19092017Nowości:
   |    Rejestracja

Co dalej w sprawie sądów?


Zaskakujące weto prezydenta w sprawie ustaw „sądowych” mocno poderwało wyrobiony pogląd na temat zwartej jedności w szeregach „dobrej zmiany”.


Uciecha po stronie „totalnej opozycji” mniej martwi niż fakt że zostało to weto zgłoszone po rozmowie prezydenta z kanclerką Niemiec.

Nie wiem czy można wiązać te fakty merytorycznie, ale zbieg czasowy stworzył bardzo niekorzystne wrażenie.

Nie mam schadenfreude w związku z przewidywaniem różnego rodzaju trudności na skutek podjęcia przez nową władzę dzieła naprawiania „III Rzeczpospolitej” – tworu równie nienaprawialnego co jej rodzicielka czyli PRL.

To co się stało jest niczym innym jak tylko kontynuacją tej samej akcji przeprowadzonej w 1992 i 2007 roku, mamy zatem dwie okrągłe rocznice: – ćwierćwiecze i dziesięciolecie zamachów na rządy nie odpowiadające warunkom umowy o kontynuacji władzy..

Może dlatego tak silny nacisk na usunięcie rządzących w najszybszym trybie.

Zapewne tkwi w tym obawa przed utratą posiadanych ciągle pozycji.

Stąd zaangażowanie wszystkich dyspozycyjnych sił na terenie Polski, administracji unijnej, poszczególnych krajów członkowskich z wykorzystaniem wpływów na obszarze pozaunijnym.

Obecna sytuacja różni się jednak tym że po raz pierwszy została użyta „najgrubsza Berta” – dotychczas rezerwująca dla siebie stanowisko arbitra.

Coś to musi znaczyć nawet jeżeli treścią rozmowy miały być warunki pogodowe w Berlinie i Warszawie.

Nie ulega wątpliwości że troską „protektorki” bis jest dokładnie to samo co jej rodaczki z XVIII wieku, – utrzymanie w Polsce błogosławionego stanu porządku czyli podporządkowania.

Różnica polega na tym że wówczas można było podzielić się niesfornym kąskiem, a dzisiaj nie tylko że nie ma z kim, ale i nie ma takiej potrzeby, Rosja bowiem jest dobrym partnerem w europejskiej rozgrywce, ale nie na tyle ważnym że trzeba mieć go za miedzą.

Przypominają się słowa Breżniewa że my „naszej Polski nikomu nie oddamy”, tym razem to nie z Moskwy, ale z Berlina mogą paść takie słowa wskazujące jak droga dla niektórych jest ojczyzna ich dziadków.

A Polacy powinni być za to wdzięczni gdyż po wprowadzeniu ich do UE  poznali smak życia w dobrobycie z którego otrzymują samochody normalnie przeznaczone na złom i masę różnych dóbr zbywających zachodniemu rynkowi.

Tak dobrze to Polakom jeszcze nie było, a to wszystko zawdzięczając niemieckiej szczodrobliwości.

Niestety, niewdzięczność to wrodzona cecha Polaków, wiecznie się buntują, nawet wtedy gdy obdarza się ich łaskami.

Przypominają się słowa rosyjskiego historyka Iłowajskiego uchodzącego za bardziej liberalnego w zestawieniu z innymi. Pisał on: -„car Aleksander II był bardzo dobrym władcą dbającym o swoich poddanych których uwolnił od pańszczyzny, cieszył się wielką miłością swojego ludu, tylko niegodziwi /nicztożnyje/ Polacy zorganizowali powstanie”.

Nasza „niegodziwość” w stosunku do UE jest nam wytykana co chwila, a robią to najgorliwiej urzędnicy administracji unijnej z polskimi paszportami, piastujący częstokroć wysokie urzędy z polskiego nadania.

O ile w Polsce istnieje spora grupa „pożytecznych idiotów” służących w dobrej wierze złej sprawie, o tyle ci którzy siedzą na ciepłych posadkach w UE nie mogą się tym tłumaczyć. Mają bowiem na co dzień jasny obraz tego czym jest instytucja której służą.

