20112017Nowości:
   |    Rejestracja

Polski wyzysk


Co to jest wyzysk? Skoro ktoś się zgodził na dane warunki pracy i płacy – to nie ma wyzysku. Tak myślą domorośli liberałowie z dobrych domów, na których czeka posada u taty w firmie lub coś równie miłego, np. po linii partyjnej w budżetówce. A jaki wybór ma w Polsce  „wolny elektron”, poszukujący aktualnie zatrudnienia? Idzie do Urzędu Pracy lub do Agencji Pracy, która jest pośrednikiem i bierze, co mu oferują. Czy jest to wybór między np. państwową firmą, respektującą Prawo Pracy i płacącą godziwe stawki a prywaciarzem kanciarzem? To przymus! Albo dasz się wyzyskać, albo… no właśnie, co? Nic, głód, bezdomność, ulica, śmietnik… W kapitalizmie wprowadzono takie warunki, że albo dasz się zniewolić, albo „zyskujesz” bezdomność i życie poza systemem.


nie_chcesz_powrotu-300x218

Przez swoje elity, rządzące od 25 lat, Polacy zostali sprowadzeni  do roli nędzarzy. Stać ich tylko na podstawowe potrzeby a motoryzacyjnie zatrzymaliśmy się na poziomie tego, czego pozbywa się Niemiec, ale nie spod domu – a ze szrotu… GUS podaje, że w 2015 roku aż 16,5 miliona Polaków żyło poniżej strefy niedostatku, to znaczy, iż miesięcznie nie mogli pozwolić sobie na wydatki wyższe niż 1062 zł. To oznacza, że co trzeci zatrudniony jest potencjalnym klientem pomocy społecznej. Dotyczy to 25 proc. pracowników na stanowiskach nierobotniczych, 50 proc. robotników, o wiele więcej niż połowy rolników i rencistów i 33 proc. emerytów i osób pracujących na własny rachunek. Do tego dochodzą jeszcze fatalne warunki pracy oraz nadmierne obłożenie pracownika godzinami nadliczbowymi. Pracownicy zimą marzną, pracują w przeciągach a latem duszą się w halach, które nie są przystosowane do pracy zespołów ludzi a składowania towarów! Pracownicy nie zgłoszą tej sprawy do odpowiednich instytucji, bo boją się o to, iż ze strony pracodawcy zostaną nałożone na nich kary finansowe (!) lub, że zostaną zwolnieni z pracy. Świadomość praw pracowniczych w Polsce i w ogóle jakichkolwiek praw – stoi na bardzo niskim poziomie. Przyzwyczailiśmy się do tego, iż za wszelką cenę trzeba przetrwać! Na każde utyskiwania pracownika o poprawę warunków pracy pracodawcy (często zagraniczni) ronią łzy, że muszą ciąć koszty i muszą być konkurencyjni, bo rynek jest nasycony i nasz etat to łaska ze strony korporacji!!!

A jak jest u naszych zachodnich sąsiadów, którzy – jak wiemy – na głowie mają jeszcze miliony głodnych i mało skorych do pracy uchodźców?

