22072017Nowości:
   |    Rejestracja

„Czarnowidztwo” czy realizm?


Do mojego wpisu na temat „Czy jesteśmy gotowi na zmiany?” otrzymałem bardzo ciekawe uwagi, za które dziękuję autorom.


Między innymi zostałem posądzony o „czarnowidztwo” w sytuacji, w której nie widać aż tak wielkich zagrożeń, zwrócono mi też uwagę na jedyną drogę zaradzenia zagrożeniom w postaci zwiększonej „integracji” europejskiej.

W odniesieniu do skali zagrożeń mogę jedynie powołać się na moje własne doświadczenia z okresu poprzedzającego wybuch II wojny światowej.

Jako młody człowiek z Kresów byłem zarówno przez doświadczenia rodziców i wielu ludzi starszego pokolenia uświadomiony na temat czym w istocie jest bolszewizm i czym nam zagraża. Tą świadomość pogłębiały wieści z Sowietów, a szczególnie opowiadania jedynego osobiście poznanego uciekiniera z bolszewii, któremu udało się zbiec w latach trzydziestych ubiegłego wieku, audycje radiowe Ryszarda Wragi, a nade wszystko głos potężnej moskiewskiej stacji radiowej „ RW adin – Imieni Kominterna” nawołujący do światowej rewolucji.

Droga do tej rewolucji wiodła oczywiście przez „trupa pańskiej Polski”, co przy wiadomościach o poziomie sowieckich zbrojeń stanowiło realne zagrożenie znajdujące się tuż obok polskich wschodnich województw.

Grozę sytuacji przedstawiał szczególnie mój wuj, który w czasie wakacyjnej bytności u nas w Beresteczku kończył wszystkie dyskusje na tematy polityczne stwierdzeniem: -„ że cokolwiek nie będzie się działo to i tak w końcu przyjdą tu bolszewicy”.

Przy takim nastawieniu byłem przekonany, że Polska musi szukać sojuszników przeciwko nieuchronnej sowieckiej agresji nie wyłączając z tego Niemców, jeżeli okażą się oni jako jedyni którzy są gotowi walczyć z bolszewikami.

Napisałem nawet coś na ten temat w gazetce szkolnej wywołując dość znaczne oburzenie za samą myśl jakiegoś sojuszu z Niemcami.

Oczywiście było to znaczne uproszczenie, ale przecież podstawowym polskim zadaniem przed wojną było działanie w kierunku nie dopuszczenia do spisku Hitlera ze Stalinem, a jedynym realnym sposobem było przejęcie inicjatywy antykominternowskiej i przyciągnięcie do niej jak największej liczby krajów.

Od strony Niemców byliśmy przynajmniej formalnie zabezpieczeni sojuszem z Francją.

Rzeczywistość w swojej grozie przekroczyła znacznie nawet najbardziej pesymistyczne przewidywania, nic zatem dziwnego, że ludzie mojego pokolenia którzy to wszystko odczuli na własnej skórze mają zupełnie inny horyzont widzenia zjawisk niż ci którzy tego nie doświadczyli,

Trzeba przyznać, że współcześnie jesteśmy świadkami przedsmaku tego co może nas czekać w znacznie większej skali, a czego było pozbawione pokolenie, które miało doświadczenia z I wojny światowej, która była straszna, ale tylko na froncie. Dopiero rewolucja bolszewicka przyniosła znacznie szerszy zakres doświadczeń, były one jednak dostępne tylko mieszkańcom byłej carskiej Rosji i jej pogranicza.

Dzisiaj te doświadczenia obejmują całą Europę.

Problem polega jednak na tym czy w praktyce będą one wykorzystane i czy zostaną zastosowane środki zapobiegawcze, jak na razie nie widać konkretnych działań w tym kierunku.

Przed wojną jeszcze w połowie lat trzydziestych można było zapobiec wojnie przez zastosowanie akcji policyjnej w stosunku do Niemiec łamiących traktat wersalski, a następnie zmuszenie Sowietów do redukcji skali zbrojeń.

