25042018Nowości:
   |    Rejestracja

Ciacho czyli mężczyzna?


Bez wątpienia przekaz wizualny jest od pradziejów istotnym nośnikiem informacji o płci. Z czasem, w wyniku ewolucji człowieka i nierozerwalnie związanego z tym faktem rozwoju kultury, do najprostszych, biologicznie uwarunkowanych atrybutów męskości i kobiecości wyglądu dołączyły te, które wypracowała kultura. Według Władysława Kopalińskiego, już w najdawniejszych czasach zdeterminowana przez biologię kultura definiowała aktywności naszych praprzodków: „gdy Neandertalczyk udawał się na łowy, jego kobieta pozostawała w domu; niektórzy sądzą, że w tym właśnie okresie ubiór męski zaczął się różnić od kobiecego ”.


W wyniku podziału ról, czyli powstania swoistej linii demarkacyjnej oddzielającej męskość od kobiecości, zaczął formować się porządek społeczny, będący, jak zauważa Pierre Bourdieu, „olbrzymią machiną symboliczną wprowadzającą w życie i zatwierdzającą męską dominację”[Bourdieu2004:18]. Dominacja mężczyzn była usankcjonowana na przestrzeni wieków religijnie, prawnie i zwyczajowo. Nie zmieniło to faktu, że stale musieli oni potwierdzać swoją męskość na różne sposoby, co pozwalało zachować niemal nieograniczone pole władzy społecznej. Jednym z tych sposobów była dbałość o adekwatny do pozycji dominującej wygląd zewnętrzny, na który składają się między innymi: strój, biżuteria, fryzura, zarost i muskulatura ciała, posiadającego swoją przestrzeń publiczną, według Bourdieu „reprezentowaną przez części szlachetne – twarz, czoło, oczy, usta, brodę, wąsy, w których zdeponowana jest tożsamość społeczna jednostki i jej honor”[Bourdieu2004:27].
Priorytety i wytyczne, warunkujące wpisanie się w status wyglądu „prawdziwie męskiego” zmieniały się na przestrzeni epok, podlegając modom, ekonomii i wielu innym uwarunkowaniom, jednak zawsze zasadą naczelną była silna polaryzacja na linii kobiecość – męskość, tak, aby zewnętrzny wizerunek nie pozostawiał miejsca na domysły. Małgorzata Móżdżyńska-Nawotka zauważa, że: „prawdziwość przekazywanego przez ubiór komunikatu o właścicielu oceniano w kategoriach moralnych – godziło się, aby strój odzwierciedlał pozycję, zajęcie, status społeczny, wiek, a w przypadku kobiet także stan cywilny”[Móżdżyńska-Nawotka2002:182]. Mężczyzn obowiązywał rygoryzm stroju, regulowany niekiedy dekretami: dekret z 27 marca 1809 r. ustanawiał dla Księstwa Warszawskiego jednolity kolor kontuszy i fraków mundurowych, noszonych podczas oficjalnych wystąpień i audiencji[Móżdżyńska-Nawotka2002:189].
Współczesność – wraz z całym bagażem osiągnięć technicznych, kulturowych i ekonomicznych, teoretycznie uwolniła ludzi od sztywnego gorsetu, jakim był uwarunkowany przez płeć, męski lub żeński habitus oraz związanego z nim rygoryzmu estetycznego. To, co niegdyś było przypisane kobietom, stało się częścią współczesnej, męskiej egzystencji. Melosik ujmuje to tak: „w przeszłości ciało męskie pozostawało poza obrazem; miało się wrażenie, że jedynie kobieta posiada ciało, które mężczyzna podziwia i zdobywa. Ona była ciałem, on – umysłem i intelektem. W kulturze współczesnej mężczyzna przyodziewa się w swoje ciało. Ciało męskie staje się obiektem zainteresowania i krytyki; jest na pokaz, jest na scenie, w świetle reflektorów i kamer – bezbronne, narażone na inwazyjne, taksujące spojrzenie”[Melosik2006:23].
