22112017Nowości:
   |    Rejestracja

A co z energią wodną?


W poprzednim moim artykule opublikowanym na ”3 Obiegu” zadawałem w tytule pytanie „Fotowoltaika. Przyszłość? Czy kłopoty w przyszłości?”. Z dyskusji, do której włączyły się osoby znające temat wynikało, że póki co jest to biznes nie opłacalny, bądź na granicy opłacalności dla małych przedsiębiorców i osób prywatnych, chyba, że potrafią sobie same zbudować taką „minielektrownię”, a potem ją samodzielnie serwisować, pod dodatkowym warunkiem nie podłączania swojej „elektrowni” do sieci energetycznej. Z dyskusji wynikało też, że podobnie zresztą rzecz się ma w przypadku małych „elektrowni” wiatrowych i innych „wynalazków” w rodzaju prądnicy napędzanej silnikiem na tłuszcz odpadowy. Jednak w tym ostatnim przypadku, aby nie mieć sporych kłopotów ze strony „władzuchny” należy takie przedsięwzięcie zakonspirować lepiej niż plantację „marychy”.


˘
Z wypowiedzi dyskutantów można było wyciągnąć jedyny „pozytywny” wniosek, że zainwestowanie w energię odnawialną w każdym przypadku jest korzystne jedynie dla banków (w niektórych przypadkach kilkakrotnie) i dlatego, być może, są owe „nowoczesne biznesy” tak lansowane w merdiach. Moja osobista refleksja. Czyżby w Polsce znowu „nic się nie opłacało”?
°
A co z energią wodną, chciałoby się zapytać?
.

Pamiętam jak będąc jeszcze dzieckiem byłem z rodzicami na niedzielnej wycieczce w Ojcowie. Jedyne co z niej pamiętam, to stary młyn z ogromnym kołem wodnym porośniętym zielonymi glonami. Coś takiego widziałem pierwszy raz w życiu. Pamiętam, że stałem zafascynowany i obserwowałem jak woda obraca wielkie młyńskie koło i długo nie dałem się rodzicom od tego widoku odciągnąć. Nie wiem, czy ten młyn do czegoś jeszcze wtedy służył i czy coś jeszcze produkował, ale widok koła napędzanego energią wody zapadł mi głęboko w pamięć. Gdy byłem już na tyle starszy, że coraz więcej rozumiałem co się wokół mnie znajduje i dzieje, zacząłem zwracać uwagę na opowieści, że gdzieś na rzece, rzeczce, potoku, lub wręcz małym potoczku był młyn(lub kilka młynów), że były kiedyś małe elektrownie dostarczające prądu do oświetlenia kościoła, plebanii, dworu, czy nawet oświetlające przed wojną całą wieś (np. koło Nowego Targu na Podhalu). Właściwie nie spotkałem wsi, przez którą płynął potok, i w której jego energia wodna nie byłaby przed wojną ze zyskiem wykorzystywana.
.

Jeśli ktoś jest uważny, to ruiny lub ślady starych budowli hydrotechnicznych zauważy w terenie i dziś, zwłaszcza w okolicach podgórskich. Gdy pytałem miejscowych co się z nimi stało, najczęściej mówiono, że lepiej lub gorzej przetrwały wojnę zaś ostateczny kres ich działalności położyła „władza ludowa”. Osobiście nabrałem przekonania, że dawniej o wiele lepiej radzono sobie z wykorzystaniem energii wodnej niż w obecnych czasach, czasach wyrafinowanej techniki i technologii i rosnącej sprawności urządzeń przetwarzających jeden rodzaj energii w drugi.
.

Starsi ode mnie elektrycy opowiadali mi, że przed wojną Polska znana była na świecie z produkcji bardzo udanych konstrukcyjnie, sprawnych i wytrzymałych niewielkich turbin wodnych sprzężonych z prądnicami wytwarzającymi prąd użytkowy. I to do tego stopnia znana, że podobno nawet do dnia dzisiejszego do naszych ambasad, konsulatów i placówek zgłaszają się ludzie (szczególnie w Ameryce Łacińskiej) z zapytaniem o te produkowane kiedyś w Polsce zestawy prądotwórcze możliwe do zainstalowania na małych rzekach i potokach. Nasuwa się pytanie, czy w dzisiejszej Polsce jest możliwe, a zwłaszcza opłacalne odbudowanie choć w części urządzeń z zakresu małej hydroelektrotechniki, jaka istniała przed II Wojną Światową? Czy może po prostu to z naszą, tak reklamowaną wolnością gospodarczą, tym „dzikim kapitalizmem” jest coś nie tak?
.

Może w komentarzach wypowiedzą się osoby znające zamieszczony w tytułowym zapytaniu temat. Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoimi uwagami, tak jak w przypadku fotowoltaiki. Z góry dziękuję
Żurek Janusz

Napisane przez:


Z urodzenia (1949) optymista, z wykształcenia inżynier elektryk (AGH), z zawodu elektronik, z poglądów liberalny (wolnościowy) konserwatysta.

