24092017Nowości:
   |    Rejestracja

Charamsa przypomina nam, że trwa wojna


Wystąpienie w przededniu otwarcia Synodu o Rodzinie Charamsy, który nosi tytuł księdza katolickiego, jest jawnym atakiem na Kościół przez siły pożądające jego upadku. Perfidia zachowania – życie w grzechu przecież trwało przez wiele lat! – oraz absurdalne roszczenia tego człowieka, są niczym innym, jak frontalnym szturmem w ważnym momencie życia całej wspólnoty Chrystusowej.


foto: YouTube (Ks. Krzysztof Charamsa: Jestem gejem), Artykuł osiemnasty

foto: YouTube (Ks. Krzysztof Charamsa: Jestem gejem), Artykuł osiemnasty

Zacznę od absurdu. Oto człowiek, przez lata ukrywający się z jawnym grzechem, z kategorii tych najcięższych, domaga się, by jemu podobnym zmieniono całą naukę Kościoła i Słowo Boże. Nic, że od wieków już księża żyją w celibacie, zaś każdy stosunek pozamałżeński jest uznawany za grzech. On “żąda”, by Kościół ustanowił wyjątkowe traktowanie dla pederastów. Dlaczego? Bo są homoseksualni.

“Ksiądz nie może uprawiać seksu z kobietą? Dobrze. Ksiądz nie może zawrzeć małżeństwa z kobietą? Jasne. Ale ma mieć możliwość uprawiania sodomii i zawierania <<homoślubu>>” – takie oto robienie nierządnicy z logiki zieje z “Nowego manifestu wyzwolenia” ks. Charamsy. Przeczytać go można w całości TUTAJ (choć klikanie odnośnik nabija odsłony “Wyborczej”).

Winni są jednak inni

To nie jest przecież tak, że człowiek w sutannie sam wpadł na pomysł zrobienia skandalu, którego nikt nie mógł przewidzieć. Chyba większość interesujących się życiem Kościoła osób przeczuwała, że nadchodzi mroczny czas, w którym część duchownych odejdzie od Chrystusa. Zresztą – w takich czasach żyjemy. Różne tygodniki powszechne, w których rzekomo pracują katolicy, publikują wprost sprzeczne z przekazem biskupów i kardynałów teksty, nieraz umieszczając je na swoich okładkach.

To, że ten kapłan (oraz wielu innych) bezczelnie wystąpił przeciwko nauce Chrystusa, podpierając się jeszcze autorytetem księdza katolickiego, jest winą m.in. części księży. To przecież oni w ostatnich latach mówią głównie o “miłości” (w cudzysłowie, ponieważ przedstawia się omawianą rzecz jako bezwarunkowe, nieraz bezwolne oraz niekoniecznie rozumne uczucie, zamiast rozumnego aktu wolnej woli), która przesłania w ich słowach inny, a równie ważny aspekt Boga – sprawiedliwość.

Winni są wyżsi w hierarchii kapłani, którzy niechętnie hamują “oświeconych” księży w głoszeniu ich modernistycznych, czy nawet socjalistycznych herezji. Wina leży także – niestety – po stronie kolejnych papieży, którzy praktycznie nie stosują już ekskomuniki. Ta przecież byłaby wyraźnym sygnałem dla wiernych, że dana osoba nie jest bliska Kościołowi i forsuje swoją (albo antyklerykalnego środowiska) wizję religii. Można śmiało przywołać tutaj postać kard. Reinharda Marxa i spółki. Czy za wysnuwane przez te stronnictwo postulaty dotknęły kogoś jakieś konsekwencje? Nie. Owocem więc tej pobłażliwości jest “występ” ks. Charamsy. A takich “showmanów” będzie coraz więcej. Dlaczego nie? Przecież nic poważnego za zdradę nie grozi!

Winni są też wierni, którzy chętnie przyjmują słowa o wspomnianym “bogu miłosiernym”, niechętnie słuchając o Bogu miłosiernym oraz sprawiedliwym. Słowo “oraz” robi znaczącą różnicę między wspomnianym bogiem a Bogiem. Ten pierwszy, forsowany przez środowiska modernistyczne, zezwala na każdy praktycznie grzech. Zaś Bóg – “za dobro wynagradza, a za zło karze”.

Żałosny i emocjonalny “manifest”

Znany heretyk, Marcin Luter, pali bullę papieską, foto: Wikimedia Commons

Znany heretyk, Marcin Luter, pali bullę papieską, foto: Wikimedia Commons

Wspomniany “Nowy manifest wyzwolenia” jest niczym innym, jak neomarksistowskim wezwaniem do walki z Kościołem. Ks. Charamsa, niczym znany heretyk, którego wystąpienie do dzisiaj trzyma chrześcijan w rozbiciu, wzywa do utworzenia przez Kościół własnej – czyli ludzkiej – wizji religii, która będzie “ustawiona” pod akceptację grzechu. Podobnie jak Marcin Luter, który na kwestii popularności tematu odpustów forsował swoje herezje (m.in. Sola Scriptura, coraz popularniejsza w modernistycznych wspólnotach), tak Charamsa na popularności tematu “miłości” (błędnie rozumianej) forsuje nie tylko herezje, ale również nazwanie grzechu czymś dobrym.