Jak radzą sobie współcześni mężczyźni w obliczu tego zamachu na tradycyjnie określony tzw. stary paradygmat męskości? Czy bezwolnie poddają się machinie odwracania ról, czy może podejmują próby walki o męski honor, a co za tym idzie utrzymanie pozycji dominującej? Dlaczego niektórzy z nich są gotowi na rezygnację z tradycyjnie pojmowanej męskości, na rzecz postawy, definiowanej jako metroseksualność? Na te pytania szukałam odpowiedzi w bezpośrednich rozmowach, przeprowadzonych z wybranymi mężczyznami.
Pierwszy z moich rozmówców, Sławek, 42 lata, (technik mechanik, prywatny przedsiębiorca, żonaty, dwaj synowie: 18 i 12 lat), chociaż we wstępie do swojej wypowiedzi twierdził, że ma „do tych spraw podejście luźne”, później okazał się być bardzo radykalnym obrońcą symbolicznego kapitału męskości: „byłem raz u manikiurzystki. No, fajna laseczka, paznokcie mi wypielęgnowała, ale więcej bym nie poszedł na coś takiego. Nie, to zdecydowanie nie jest zabieg dla faceta. A pedikiur, to jak kastracja! Nie pozwoliłbym nawet żonie na wykonanie jakiejkolwiek kosmetyki MOICH stóp”. Determinacja i radykalizm mojego rozmówcy w obronie strefy stóp przed jakąkolwiek damską ingerencją demaskuje chęć zachowania kontroli i męskiej przewagi, wszak, jak pisze Kopaliński, „stopy, nogi, to władza, potęga (…) stopy, a zwłaszcza pięty, symbolizują też niebezpieczeństwo śmierci, zagrożenie, słaby punkt, również duchowy”[Kopaliński1990:402]. Niechęć do poddania się manipulacji przy stopach, czyli przekazania kobiecie czynności związanych z dbałością o wygląd, jawi się w pewnej sprzeczności z faktem, że mężczyzna, według Bourdieu, „bardzo często powierza żonie wybór garderoby”[Bourdieu2004:118]. Jednak jest to sprzeczność pozorna – przysłowie głosi: „gdzie kobiety panują, tam mężczyźni rządzą”[Nyczaj1993:90]. Można więc przyjąć, że niewielkie ustępstwa ze strony mężczyzn, na rzecz realizacji potrzeb estetycznych kobiet, to zdradliwa pułapka na nie same. Gawiński w wierszu pt. O zgoleniu brody dla dziewiczej mody tak pisze: „bywszy i osobistym, i przystojnym mężem, co go pełnym zdobiła piękna broda krężem, tę dla jednej dziewoi dał sobie ogolić, by tym czynem mógł lepiej ją sobie zniewolić”[Kuchowicz1975:244]. Jednocześnie mężczyźni cały czas czuwają, pilnując granic ingerencji w męskie ciało, tak, aby nie poddano go przesadnej feminizacji. Jak twierdzi mój rozmówca Sławek: „na to prawdziwy mężczyzna nie może sobie pozwolić, podobnie, jak na makijaż i mizdrzenie się przed lusterkiem. Właśnie przez to zmieniłem fryzjera. Ten fryzjer, to sam jest taki… jak ty to nazywasz, metroseksualny. Tfu! Co to za hybryda? To chyba tylko antropolodzy kulturowi mogli coś takiego wymyślić. Normalny człowiek dzieli facetów na takich z jajami i bez. Koniec, kropka. Więc ten METROSEKSUALNY fryzjer, kiedy tak skakał dookoła mnie, w jakiś dziwny sposób odbierał mi męskość i wiesz, nawet gdyby to nie był koleś, tylko dziewczyna, też czułbym się dziwnie”. Cytowany powyżej fragment wypowiedzi może też wiązać się ze zjawiskiem relacyjności honoru, będącego pojęciem, o którym Bourdieu pisze, że jest „skonstruowanym głównie dla innych mężczyzn, ale przeciw kobiecości – przeciw lękowi wzbudzanemu przez kobiecość – przede wszystkim kobiecość odnajdywaną w samym sobie”[Bourdieu2004:67].
Podobną do opisanej powyżej postawy prezentuje mój następny rozmówca, Wojtek, 60 lat (wykształcenie średnie, pracownik państwowej firmy, żonaty, dwoje dorosłych dzieci: syn i córka), który ze stanowczością odcina się od stylu znanej postaci pop-kultury, mianowicie Michała Wiśniewskiego: „to dla mnie dziwny facet: te pofarbowane włosy, makijaż, biżuteria. No i przeklina publicznie. Mężczyzna może i powinien dbać o siebie, ale farbowane na kolorowo włosy, to już przesada”.