Opublikowane przez niemiecki Wirtschafts und Sozialwissenschaftliches Institut (WSI) dane wskazują, że w 2015 roku w Niemczech liczba strajków była 5 razy większa niż 2014 roku.  W ubiegłym roku niemiecka gospodarka musiała zmierzyć się ponad 2 milionami „strajko-dni” i była to najwyższa liczba w ostatnim dziesięcioleciu. Wzrost liczby protestów odnotowano głównie w kontekście dwóch wielkich, ogólnokrajowych akcj: strajków nauczycieli przedszkolnych i pracowników poczty. Kwietniowe strajki nauczycieli przedszkolnych, domagających się podwyżek, miały miejsce w Bawarii, Hesji, Saksonii i Badenii-Wirtembergii, a udział w nich wzięli nauczyciele ponad 1000 przedszkoli. Czerwcowe strajki pracowników poczty odbyły się w całym kraju i trwały 4 tygodnie. Strajkujący nie tylko wywalczyli podwyżki, ale również i deklarację stworzenia 15 tys. nowych miejsc pracy do 2020 roku. Łączna liczba „strajko-dni” tych dwóch protestów wyniosła 1,5 miliona. Kolejnymi protestami na ogromną skalę okazały się strajki w Deutsche Bahn i liniach lotniczych Lufthansa, w których wzięli udział piloci i personel pokładowy. Te cztery akcje szczególnie zapadły w pamięć mieszkańcom Niemiec, gdyż bezpośrednio wpłynęły na ich codzienne życie, wiele strajków miało także miejsce m.in. w sektorze metalurgicznym, w związku z corocznymi negocjacjami płacowymi.  W porównaniu z innymi krajami europejskimi, w Niemczech i tak jest stosunkowo mało strajków. W latach 2004-2015  w Niemczech  odnotowano średnio rocznie 15 „strajko-dni” na 1000 zatrudnionych, podczas gdy we Francji aż 132, 124 w Danii i 63 w Hiszpanii.

A jak to wygląda w Polsce? Co ciekawe, przeglądając Sieć, nie znalazłem danych o liczbie „strajko-dni”. W Polsce jedynymi grupami, które mogą i są w stanie się upomnieć o swoje płace, są związkowcy z budżetówki. W RP działa ponad 6,3 tys. związków zawodowych. Należy do nich około 2,5 miliona członków. Liczba pracujących w III kwartale 2015 w polskiej gospodarce wynosiła 16 234 tys. Pod względem uzwiązkowienia jesteśmy w ogonie Europy i wszelkie rządy, jakie nami rządziły, ten temat spychają pod dywan. My mamy być ulegli i zdyscyplinowani – mówi to kościół na coniedzielnej mszy i mówi to nasz minister gospodarki. I cóż z tym począć? Ano nic, znowu zaciśniemy zęby, stracimy zdrowie (którego nie wyleczymy, bo NFZ właściwie nie działa) i jako wyeksploatowani jeszcze młodzi ludzie pójdziemy do… piachu!

stop wyzyskowi_0.previewZamiast walczyć o lepszy byt – od dziecka z pokorą  uginamy karku – bo tak trzeba, bo tak nas wychowano…

Zamiast budować i rozwijać naszą Ojczyznę, swoje szczęście znajdujemy na emigracji.

Rozumiecie coś z tego, bo ja ani w ząb?

Roman Boryczko,

marzec 2016

Za: www.SieMysli.info.ke

Napisane przez:

Kontakt: dorota.jankowska@3obieg.pl

Dziennkarz w 3obieg.pl/ , Interia360

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 13 dla artykułu "Polski wyzysk"

  1. zjanusz zjanusz pisze:

    Pani Doroto!
    Jeśli nie ma Pani znajomości w budżetówce gdzie można sobie postrajkować na koszt najbiedniejszych podatników (bo ich jest najwięcej), pozostaje założyć własną firmę i uciskać pracowników – przecież to takie przyjemne!
    Żurek Janusz

    • zjanusz zjanusz pisze:

      Jeśli Pani ni w ząb nie rozumie proszę przeczytać:http://3obieg.pl/25-lat-mojej-wolnosci-cz-i-czyli-jak-to-z-pieriestrojka-bylo
      Jeśli po przeczytaniu dalej nic Pani nie będzie rozumieć, to poza emigracją już nic Pani więcej nie mogę poradzić
      Żurek janusz

    • Piotr-Pierre pisze:

      Panie Januszu Drogi.. Pan wybaczy, JEDNO zastrzezenie mam. Pisze TYLKO o tym, czego doswiadczylem sam. Niestety, to TYLKO polska (i ostatnio belgijska) specjalnosc – polski pracodawca starannie planujac swoj biznes KALKULUJE SWE ZYSKI Z NIEGO (i dobrze), ale calkowicie pomija „drobiazg” – czy jego pracownik- pracownicy beda sie w stanie utrzymac za pensje, ktore im za prace dla siebie zaplaci.
      Zgoda, w wielu krajach kapitalistycznych przewidziano to, i dzial mechanizm „dokladania” najbiedniejszym pracujacym tak, aby mieli na mieszkanie, media i przezycie.
      Ale w Polsce taki mechanizm NIE ISTNIEJE.
      Sam wiem najlepiej, ze mozna w Polsce pracowac ciezko latami, nawet caly dzien, po szesc- siedem dni w tygodniu, a z zaplaty nie miec nawet szans na wyjscie z bezdomnosci, na wynajecie (szczegolnie w duzym miescie) chocby najmniejszej klitki. Nie każde z nas ma oszczednosci, nie kazde moze liczyc na pomoc swej rodziny. Co wtedy?
      Paradoksalnie, we Francji „wyjscie z bezdomnosci” jest O WIELE LATWIEJSZE. Opisalem to juz tu raz, ale 3obieg zablokowal moj komentarz. Sprobuje zatem krotko – bylem w takiej sytuacji sam, i UDALO MI SIE. Za to jestem Francji i francuzom dozywotnio wdzieczny.

      Pozdrawiam
      P.

      • zjanusz zjanusz pisze:

        Panie Piotrze!
        Nie jestem za bezwzględnością w biznesie. Wielu przedsiębiorców jest chrześcijanami w pełnym tego słowa znaczeniu, ale nawet i oni jak firma coraz gorzej „przędzie” są zmuszeni ciąć koszty i „dusić” siebie, swoje rodziny i pracowników do wydajniejszej pracy. W końcu zwalniają pracowników, a na końcu bankrutują sami. Im też nikt ręki nie poda. I nie jest to spowodowane ich lenistwem, czy głupotą, ale wysokimi kosztami pracy, w tym także podatkami, które potem w części rząd przeznacza na symboliczną pomoc dla tych co zbankrutowali wcześniej. W Polsce co roku o 5 tys. zmniejsza się liczba małych sklepików, co oznacza, że pracę traci kilka razy więcej osób. Wielu zaradnych bezdomnych z braku innych możliwości np. malutkich tanich mieszkań (Europa – muszą być standardy europejskie!) mieszka w altanach na działkach, ale „miłosierny” rząd i to im chce odebrać (wszak to Europa!). Na razie jeszcze nie egzekwują bezwzględnie prawa, ale zakaz oficjalny jest. Francja dorobiła się na kapitalizmie i przejada zapasy. Ale z socjalizmem już tak jest. Zapasy się skończą i zaczną problemy. Socjaliści są jak dzieci. Ważne jest to co tu i teraz. Co będzie potem już ich nie obchodzi (w końcu w Boga nie wierzą).
        Żurek Janusz

        • Piotr-Pierre pisze:

          Panie Januszu, te „dokładane” pieniazki (zawsze jest ograniczane czasowo! = sprawna biurokracja) sa niemal zawsze z procentem zwracane. Narzeka Pan na podatki od pracy, ale te francuskie, plus „solidarnosciowe”, plus rozne opodatkowania dobrowolne, regionalne sa tu wielokrotnie procentowo wiéksze niz polskie.
          W moim odczuciu „dokladanie”, moj czas gdy bylem A.L.D. (przewlekle chory – tu daje to prawa specjalne) juz dawno finasowo splacilem. Pozostal mi tylko dlug wdziecznosci…
          Wydaje mi sie co do socjalizmu, traktowania ludzi, ze prawda lezy gdzies posrodku, i ma sporo racji zarowno prawica jak i lewica.
          Musimy wszyscy pamietac, ze nasza Cywilizacja istnieje i trwa DLA LUDZI, a nie DLA PIENIĘDZY.

          Pozdrawiam
          P.

          • zjanusz zjanusz pisze:

            Niestety pieniądze potrzebne są do życia (przeżycia), a jeśli idą na rozrastającą się administrację (póki co około 4 razy większą i o 4 razy większych apetytach niż „za komuny” i coraz bardziej arogancką), to tych pieniążków jest jakby za mało mimo systematycznych dodruków.