Sam manifest jest śmieszny. W punkcie drugim ksiądz domaga się “potępienia karania za homoseksualność”. Kościół przecież już to robi. Bez względu na orientację seksualną, nie wolno atakować człowieka. Trzeci punkt to “zaprzestanie przez Kościół ingerowania w gwarantowanie praw człowieka przez demokratyczne państwa”. Absurd z jednej strony polega na tym, że ksiądz domaga się właściwie likwidacji katolickiej nauki społecznej, z drugiej zaś sugeruje, że Kościół – niczym masoneria – poprzez jakąś wyśnioną agenturę “przenika” do szczebli władzy w krajach demokratycznych, przez co wpływa na politykę państwa. Ponadto autor manifestu sugeruje, jakoby demokratyczne państwa były czymś dobrym. Jako osoba duchowna, winien Charamsa wiedzieć, że Kościół stosunkowo niedawno zaczął względnie ciepło wypowiadać się o tym patologicznym ustroju. Mimo tolerowania go, nie powiedziano nigdy, by demokracja była z pewnością najwyższą formą rozwoju cywilizacyjnego. Nawet św. Jan Paweł II, który o demokracji wypowiedział się najcieplej (jednak wciąż ją tylko tolerując, nie akceptując), podkreślał, że demokracja bez wartości może łatwo przerodzić się w totalitaryzm.

Kilka kolejnych punktów to roszczenia wobec wydanych przez Kościół dokumentów oraz interpretacja Pisma Świętego, która ma łamać logikę, by brzmiała korzystnie dla homoterrorystów. Punkt ósmy zaś nawołuje do ulegania herezjom. “Podjęcie dialogu ekumenicznego z braćmi ewangelikami i anglikanami o homoseksualności” – czytamy. Punkt dziewiąty to wezwanie do “prośby o przebaczenie” wobec pederastów, za rzekome “dawne i obecne winy” Kościoła.

I na końcu oczywiście wezwanie do zniszczenia rodziny oraz manipulacja słowna – “Szacunek dla wierzących homoseksualistów i zmiana wypaczonego stanowiska Kościoła w kwestii tego, jak powinno wyglądać ich życie chrześcijańskie”. Z jednej strony Charamsa dopuszcza się manipulacji sugerując, jakoby Kościół nie szanował osób homoseksualnych. Z drugiej zaś nazywa nasze stanowisko “wypaczonym” i wzywa – nie wprost – do nazywania homoseksualnych aktów “dobrymi” (zapewne cudzołóstwo – zgodnie z logiką zaprezentowaną wcześniej – między mężczyzną i kobietą jest złe, ale między chłopcami już będzie dobre), a homoseksualizmu czymś normalnym.

Afiszowanie się ze złem

Frontalny atak, przeprowadzony przez piekło, jest cięższą próbą dla Kościoła, niż przedstawia to wielu komentatorów. Głównie bowiem chwali się Watykan za szybką reakcję, kardynałowie zaś mówią, że efekt występu byłego pracownika Kongregacji będzie odwrotny od zamierzonego. Czyżby?

Mamy pierwszą osobę, która zrobiła coś takiego. Wszystkie neolewicowe i antyklerykalne media mają nowe hasło, które jest słowami Charamsy: “Mówię to [że należy dopuścić homoseksualizm – red.] jako ksiądz katolicki”. Za dwa lata mało kto będzie pamiętał, jak skandaliczna sytuacja miała miejsce, zaś za 5 lat wielu nie będzie pamiętało, co z Charamsą w ogóle się stało. Tylko lewactwo będzie bombardować młodzież słowami ówczesnego pracownika Kongregacji Nauki i Wiary na temat homoseksualizmu.

Za samo bycie homoseksualistą do piekła się nie idzie. Skoro ktoś wstąpił na drogę kapłańską, wiedział, że nie będzie współżył. Upadł? Więc niech nie gorszy ludzi i nie daje wrogom broni do ręki. Niech modli się o przebaczenie i pełni swoją posługę. Wstąpił mając inne plany? Jest więc zwykłym zdrajcą. I wszystkie te przypadki są ważne, niezależnie od orientacji seksualnej kapłana.

Sodomia jest wyraźnie przedstawiona, jako jeden z grzechów wołających o pomstę do nieba. Ale i tak zdaje się to być mniejszym złem, niż afiszowanie się grzechem i przedstawianie światu – będąc kapłanem – swojego “narzeczonego”.

Napisane przez:

Kontakt: dominik.cwikla.90@gmail.com

Jestem założycielem i redaktorem naczelnym portalu Kontrrewolucja.net. Dotychczas pisałem na kilku portalach i w kilku gazetach. Aktywny obrońca życia, monarchista, bezpartyjny. Wydałem też Gazetę "Rycerstwo", prowadzę audycję historyczno-rozrywkową "Tak było" oraz w Radiu Strefa Chwały audycję historyczną "Christian Story". Pracuję w redakcji wSensie.pl.

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

1 komentarz dla artykułu "Charamsa przypomina nam, że trwa wojna"

  1. Roman pisze:

    Rozumiem bezradność autora – który chowając głowę w piasek na korporacyjność Watykanu chce obronić jego status quo.
    Wystarczy poczytać trochę tu i tam…. i nie trzeba tęgiej głowy by stwierdzić że to czubek wielkiej góry, gdzie liczy się materializm (kasa) a nie zasady i moralność.
    Co bardziej rozgarnięci mawiają że prawda zawsze dotkliwie boli, więc zgodnie z „prawem zaprzeczenia” trzeba ją przekształcić za wszelką cenę w nieprawdę.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

267952