Uniseksualność, to dla przeciętnego mężczyzny niebezpieczna ścieżka, wiodąca do biseksualizmu, być może nawet homoseksualizmu, a tego osadzony w tradycyjnych schematach męskości samiec nie jest w stanie zaakceptować, chociaż machina komercji usiłuje stylizować męską tożsamość zabiegami, zarezerwowanymi wcześniej wyłącznie dla kobiet.
Są jednak mężczyźni, którzy potrafią zrobić użytek z tzw. nowoczesnego wizerunku, aby zyskać sławę, prestiż i pieniądze, czego przykładem jest właśnie przywołana postać wokalisty M. Wiśniewskiego. Zbigniew Melosik pisze o tym tak: „istnieją przy tym 2 podstawowe konteksty sukcesu. Pierwszy z nich wyznaczony jest przez dążenie do władzy, stanowiska (pozycji) i pieniędzy, drugi – popularną sławę, uzyskiwaną głównie poprzez obecność w mediach”[Melosik2006:128]. Paradoksalnie więc, wizerunek mężczyzny zniewieściałego, wtłoczonego w powierzchowność zakłócającą czytelną identyfikację płci pracuje na jego męskość i wygrywa sukces, będący kartą przetargową w batalii o męski honor. Cytowany wcześniej rozmówca, Sławek, wyraził dezaprobatę wobec mężczyzn wkładających dużą ilość energii i pieniędzy w swój wizerunek, klasyfikując ich następująco: „zastanawiam się jeszcze nad fenomenem metroseksualnych fircyków. Myślę, że to są zwyczajne snoby. No wiesz, garnitur od designera, perfumy z najwyższej półki, ba, nawet skarpetki muszą być specjalne, bo w zwykłych taki laluś nie mógłby kroku zrobić. Wszystko na pokaz. Na pewno są laski, które na to lecą ale wartościowe dziewczyny chyba nie? Ja nie wierzę, że koleś, który wydał 10 patyków na garnitur, usiądzie w nim z dziewczyną na ławce w parku, czyli zero luzu”. Mam wrażenie, że w zawoalowany sposób mój rozmówca wyartykułował niepokój, jaki może w nim budzić wizerunek mężczyzny, brawurowo grającego o honor, co według Melosika oznacza, że : „ mężczyzna na szczycie musi wysyłać właściwe, potwierdzające jego pozycję przekazy wizualne. Przede wszystkim musi wyglądać tak, jakby mógł kupić wszystko (nawet, jeśli nie może kupić wszystkiego)”[Melosik2006:125]. Gdyby do tego, wbrew przewidywaniom mojego rozmówcy, nie zważając na cenę ubrania, powalał je siadając z dziewczyną na trawniku, zyskałby, niczym celebrant uczty potlaczowej, prestiż nie do nadrobienia dla przeciętnego mężczyzny.
Podsumowując przedstawione przeze mnie rozważania muszę zgodzić się z zawartą w książce Zbigniewa Melosika tezą o współczesnym kryzysie męskości, czyli zachwianiu się monolitu męskiej dominacji i patriarchalnych stosunków społecznych. Jednak sam autor zauważa, że „kategoria męskości nie ma charakteru esencjonalnego, raz na zawsze ustalonego; jest kategorią dynamiczną, o kształt której toczy się dyskursywna walka”[Melosik2006:39]. Analizując wypowiedzi zawarte w wywiadach nabrałam przekonania, że tradycyjnie pojmowana męskość funkcjonuje wciąż w świadomości ludzi i nawet w obliczu dynamicznych przemian w sferze wartości i kultury cały czas ma się dobrze! (Łódź, 2011 r.)

przy pisaniu tekstu korzystałam z następujących prac:

Bourdieu P., Męska dominacja, 2004
Kopaliński W., Opowieści o rzeczach powszednich, 1988
Kopaliński W., Słownik symboli, 1990
Kuchowicz Z., Obyczaje staropolskie XVII-XVII wieku, 1975
Melosik Z., Kryzys męskości w kulturze współczesnej, 2006
Móżdżyńska – Nawotka M., O modach i strojach, 2002
Nyczaj S. (red.), Mała księga przysłów polskich, 1993

Napisane przez:


absolwentka Wydziału Filozoficzno - Historycznego UŁ, Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ, absolwentka PSZTTiF w Łodzi, doktorantka IHSD UŁ

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

1 komentarz dla artykułu "Ciacho czyli mężczyzna?"

  1. dfgft napisał(a):

    wszak wszystko zalezy od kodow kulturowych

    indianie w dzungli nie maja zazwyczaj tego typu rozterek

    zawsze rozpoczyna sie od nasladowania tego ktory pierwszy wsadzi sobie we wlosy piorko

    i na dodatek ma cos co go pozytwnie odroznia w wiekszej spolecznosci

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

208794