 

Podziel się z innymi

Polecane artykuły

Ilość komentarzy: 13 dla artykułu "A co z energią wodną?"

  1. AntoniaBanitas AntoniaBanitas pisze:

    Panie Januszu z miłą chęcią napisze coś o tym, to mój zawód i pasja zarazem. (rzadki przypadek). :)
    Będzie naprawdę śmiesznie.
    Na razie skupiłem sie na Pana starszym poscie i opisałem przypadek Szwecji.
    Później Norwegia jak obiecałem i jak znajdę trochę czasu to sie włącze w hydroenergetykę, szczególnie tą małą, na przypadku starego młyna. Bedzie naprawdę śmiesznie. Obiecuję. 😉

  2. zjanusz zjanusz pisze:

    Z góry dziękuję w swoim imieniu, a także osób zainteresowanych tematami energii i działalnością gospodarczą. Mam nadzieję, że oprócz mało „kumatych” Lemingów i nasranogłowych „agentów wpływu” portal odwiedzają także i takie osoby. Mam także nadzieję, że redakcja „3Obiegu” umieści Twoje artykuły na pierwszej stronie portalu w godnym miejscu i nie pozostawi ich gdzieś w kącie.
    Pozdrawiam
    Janusz Żurek

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      Bardzo dziękuje Panie Januszu, ale taki mój moralny obowiązek. Mam już dość oszustw wszelakiego rodzaju które niszczą nasz Kraj. Jak mogę to informuję o zagrożeniach. Więcej nie potrzebuje.
      A propo „fotowoltaiki” to chyba osiagnąłem cel, bo już zaczynają „gryźć”. 😉

  3. bodziopl pisze:

    Chyba byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie, coś tak kojarzę że przed 1939 r było ok. 8000 miejsc gdzie „woda pracowała”, a teraz ? no chyba ze 200 ?

    • AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

      W Polsce pracuje obecnie 128 elektrowni wodnych w energetyce zawodowej, czyli tych naprawdę coś znaczących – mam na myśli moc.
      Oraz około 360 małych elektrowni wodnych pozostających w rękach prywatnych. Ale są to głównie elektrownie o średnich i małych mocach. Ich łączna moc to tylko 2,2 GW, co stanowi niecałe 6,5% całej mocy zainstalowanej w polskim systemie elektroenergetycznym.
      A cała moc szczytowa polskiego systemu energetycznego z uwzględnieniem wszystkich rodzajów elektrowni to w przybliżeniu 34 -35 GW (gigawaty).

  4. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Tak trochę zbaczając z tematu.
    Bodzio, z tych fachowcem to nie był sarkazm. Naprawdę tak myślę. Pompy ciepła to nie zabawa.
    Trzeba mieć trochę szarej masy, aby przy tym pracować. 😉
    Powiedz, czy byłeś w skandynawii, a jeśli tak, to ile przywiozłeś pomp z demobilu, żeby sobie złożyć jedną. :).
    Jak mniemam to pewnie części ze Szwecji, albo Norwegii złożone do kupy, dają ci teraz całkiem przyzwoite źródło ciepła. :)
    Mam rację? Pompuje tam, przy chacie. 😉
    Pozdrawiam

    • bodziopl pisze:

      NIGDY nie byłem w Skandynawii, prawdę powiedziawszy, to „zachodnie = chińskie konstrukcje” mnie nie inspirują. Sam potrafię za pomocą prostych programów doborowych i palnika coś sobie zrobić (już zrobiłem ponad 50szt. od 6kW do 35kW (w domach, kościołach, hotelach), a w ub. tygodniu moją pierwszą na R410a, z EZR, 17kW, – ma COP’a !). Akurat z Norwegii części to nie za bardzo, gdyż oni tam mają „prąda”: IT 3x230V/50Hz, no chyba że wymienniki. Poza tym solidnie wykonana PCi ma trwałość ~20lat, i jest po tym czasie „moralnie” zużyta. Tak więc sprężarki zwykle scroll (Garret) w planach turbinowe pow. 200kW, nowoczesne wymienniki płytowe (choć czasem i JAD’y), no EZR (elektroniczny zaw. rozpr.) , kilka ciekawych „chwytów” w schemacie chłodniczym, czynniki R407C ( powoli odchodzi) R410a, R290 (propan b. ekologiczny). Taki sam nick mam na „elektrodzie”.

