29042017Nowości:
   |    Rejestracja

Co uratowało Europę przed Mongołami


Pierwszy najazd mongolski na Europę stanowił kluczowy moment zarówno w historii Europy jak i Polski. Po latach dzielnicowego podziału Henryk II Pobożny był na najlepszej drodze do zjednoczenia kraju i restytucji władzy królewskiej nad ziemiami jego piastowskich przodków. Jeszcze tylko krok dzielił go od tego celu. I w tym właśnie decydującym momencie historii, nieoczekiwanie nadciągnęło nad Polskę śmiertelne niebezpieczeństwo. Mongolskie hordy ruszyły na Europę.


 

Wprawdzie główne uderzenie poszło na Węgry i wszystko wskazywało na to, że kolejnym celem będzie bogata Europa Zachodnie, to jednak również Polska znalazła się w oku tego wojennego cyklonu.

Dla zabezpieczenia głównego kierunku uderzenia, dowódca mongolskich sił, wysłał ich część na północ, aby związać walką Polaków i uniemożliwić im pójście na odsiecz Węgrom i Czechom.

Wprawdzie rycerstwo polskie stanęło do boju, ale na skutek słabości liczebnej, jak i nieadekwatnej do stylu walki Mongołów taktyki, nie miało szans w tym starciu i raz za razem ponosiło ciężkie straty w walkach. Również miasta polskie nie były przygotowane do obrony i jedno miasto za drugim stawało w płomieniach.

Po krótkiej walce padła Małopolska a pozostałe Polakom siły zaczęły gromadzić się przy Henryku Pobożnym, przyszłym królu polskim.

On sam zdawał sobie sprawę, że znaczenia tego momentu historii i wiedział, że jeśli zwycięży w decydującej bitwie, to nikt już nie będzie go w stanie zatrzymać w drodze do królewskiej korony. Oczywiście mógł się też wycofać za mury twierdzy i przeczekać Co uratowało Europę przed Mongołami, ale wtedy jego aspiracje do korony mógłby pogrzebać, przynajmniej na dłuższy czas.

Co uratowało Europę przed Mongołami zdecydował się na bitwę i dalsze jego losy już znamy.

Jego śmierć okazała się bezsensowna i wtrąciła kraj jeszcze głębiej w anarchię rozbicia dzielnicowego i powstrzymała jego odrodzenie o stulecie.

Już w niewiele miesięcy po tym zwycięstwie Mongołowie zaczęli się wycofywać na wschód oddając bez walki zdobyte wcześniej tereny.

Gdyby Henryk Pobożny nie był taki w gorącej wodzie kąpany, to by przeczekał ten czas pod pierzyną i sprawa by się rozeszła po kościach.

Trochę propagandy i po kilku latach z ucieczki przed Mongołami powstałaby legenda o wiekopomnej obronie Legnicy, a on sam mógłby bez przeszkód sięgnąć po koronę, szczególnie że i jego kontrahenci ponieśli ciężkie straty i nie byliby w stanie się jego dążeniom przeciwstawić.

Pomijając w tym wszystkim nasze historyczne nieszczęścia, trzeba się zastanowić nad tym, dlaczego Mongołowie oszczędzili Europe Zachodnią a zrujnowali Polskę i Węgry?

Co spowodowało ich paniczną wprost ucieczkę z Europy?

Na ten temat istnieje cały szereg rożnych spekulacji. Ostatnio pojawiła się nowa teza, a mianowicie taka, że za ucieczkę Mongołów z Europy odpowiedzialna jest pogoda.

Hipotezę te przedstawił Ulf Büntgen ze Szwajcarskiego Instytutu WSL oraz Nicola Di Cosmo z Uniwersytetu w Princeton.

http://www.nature.com/articles/srep25606

Dokładne badania klimatu w tym okresie wykazały, że lata poprzedzające inwazję Mongołów charakteryzowały się ciepłym i suchym klimatem, sprzyjającym azjatyckim najeźdźcom. Jednak na jesieni 1241 i w roku 1242 zaznacza się nagłe pogorszenie pogody w Europie.

Jesień roku 1241 była tak dżdżysta, że znaczne części Europy Środkowej stały się nieprzejezdne. Nawet konie grzęzy w rozmiękłym terenie i jazda mongolska powoli zaczęła zamieniać się w mongolską piechotę. Ich największa militarna przewaga, czyli szybkość ataku stała się bezużyteczna i groziło im to, że w starciu z opancerzonym rycerstwem, lekkozbrojna jazda zostanie zmieciona.