        • zjanusz zjanusz pisze:

          Ciągle piszę w kółko to samo (inni też piszą w kółko to samo, ale swoje).

          Poniżej moja polemika, którą kiedyś wcześniej umieściłem na „3 Obiegu”:

          „Szanowny Luni!
          W takiej sytuacji powinieneś założyć własną firmę, w której od pracowników nie wymagałbyś uśmiechów, a rzetelnej pracy. Tak, to sarkazm. W obecnych warunkach uzgodnionych jeszcze przy Okrągłym Stole i troskliwie przestrzeganych przez wszystkie dotychczasowe ekipy rządzące założenie i prowadzenie własnego przedsiębiorstwa przez Polaka graniczy z cudem, zwłaszcza jeśli do tego nie ma się na początek trochę kapitału. Mimo wszystko takich cudów w Polsce zdarzyło się sporo. Według ocen, z firm działających w Polsce około 1,5-2 mln to polskie rodzinne firmy zatrudniające połowę wszystkich pracujących. Jak się pracuje w takich najmniejszych firmach, za ile, i ile wysiłków trzeba włożyć w ich utrzymanie to wiedzą ci, którzy je prowadzą. Moje dzieci doświadczyły tych “przyjemności” i pracy poszukały sobie u “obcych”, oświadczając, że nie mają zamiaru tyrać jak tata. Na przestrzeni kilku ostatnich lat odeszło do lepszego świata dwóch moich znajomych rzemieślników, z którymi do końca ich życia współpracowałem (zmarli można powiedzieć przy warsztacie pracy – „Arbeit macht frei”). Choć mieli dzieci, to nie mieli komu przekazać swoich firm, ani nikt nie był skłonny do przejęcia ich “biznesów”. Rodziny za bezcen sprzedały wyposażenie i firmy zniknęły z rynku. Moje koszty przez to wzrosły, bo muszę teraz za potrzebne mi elementy i usługi płacić nieraz dwa razy więcej niż dotychczas, co stawia sens mojej działalności pod znakiem zapytania. Cen nie mogę podnieść, bo te wyznacza rynek i tańsza produkcja wielkoseryjna. Tak więc Luni masz do wyboru. Albo się ładnie uśmiechać, albo nie uśmiechać (ale tyrać). Dopóki w Sejmie zamiast artystów, nauczycieli, prawników, lekarzy, „zawodowych polityków” i urzędników nie zasiądą przedsiębiorcy, także ci drobni, to nie należy się spodziewać zmian w stosunku do mikrobiznesu w Polsce.”
          Żurek Janusz

          • zjanusz zjanusz pisze:

            „„Acht und achtzig Professoren und Vaterland, Du bist verloren”

          • zjanusz zjanusz pisze:

            A mikroprzedsiębiorcy w Sejmie nie zasiądą, bo nie mają czasu na „działalność polityczną. Poza tym jeśli wstąpią nawet do jakiejś partii, to jak zorientują się, że wokół nich są krętacze, ludzie nieodpowiedzialni, niesłowni, kłamcy, karierowicze, którzy własna matkę gotowi są sprzedać by się czegoś dochrapać, to sami wkrótce z partii występują. Niestety tak działa demokratyczna selekcja.
            Coś o tym wiem.

          • Piotr-Pierre pisze:

            Panie Januszu, czytalem juz ten Pana komentarz. Wspominalem ze dobrze pamietam ten czas. W latach „przelomu” (osiemdziesiate-dziewiecdziesiate) pracowalem w malutkiej firmie zajmujacej sie elektronika przemyslowa. Bylem w niej omnibusem – od wynalazkow (wiele niedostepnych na rynku podzespolow trzeba bylo „zastapic” :-) ) i rozwoju, poprzez produkcje, az po serwis. Robilismy (cztery osoby, w szczycie osiem) wszystko to co na zwiazek z energia w.cz. od zgrzewania follii, lutowania lancuszkow, hartowania, az po… male nadajniki UKF.
            Zarabialem (praca nie limitowana czasowo) wtedy bardzo dobrze, firmy polonijne placily wtedy sporo mniej. Seryjnie robilismy przez kilka lat zgrzewarki, konkurujac ze sp-nia, zatrudniajaca… okolo 300 osob, i byly miesiace gdy wypuszczalismy WIECEJ zgrzewarek niz oni. Korpusy, stoly itd. robili nam podwykonawcy, sporo podzespolow bylo z przemytu od… armii radzieckiej :-) .CZTERY OSOBY, w tym szef, bardziej literat niz elektronik, pomimo wyksztalcenia :-). Oprocz tego stale robilisdmy serwis i bardzo wtedy oplacalna produkcję jednostkową.
            Psuc sie zaczelo wszystko od taniego importu chinskiej tandety i spadku popytu. Calymi tygodniami nie mielismy zamowien. W koncu podebralismy nawijanie transformatorkow malej mocy dla „Zatry”. Tylko na czym je nawijac, skoro dwie nasze nawijarki byly rozklekotane latami nawijania transformatorow o dziesiatkach kilowatowych mocach? Kto rzemieslnikowi da kredyt na nowe nawijarki?
            Przyznaje – wtedy skapitulowalem, cisnalem karkasem o sciane i zwolnilem sie.
            Tak sie zakonczyl moj czas „budowania kapitalizmu”…

            Posdrawiam
            P.

      • Piotr-Pierre pisze:

        Dodam jeszcze: w Polsce probowalem wyjsc z dna, nie paląc, nie pijąc, pracujac stale, wplątany do tego w chorobę, dzieki czemu wg. lekarzy nie moglem pracować. Paradoksalnie, ten zakaz pracy czynil mnie biedniejszym o lapówki ktore dawac musialem lekarzom za poiswiadczanie nieprawdy – prawie dziewiéć lat. Nie udalo mi się to,niestety.
        Dlatego ( oraz dla NAPRAWDĘ darmowego leczenia) wyemigrowalem..

        P.

  2. Piotr-Pierre pisze:

    I jeszcze jedno. Teraz tak wiele rzeczy ma „szumne” nazwy. W tamtych czasach jesli czegos nie wiedzialem wsiadalem w trolejbus 51, i do Politechniki, do biblioteki wydzialu elektroniki, albo do „kanciapy” zaprzyjaznionego Docenta, ktory za ciastka od Wrobla (znana wtedy cukiernia) tlumaczyl, obliczal, rysowal :-).. A to wszystko bez przepisow, bez instytucji, bez szumnych nazw. Takie byly poczatki…

  3. Piotr-Pierre pisze:

    Wspomnienia mnie opadly… Wczesniej pracowalem w „Omigu”, ktory przez kilka lat byl czesciowo „zmilitaryzowany”, za tzw. psie grosze. Stroilem tam filtry. Ta militaryzacja to byla przyczyna upadku Omigu kilka lat pozniej, gdy najlepsi pracownicy stamtad odeszli (nie o sobie pisze, ja bylem zakala :-) ). A wracajac do mojej opowiesci, gdy tylko zawiesili stan gnojenny zaczalem sie za inna praca rozgladac. M in. bylem w Gabinie (nadajnik I PR 227kHz) oraz w sasiednim osrodku obliczeniowym. Niestety, place wszedzie byly zalosne. Az kupilem „Zycie Warszawy”, zerknalem w ogloszenia. Facet z Ursynowa szukal elektronikow podajac GRZECZNOSCIOWY numer telefonu, telefon na Ursynowie byl wtedy rzadkoscia. Zaryzykowalem, umowilismy sie… na piwo (tlumaczylem mu, ze nie pije, ale mi nie uwierzyl). Pojechalem, wlasciwie odkad sie ujrzelismy wiedzialem, ze wchodze w ten interes. I tak zaczalem swa pierwsza w zyciu PRYWATNA prace. Wielu moich znajomych pukalo sie wtedy w czola na moj widok, bo „etat to zawsze etat, a prywaciarz…”…

    P.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

279567