  5. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Panie Januszu oraz drodzy czytelnicy, przepraszam że tak późno, ale napiszę może coś o Norwegii i ich rozwiązaniach. Lepiej późno niż wcale. :)
    Podeprze się dwoma linkami do artykułów które dla zwykłego czytelnika w sposób „wyczerpujący” powinny zilustrować ten temat. Jednak w nich nie ma tych ciekawostek , które chciałbym opisać.

    http://www.nportal.no/news/1835/norweski-rzad-zatwierdzil-budowe-osmiu-farm-wiatrowych

    http://www.businessandbeauty.pl/elektryczna-norwegia/

  6. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Z z linków jakie podałem powyżej wynika że Norwegowie mają 856 elektrowni wodnych, co daję im 98,5 % zużywanego prądu w kraju + farmy wiatrowe 1 %, co łącznie daję niecałe 100%.
    Tylko to – żadnych innych elektrowni. 😉
    Wynika z tego, że są krajem niestety potrzebującym pomocy – w tym przypadku w grę wchodzą dwa kraję 1- Szwecja, 2 – Dania. Jest to około 0.5 % pomocy , ale jednak. 😉
    Należy jednak pamiętać, że jest to wyliczenie w „rozrachunku rocznym”.
    Cóż, przez większą część roku Norwegia jest samowystarczalna. Wszystko, to zależy od opadów. :)
    Teraz przejdę do części bardziej interesującej. Z pośród tych niemalże 856 elektrowni wodnych, kilkaset te elektrownie o średniej i małej mocy.
    Te kilkaset to elektrownie w większości „bezobsługowe”, zasilane z reguły przez górskie potoki, które napełniają sztuczny zbiornik wodny – wydrążony w skale, na wysokości np.300 – 400 metrów nad poziomem morza.
    Jeśli opady są wystarczające, to Norwegowie „cierpią”, na wyż energetyczny i np. wspomagają Danie, stabilizując ich system. :)
    Jeśli nadchodzą okresy „krótkie z reguły” ładnej pogody i górskie potoki zamieniają się w strumyki, część tych elektrowni nie produkuje już wtedy energii, to Norwegowie odzyskują energię od Danii, jeśli to możliwe, i/lub kupują od Szwecji. Ten energetyczny krąg to Norwegia-Szwecja-Dania, w większości. 😉
    Dlatego w Norwegii cena energii jest ruchoma, niewiele w skali roku ale jednak.
    Dodam, że mimo wszystko ich energia jest i tak o wiele tańsza od polskiej. 😉
    Może podam to później na przykładzie rachunku na 4000 kWh – ot taki standardzik norweski. :)
    Z racji tego, że nie widze swojego komentarza ( jest w trakcie moderacji ?). Dodam powtórnie linki:

    http://www.nportal.no/news/1835/norweski-rzad-zatwierdzil-budowe-osmiu-farm-wiatrowych

    http://www.businessandbeauty.pl/elektryczna-norwegia/

  7. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Dla przykładu jak tania jest energia w Norwegii posłużę sie jednym z rachunków z 2013 roku.
    Okres 1 miesiąc.
    Licznik jednotaryfowy, osoba fizyczna
    NORWEGIA
    stała kwota za rok – 1625 na miesiąc 135,41
    opłata przesyłowa – 20.5 ore/kWh
    opłata konsumpcyjna (podatek kosumpcyjny) – 14.2375 ore/kWh
    opłata dla (ZE) – 1.25 ore /kWh
    Czyli za 1 kWh – 0,3724 nok + opłata stała za miesiąc 135,41 nok
    Czyli np. 4000 kWh miesięcznie (taki standardzik)
    4000kWh x 0.3724 + opłata stała 135,41 = 1625 nok
    1625 nok x 0,507 zł = 823 zł. (brutto)

    POLSKA
    opłaty stałe pomijam
    0,2547 – energia czynna
    0,2298 – składnik zmienny opł. sieciowej
    Suma : ( 0,2547 + 0,2298 ) x 23% VAT = 0,5959
    Czyli za 1 kWh płacimy naprawdę prawie 60 groszy
    Porównanie z Norwegią : 0.3724 nok x 0,507 zł = 0,1888 zł.
    W Norwegii 0,1888 zł, a w Polsce 0,60 zł za kWh. :)
    Teraz weźmy te 4000 kWh i pomnóżmy przez 0.5959.
    4000 x 0,5959 ~ 2383 zł. :) (brutto)
    Tyle zapłacimy za to samo w Polsce + opłaty stałe.
    Opłaty stałe pomijam, a i tak ogromna przepaść. 😉
    Pozdrawiam

  8. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Później napiszę coś na temat „najbardziej opłacalnej” elektrowni wodnej małej mocy, na przykładzie starego młyna.
    Przypadek z życia wzięty. 😉
    I jak obiecałem wcześniej, będzie naprawdę śmiesznie. :)
    Pozdrawiam

  9. AntonioBanitas AntonioBanitas pisze:

    Panie Januszu dzięki za przypomnienie, dopiero odebrałem wiadomość i jak obiecałem napiszę coś na temat elektrowni małej mocy na przykładzie z życia wziętego.
    Na swoje usprawiedliwienie napiszę że odezwała mi się „kontuzja” stara i dopiero niedawno wyszedłem ze szpitala i jestem po zabiegu chirurgicznym – plus masę leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. :).
    A ma być śmiesznie a to wymaga trzeźwego umysłu. 😉
    Niemniej jednak już dzisiaj przygotuję wstępny konspekt roboczy i już niedługo wystawię pod Pana postem.
    Serdecznie pozdrawiam i przepraszam. :)

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

203856