Jak powiedział Churchill: „wybrano drogę hańby i poniżenia w ucieczce przed wojną, a wojna i tak nastąpi nieuchronnie”.

Inna sprawa, że ten sam Churchill wybrał w 1943 i 1944 roku również drogę hańby i poniżenia oddając Stalinowi pół Europy i stwarzając zagrożenie dla całego świata.

Spójrzmy jednak na postawę współczesnych prowodyrów europejskich, czy ich zachowanie nie przypomina wspomnianych poprzedników?

Śmiertelne zagrożenie dla Europy znajduje się tuż za progiem, a nawet na jej własnym terenie, ale kierownicy rządzącego obecnie układu europejskiego z Putinem i Merkel na czele robią wszystko co możliwe ażeby to zagrożenie urealniło się.

Sprawa remediów na ten stan wywołuje wiele kontrowersji, najlepszym dowodem jest przekonanie, że „jedynym wyjściem jest dalsza integracja Europy”.

Myślę, że należałoby na wstępie wyjaśnić pojęcie „integracji”, w tym co proponuje pani Merkel oznacza to nic innego jak pruską bezmyślną karność wymuszoną systemem kar i szykan.

Doświadczenia ze stosowania takiego systemu „integracji” są zbyt bliskie i zbyt bolesne, ażeby dał się on zastosować na dłuższą metę nawet w Niemczech.

Europa weszła na szlak państw narodowych już po I wojnie światowej, a po II ten proces pogłębił się osiągając niekiedy wymiar groteskowy jak w przypadku „Kosowa” czy rosyjskich eksperymentów na swoim przygraniczu.

Jedno jest pewne: – żadne państwo wielonarodowe, nawet najpotężniejsze nie utrzymało się w Europie, rosyjska federacja to tylko nazwa, a państwo jest narodowe – wielkoruskie.

Ten stan jest osiągnięciem całkiem świeżej daty i jeżeli ktoś chciałby w nim zaprowadzić zmiany to musi się liczyć z ambicjami narodów, które od wielu lat posiadają własną państwowość, ale też i z tymi, którzy dopiero niedawno ją uzyskali i traktują jako cenną zdobycz wartą pielęgnacji i obrony.

Manifestowane jest to przy każdej okazji i dlatego próby restaurowania państwa wielonarodowego do czego zmierzają obecni władcy UE są skazane na niepowodzenie, nie mówiąc już o sensie merytorycznym takiego przedsięwzięcia.

Europie praktycznie potrzebna jest wspólnota gospodarcza, gdyż we współczesnym świecie małe, lokalne rynki nie mają szans na utrzymanie się i solidarność obronna przed agresją wobec jej kultury, a nawet biologicznej egzystencji.

Można to osiągnąć szanując suwerenność poszczególnych, narodowych państw i ich prawo do życia według własnych zasad bez zmuszania do przyjmowania dodatkowych ograniczeń rzekomo „integrujących” Europę.

Zresztą tworzenie superpaństwa europejskiego czemu poświęca ogromne wysiłki obecna administracja unijna nie zmierza do powstania organizmu broniącego narody Europy i ich kulturę, ale do stworzenia bezkształtnej masy różnorakiej i skłóconej wewnętrznie ludności, sterowanej centralnie przez siły wrogie chrześcijańskiej i narodowej kulturze.

Nie udało się tego dokonać przez zastosowanie prymitywnego materializmu marksowskiego, to może uda się przez dyktaturę swoistego „liberalizmu” i zastosowania niszczycielskiej dawki multikulturalnej.

Ten cel jest wyraźnie zarysowany we wszystkich przedsięwzięciach podejmowanych przez brukselską administrację i stanowi największe niebezpieczeństwo.

Świadomość tego niebezpieczeństwa rośnie, jest tylko obawa, że tempo wzrostu jest zbyt powolne i dlatego potrzebna jest wielka akcja uświadamiająca.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

305918