Cały ten zgiełk napawa odrazą chociażby „ze względów estetycznych” jakby powiedział Herbert, ale czy grożą nam poważniejsze skutki?

Nie wykluczone że UE będzie chciała sięgnąć po kary porządkowe, wstrzymywać dotacje itd. Nie jest to jednak instytucja zdolna do podjęcia otwartej walki, tym bardziej że rezultat tej walki jest niepewny.

W interesie protektorki nie leży wystawianie się na ryzyko rozwiązań gwałtownych, prowadzących do destabilizacji na obszarze przynajmniej środkowej Europy.

Jej zależy głównie na utrzymaniu stanu słabości i zależności Polski od Niemiec, można to osiągnąć mając dyspozycyjny rząd w Warszawie i do tego zamierza się wrócić, ale jeżeli to się nie uda to przynajmniej trzeba tworzyć stan niewydolności i wewnętrznych konfliktów, czyli przedłużać jak tylko możliwe funkcjonowanie wewnętrznej dywersji w Polsce.

Jak na razie nie zanosi się na zmianę rządów w Polsce, pozostaje zatem nasilanie działania nękającego, coś co przypomina akcję „polskich obozów” zmierzającą do zmuszenia Polski do płacenia na rzecz „holokaustbiznesu”.

Tylko że w tym przypadku chodzi o coś więcej, a mianowicie o ugruntowanie na obszarze zajmowanym przez państwo polskie strefy całkowicie podporządkowanej niemieckim interesom.

W swoim czasie pisałem że w miarę upływu lat coraz mniej zależy na włączeniu do Niemiec jakichś fragmentów Polski, a coraz bardziej na całkowitym i nieodwracalnym podporządkowaniu nawet z zachowaniem formalnego uznania państwa polskiego, czegoś na kształt „królestwa polskiego” pod protektoratem dwóch cesarzy.

Jest to rozwiązanie znacznie groźniejsze dla Polski niż próby oderwania jakiejś części terytorium.

Należy ostrzec przed wszelkimi próbami pójścia na kompromis, nie chodzi bowiem o takie czy inne rozwiązanie merytoryczne różnych problemów / dziś sądy, jutro edukacja, a pojutrze gospodarka, lub byle jaki powód do potęgowania wewnętrznych kłopotów/.

Chodzi o osłabienie Polski i uczynienia z niej łatwej ofiary nowego, niemieckiego porządku europejskiego.

W tle może znajdować się też i inna perspektywa – globalistyczna, ale to już nie jest domena poziomu kanclerskiego Niemiec.

To co przeżywamy jest działaniem na poziomie „pierwszego kręgu” dantejskiej wizji, ale i to wystarczy ażeby podjąć się dzieła zjednoczenia narodowego.

Skuteczna walka z taką formą ujarzmienia wymaga już dziś powszechnej mobilizacji wszystkich sił narodu z pełną świadomością celu tej walki, którym jest odzyskanie niepodległego państwa polskiego.

Próby prowadzenia tej walki w formie rozgrywki politycznej między partiami i pocieszania się sukcesami notowań sondażowych nie przystają zupełnie do powagi chwili.

Potrzebne jest zorganizowanie takiej siły społecznej jaką zdołaliśmy stworzyć zarówno w czasie wojny jak i w okresie powstania „Solidarności”.

Walka nie toczy się bowiem o kształt demokracji i praworządności, ale o nasz byt narodowy i naszą suwerenność.

W stosunku do obecnych władz można tylko zwrócić uwagę że musi ta władza zademonstrować solidarnie że jest po stronie narodu i nie da się ani podzielić ani przekupić.

Jako dowód tej postawy powinna sprawę tych nieszczęsnych sądów załatwić jak najszybciej i zatrzeć nieprzyjemne wrażenie jakie wywołała.

A przecież tak naprawdę jest to sprawa zupełnie drugorzędna w zestawieniu z walką o odzyskanie niepodległości.

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

307605