Na jesieni roku 1241 Europa Zachodnia przygotowywała się na koniec świata. Już w kwietniu tego roku Mongołowie pokonali Polaków i Węgrów i w praktyce Europa Środkowa stała się częścią Imperium. Było tylko kwestią czasu to, kiedy Mongołowie podporządkują sobie te ziemie całkowicie. Teraz przyszła kolej na Niemców i Francuzów. Ale dokładnie w tym momencie, kiedy zagony mongolskie ruszyły na zachód, doszło do całkowitego zaćmienia słonecznego w Europie Środkowej.

zacmienie-slonca-1241

Samo zjawisko zaćmienia było już wystarczająco dla ówczesnych ludzi niepokojące, ale tym razem nie skończyło się tylko na optycznej ciekawostce. Zaraz po zaćmieniu słonecznym wystąpiło gwałtowne oziębienie w Europie.

Wzrost Tła Grawitacyjnego na skutek koniunkcji Ziemi, Słońca i Księżyca doprowadził do interferencyjnego wzmocnienia oscylacji podstawowych jednostek przestrzeni oraz zmienił też wszystkie parametry fizyczne otaczającej rzeczywistości, w tym również i stosunki mieszaniny poszczególnych składników atmosfery ziemskiej.

Jednym z najważniejszych jest oczywiście nasycenie atmosfery parą wodną i tej było w tym czasie aż nadto. Wzrost TG spowodował, że miliony ton pary wodnej w masach powietrznych nad Europą uległy przesyceniu i tuż po zaćmieniu doszło do gwałtownych opadów deszczu połączonych z falą chłodów.

Podobne zjawisko obserwowaliśmy przed miesiącem, kiedy to po zaćmieniu Księżyca doszło do przesycenia atmosfery parą wodną i do fali chłodów i opadów trwającej do dziś.

Zaćmienie to zakończyło prognozowany przeze mnie okres cieplej i słonecznej pogody w drugiej połowie lata.

http://krysztalowywszechswiat.blogspot.de/2016/06/prognoza-pogody-na-lato.html

W roku 1241 te nieprzeliczone masy wody, o całkiem innych własnościach oscylacji budujących je molekuł, były mało wrażliwe na typowe dla tego okresu roku oscylacje TG i temperatura materii w tym rejonie Ziemi zaczęła spadać.

Ten okres chłodów nie był krótkotrwałym zjawiskiem, ponieważ jednocześnie Ziemia przyjęła specyficzną pozycję względem innych planet Układu Słonecznego. Normalnie rzecz biorąc maksymalne wartości TG osiągane są w dniu 03 stycznia każdego roku, a więc w dniu peryhelium orbity ziemskiej. W zimie roku 1241/1242 maksymalne wartości osiągnięte zostały znacznie wcześniej na skutek specyficznego położeniem Jowisza i Saturna względem Ziemi.

06101241

To jednak spowodowało, że od momentu zaćmienia słonecznego w dniu 06.10.1241 wartości TG pozostały na mniej więcej stałym poziomie aż do lutego 1242 roku, aby następnie spaść gwałtownie wraz z wyjściem Ziemi ze zgrupowania planet wokół Jowisza i Saturna. To wiązało się z fala roztopów i powodzi w Europie Środkowej i dodatkowo sparaliżowało działania Mongołów.

W efekcie nie pozostało im nic innego jak pospieszne wycofanie osłabionych i zdemoralizowanych europejską pogodą wojsk na kwatery letnie.

Skoro jednak jesteśmy już przy pogodzie to warto zastanowić się nad tym jaki będzie miała przebieg nadciągająca zima.

Jeśli spojrzymy na aktualny układ planet to zauważymy, że Ziemia właśnie opuściła zgrupowanie planet i w ciągu najbliższych miesięcy będzie samotnie podążać po swojej orbicie, bez możliwości koniunkcji z inną planetą.

19102016

Powinno to przynieść stabilną zimową pogodę o typowym przebiegu.

Jedyne z czym trzeba się liczyć to zwiększone opady śniegu, który nie będzie topnieć, oraz zwiększone zalodzenie wód śródlądowych. Oczywiście odwróceniu ulegnie też trend zalodzenia Oceanu Arktycznego i jeśli Amerykanie nie będą robić, tak jak zwykle, machlojek (mam nadzieję, że nowy rząd ukryci te kryminalne praktyki) to zalodzenie to osiągnie w przyszłym roku typowe wieloletnie wartości.

