo o dziedziczeniu cech nabytych jak dotąd mówił tylko słynny za Stalina akademik Łysenko, ale… wychowanie.

 

A to, jak wiadomo, w dużej mierze odbywa się w domu rodzinnym.

 

Tożsamość człowieka kształtuje się w ciągu całego jego życia, choć okresem najważniejszym, przełomowym jest okres dorastania, szczególnie druga jego faza (ok.16/17-20 lat). Całe dzieciństwo czyli lata do ok. 10/12 roku życia to lata gromadzenia wiedzy o świecie i samym sobie, budowania mapy świata i mapy siebie (obrazu własnej osoby), osiągania najpierw samodzielności fizycznej, związanej z opanowaniem umiejętności chodzenia i różnych czynności samoobsługowych, potem także społecznej (opanowanie różnych narzędzi komunikacji niewerbalnej, werbalnej, w tym pisma oraz umiejętności społecznych) oraz psychicznej (pojawienie się ok. 10/11 roku życia samoświadomości i zdolności kontroli swego życia psychicznego czyli opanowania tzw. kompetencji meta-poznawczych). Wszystkie doświadczenia zgromadzone w kolejnych latach dzieciństwa to zasoby, które stanowią podstawę formowania się tożsamości. W okresie dorastania formowanie się tożsamości to podstawowe zadanie rozwojowe. Na przełomie późnej fazy dorastania i wczesnego okresu dorosłości czyli ok. 20 roku życia zyskuje ona postać w dużym stopniu decydującą o gotowości do bycia dorosłym i o jakości startu w dorosłość.

 

(…)

 

Od statusu tożsamości, z jakim młody człowiek wkracza w dorosłość zależy nie tylko jakość jego związków z innymi ludźmi, ale także to, jak wywiązuje się on z kolejnych, nowych, bo kierowanych już do osoby dorosłej, a nie do nastolatka czy dziecka oczekiwań społecznych, jakie są jego osiągnięcia rozwojowe i wreszcie, jakie jest jego samopoczucie, czy szerzej – poczucie jakości życia.

 

(…)

 

Proces kształtowania się tożsamości trwa przez całe życie, choć okresem najważniejszym, o znaczeniu kluczowym jest czas dorastania. Dzieciństwo dostarcza budulca, tworzy podstawę, dorastanie nadaje zgromadzonemu doświadczeniu osobistemu odpowiednią formę (postać; wg Marcii – status tożsamościowy), a okres dorosłości próbuje tę formę dostosować do rozmaitych okoliczności życiowych, czego efektem – zwrotnie – będą bardziej czy mniej wyraziste zmiany postaci pierwotnej, z jaką jednostka w dorosłość wkraczała.

 

 

 Brzezińska, A. (2006). Dzieciństwo i dorastanie: korzenie tożsamości osobistej i społecznej. W: A. W. Brzezińska, A. Hulewska, J. Słomska (red.), Edukacja regionalna (s. 47-77). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

 

 

Na portalu WPparenting Magdalena Pietras pisze mniej naukowo, ale o wiele bardziej dobitnie:

 

Powiedz mi, z jakiej rodziny pochodzisz, a ja powiem ci, kim będziesz. Nasze dzieciństwo i okres dojrzewania mają niebagatelny wpływ na dorosłość. Nie tylko w dużym stopniu ukierunkowują przyszłość zawodową, ale również istotnie oddziałują na zdrowie – zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

 

https://parenting.pl/jak-zachowanie-rodzicow-wplywa-na-przyszlosc-dziecka

 

 

Tymczasem Sadurski powyższe nazywa „prostackimi bredniami”.

 

Za to co rusz wychodzi zeń przekonanie o własnej wyjątkowości.

 

Bo przecież ćwierćwiecze demokratycznej Polski przyzwyczaiło nas, że zmiany wprowadza elita intelektualna.

 

A Sadurski, wicie rozumicie,  elitarny jest od samego poczęcia.

 

Tak samo Joanna Senyszyn. Młodsza o pół pokolenia Wasowska (Olejnik) może mniej była elitą, ale z domu rodzinnego wyniosła przywiązanie do ideałów socjalistycznych.

 

Nie da się, nie można, odrzucić tego, co wpojono nam jeszcze wtedy, gdy nie potrafiliśmy zrozumieć, co tak naprawdę się wokół dzieje.

 

Pytanie o rodziców jest więc jak najbardziej zasadne. Lament Sadowskiego, że zła prawica ich kompromituje, stanowi klasyczny odlot rozumu. Bo przecież podawane są tylko gołe fakty.

 

Poza tym odpowiedź tłumaczy, dlaczego ktoś jest taki, a nie inny.

 

Sadurski trąbi na prawo i lewo (bardziej na lewo) o swojej elitarności. Jednak to dość wstydliwa „elitarność”, bowiem uzyskana dzięki ludobójstwu Stalina, Berii i Bermana.

 

Brak tradycji to brak tego czegoś, co przed wojną nazywano kindersztubą.

 

Podobnie u Olejnik, która frustracje dzieciństwa przypłaciła niemożnością utworzenia trwałego związku i lewackim światopoglądem.

 

 

Obserwujemy dorosłych, ich zachowania, czasem, jak w przypadku Michała Modlingera na granicy (?) obłędu. Widzimy ledwie ukrywaną awersję do PiS sędziego Tuleyi, zalew chamskich inwektyw w wykonaniu Sadurskiego czy też  wystąpienia medialne „Stokrotki”.

I szukamy odpowiedzi, dlaczego są tacy.

 

Psychologia przynosi odpowiedź.

 

 

 

Zaprzeczanie uznawanym od lat teoriom, pośrednie wyzywanie kolegów – profesorów psychologii i pedagogiki od nazistów czy bolszewików świadczy o jednym – Sadurski i jemu podobna „elyta” zostali ustrzeleni.

 

Bo tylko do funkcjonujących od prawie stu lat teorii naukowych podłożono konkretne przypadki.

 

I widać wyraźnie, że naukowcy się nie pomylili..

 

 

14.08 2018

Inne zapisy autora:

Humpty Dumpty
Humpty Dumpty

1809 publikacje
77 komentarze
 

4 komentarz

  1. Stefan Rogut

    Nie przeczę, że dziecko wychowane w patologicznej rodzinie gdzie „czasownik uniwersalny” i „krzywa” to 50% słownictwa jakim posługują się rodzice w dorosłym życiu może uznać to za normę.
    Molestowanie seksualne przez rodziców może tłumaczyć brutalne przestępstwa dorosłej osoby, ale ich nie usprawiedliwia.
    Tu nie ma prostych schematów.
    Krystyna i Elżbieta Pawłowicz
    Jacek i Jarosław Kurski
    Piotr i Robert Gliński
    czyżby te rodzeństwa wychowywały się w różnych rodzinach?

    • Jerzy

      W moim słowniku akurat Jacek Kurski niczym od Jarosława się nie różni. Jest takim samym oportunistą który dla kariery zrobi wszystko. W moich oczach różnica tylko taka że on postawił na wygraną kartę. Wskoczył na pociąg który wciąż go wiezie.
      Pamiętam na przykład kto rozpętał wojnę polsko-polską. Byłem wtedy zupełnie bezstronnym obserwatorem, dlatego uderzyło mnie to bardzo mocno i utkwiło w pamięci. Dla mnie istnieje czas Przed Kurskim i czas Po Kurskim. To on ruszył lawinę której już nikt nie potrafi zatrzymać.
      Czy robił to na polecenie „szefa”? To już mnie nie interesuje. Ważne dla mnie że firmował to własną twarzą…

  2. jan

    Tymczasem pan prof. Sadurski, syn działacza ludowego, sam wywodzi się z „nieoświeconego plebsu” i w młodości prawdopodobnie „srać chodził za chałupę”, więc takie słowa w jego ustach sprawiać mogą nawet wrażenie samokrytyki. Ale mniejsza już o tak zwane „korzenie” pana prof. Sadurskiego i o pretensje, jakie można by przeciwko niemu podnieść, że niewiele zrobił, by ten „plebs” oświecić, mimo że sam ukończył rozmaite szkoły gotowania na gazie i zażywa reputacji tęgiej głowy.

  3. zak

    Pamietam ojca panow Kurskich, profesora na Politechnice Gdanskiej. Sluchalem jego wykladow z przedmiotu „Napedy elektryczne”. Byl to bardzo madry i mily czlowiek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217