Na szczęście wiosna przyjdzie wcześnie i poprzedzona będzie jednak załamaniami pogody związanymi z zaćmieniem Księżyca w dniu 11.02.2017

http://eclipse.gsfc.nasa.gov/LEplot/LEplot2001/LE2017Feb11N.pdf

oraz zaćmieniem słonecznym w dniu 26.02.2017 i kto wie czy te wydarzenia nie będą połączone z przejściami huraganów nad Europą.

http://eclipse.gsfc.nasa.gov/SEplot/SEplot2001/SE2017Feb26A.GIF

Problemy zaczną się w momencie kiedy Ziemia znajdzie się znowu w strefie zgrupowania planet. Tym razem będzie to związane z wielokrotną (prawie że) koniunkcją planet z udziałem Jowisza, Ziemi, Venus i Merkurego. Okres ten rozpocznie się zaćmieniem Księżyca w dniu 23.03.2017 i osiągnie swoją kulminację w początkach kwietnia.

Oznaczać to będzie gwałtowny spadek temperatury i przesycenie atmosfery parą wodną. Tym razem będzie to miało przebieg katastrofalny i w powiązaniu z gwałtownym topnieniem śniegu w górach może spowodować powódź X-lecia (za X każdy może sobie wstawić taką liczbę, jaka mu się podoba).

Ta prognoza powinna ucieszyć narciarzy i właścicieli wyciągów. Wszyscy pozostali powinni już teraz rozpocząć przygotowania do powodzi i huraganów, licząc się z najgorszym.

Napisane przez:


loading...
 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 7 dla artykułu "Co uratowało Europę przed Mongołami"

  1. AS pisze:

    Bardzo interesujące!

  2. Maniek pisze:

    Pomijając kilka niczym nie potwierdzonych tez „naukowych”, te wywody po prostu kupy się nie trzymają.
    Zacytuję tylko jednego rodzynka:
    „Nawet konie grzęzy w rozmiękłym terenie i jazda mongolska powoli zaczęła zamieniać się w mongolską piechotę. Ich największa militarna przewaga, czyli szybkość ataku stała się bezużyteczna i groziło im to, że w starciu z opancerzonym rycerstwem, lekkozbrojna jazda zostanie zmieciona.”
    ;
    Mocniejszego dowodu na bezsens tego artykułu nie mogłeś Pan przytoczyć Panie I.C.
    Więc według pana lekka jazda mongolska, na malutkich, lekkich, zwinnych konikach grzęzła w błocie i dlatego przestraszyła się rozniesienia w pył przez ciężkozbrojne rycerstwo dosiadające wielkich, ciężkich koni które uginajały sie pod ciężarem zbroi i rycerzy na nich siedzących.
    Na dodatek ciężkie wozy z zaopatrzeniem podążające za rycerzami…
    Wiec ci ciężkozbrojni oraz ich wozy nie grzęzły by? Uskrzydleni odwagą unosili by się ponad błotami i bagnami zaś lekkie konie malutkich tatarów nawet nogami nie mogły by w tym błocie ruszyć… i ciężkozbrojni wycieli by ich jak bezbronne pisklaki – czy tak?
    ;
    Czy pan naprawdę znasz startegie stosowane przez Mongołów? Nie wie pan że w takich warunkach mieli absolutną przewagę nad ciężkozbrojnymi i mogli robić z nimi w polu co chcieli?
    Poza tym jesteś pan zupełnym ignorantem jeśli nie wiesz że większość mogolskiej armi stanowiła piechota.
    Ja myślę że możesz sobie pan już dać spokój z tą twórczością i udowadnianiem na siłę.

      • Maniek pisze:

        W którym miejscu bredzę?
        Bo chyba zgodzisz się pan że jazda ciężka w starciu z jazdą lekką nie ma szansy w grząskim terenie. Ba… wogóle nie ma prawa dotrzeć do miejsca zgrupowania. Całkowicie traci swoją mobilność.
        A może bredzę mówiąc że Mongołowie mieli więcej pieszych niż konnych?
        To poczytaj pan historię i to ze szczegółami. Myślisz pan że te setki miast i warowni były zdobywanych przez konnych? Chyba pana zupełnie zaćmiło.
        Tatarzy ciągnęli ze sobą potężną armię pieszą złożoną głównie z jeńców i podbitej ludności. Coś jak później tureccy janczarzy choć niezupełnie.
        Pytam się raz jeszcze: w którym miejscu bredzę?

        • I.C pisze:

          @ Maniek „w którym miejscu bredzę?”

          Rycerze europejscy byli przygotowani rowniez do walki pieszej i dla nich starcie z Mongołami nie stanowiło większego problemu. Podejrzewam że Mongołowie bez konia nie potrafiliby ujść nawet kilometr na piechotę.

          A co do mongolskiej piechoty i maszyn oblężniczych to tych w wyprawie na Polskę po prostu nie było. A wiec nie pitol głupot i zastanów się najpierw co w ogóle mówisz gamoniu.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

294045