25042017Nowości:
   |    Rejestracja

1/3 Puszczy Białowieskiej bez ingerencji człowieka


1/3 nadleśnictw w Puszczy Białowieskiej pozostanie bez ingerencji człowieka, na pozostałym obszarze przeprowadzone będą działania zmierzające do „zahamowania procesu destrukcji siedlisk” – zapowiedział w niedzielę w Białowieży minister środowiska Jan Szyszko.



„Zostawiamy jedną trzecią nadleśnictw zagospodarowanych w stanie bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka, a pozostała będzie zmierzała w tym kierunku, żeby jak najszybciej zahamować proces destrukcji siedlisk priorytetowych i równocześnie chronić gatunki charakterystyczne dla tych siedlisk” – mówił na konferencji prasowej minister środowiska.

Dopytywany, czy chodzi o wycinkę drzew zaatakowanych przez korniki mówił, że „będą to działania z zakresu inżynierii ekologicznej zmierzające do tego, aby zahamować proces destrukcji siedlisk priorytetowych”.

Na terenie Puszczy Białowieskiej są trzy nadleśnictwa. Pytany o to, które tereny będą pozostawione bez ingerencji, a które nie, szczegółów nie podał. Zapowiedział, że najpierw zostanie przeprowadzona pełna inwentaryzacja, która określi stan „siedlisk priorytetowych”

Szyszko przed briefingiem podsumował dwudniową konferencję naukową pt. „Puszcza Białowieska – mity, fakty i przyszłość” zorganizowaną m.in. przez resort środowiska, klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości oraz Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Konferencja rozpoczęła się w sobotę w Warszawie w Senacie, gdzie kilkunastu naukowców wygłosiło swoje referaty. W niedzielę uczestnicy konferencji wzięli udział m.in. w wizycie studyjnej po terenie puszczy.

Szyszko mówił, że trwa spór o puszczę, który polega na tym, że jedni „uważają, że sposoby naprawcze mogą szkodzić naturalnym procesom zmian i mogą szkodzić w tym siedliskom priorytetowym”, natomiast inni – jak podkreślił – „uważają, że trzeba zacząć działać, żeby to ratować”.

Minister przedstawił propozycję programu naprawczego dla Puszczy Białowieskiej. W jego ocenie program ten jest „konieczny do realizacji”. Opracowany został wspólnie z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych.

Szyszko mówił, że główną jego częścią jest zrobienie dokumentacji. Jak zauważył, las był użytkowany przez człowieka przez lata i „sposób jego użytkowania zaowocował tym jak obecnie wygląda”. „Dlatego trzeba dokonać dokumentacji wszystkich aktów prawno-gospodarczych z uwzględnieniem inwentaryzacji przyrodniczych związanych z wyznaczeniem rezerwatów i obszarów Natura 2000, trzech nadleśnictw gospodarczych, czyli Białowieży, Browska, Hajnówki tak daleko wstecz, jak to jest możliwe” – mówił.

Minister zapowiedział, że zostanie stworzona też pełna dokumentacja dostępnych artykułów prasowych i informacji internetowych ukazujących się w Polsce i poza krajem przez ostatnie 25 lat dotyczących Puszczy Białowieskiej. A także dokumentacja listów, które znajdują się w ministerstwie środowiska oraz Generalnej Dyrekcji Lasach Państwowych z ostatnich 25 lat.

Kolejnym punktem działań będzie – jak mówił – rozpoczęcie programu badawczo-monitoringowego, który ma być finansowany przez Lasy Państwowe. Obejmie on m.in. opis drzewostanów siedlisk przyrodniczych z uwzględnieniem tych najcenniejszych, badania dotyczące zawartości węgla organicznego w profilu glebowym. Będzie też prowadzona dokumentacja fotograficzna tych terenów.

Szyszko mówił też, że w związku z różnymi koncepcjami ochrony siedlisk priorytetowych – wycinać bądź nie wycinać – „zostanie wydzielona reprezentatywna część puszczy, która zostanie poddana swojemu własnemu losowi, będziemy ją badali i monitorowali”. Dodał, że dzięki temu będzie można ocenić, czy można naprawić puszczę „zostawiając to czy też może odwrotnie, zaczynając działać”. Następnie cały eksperyment zostanie poddany analizie ekonomicznej, a także strat i zysków również środowiskowych.

Obecny na briefingu wiceminister środowiska Andrzej Konieczny wskazał, że w Nadleśnictwie Białowieża doprowadzono do nadmiernego rozmnożenia się kornika drukarza.

„Nadleśniczy działając w dobrej wierze i na zasadzie prawa, które go obowiązuje, wyczerpał swoje możliwości prawne w zakresie zwalczania degradacji. W związku z tym przygotował projekt, projekt został zaopiniowany i w tej chwili projekt jest w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych w Warszawie” – mówił. Dodał, że minister go „jeszcze nie widział”.

„Dzisiaj zajmujemy się bardzo ważną kwestią, kwestią przyszłości Puszczy Białowieskiej i kierunku dalszego postępowania. Jest to spotkanie, które wyznacza kierunki, zatem te wszystkie określone przez p. ministra zadania są kierunkowe. Teraz będziemy dopracowywać szczegóły, plany, różnego rodzaju harmonogramy i będziemy działać” – dodał Konieczny.

Przed przyjazdem ministra do Białowieży, w miejscowości odbyły się dwa protesty – zwolenników i przeciwników wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Przed Hotelem Żubrówka zebrało się kilkaset osób, które trzymały transparenty z hasłami m.in. „Katastrofa ekologiczna Puszczy Białowieskiej” czy „Puszcza Białowieska umiera”. Skandowali też m.in. „Wyciąć kornika, bo puszcza zanika!”. Protest zorganizowało m.in. Stowarzyszenie „Santa” Obrona Puszczy Białowieskiej.

Ponad sto metrów dalej odbyła się druga manifestacja, zorganizowana m.in. przez Fundację „Dzika Polska”. Kilkadziesiąt osób protestowało przeciw planowanej wycince drzew w puszczy. Trzymali transparenty: „Dziedzictwo narodowe nie na deski”, „Podlasie przeciw wycince puszczy”. Uważają oni, że najlepszą formą ochrony byłoby utworzenie na całym terenie puszczy parku narodowego. Dlatego też skandowali: „Cała puszcza pod ochroną!”.

Przedstawiciele obu manifestacji złożyli na ręce ministra swoje petycje. Mieszkańcy tego regionu już wcześniej złożyli na ręce premier Beaty Szydło petycję, by poziomu wycinki w puszczy nie zwiększać. Szyszko mówił, że zostaną one włączone do dokumentacji, która będzie tworzona w ministerstwie.

Zamieszanie wokół puszczy wywołał aneks do Planu Urządzenia Lasu (PUL) w nadleśnictwie Białowieża na lata 2012-2021, który zakłada zwiększenie pozyskania drewna w tym nadleśnictwie, z obecnych 63,4 tys. metrów sześciennych do 188 tys. metrów sześciennych. Leśnicy uzasadniają tę decyzję gradacją kornika drukarza.

Komentując te zamierzenia Greenpeace podkreślał, że „spełnia się czarny scenariusz dla Puszczy Białowieskiej”, a poprzez aneks „realizowany jest plan, przed którym ostrzegali naukowcy i organizacje pozarządowe”.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku podawała wcześniej, że w 2015 r. w puszczańskich nadleśnictwach zinwentaryzowano ok. 200 tys. świerków zasiedlonych przez korniki. Łączna masa tego drewna to – jak podawała – 260 tys. metrów sześć., a „rozpad drzewostanów” z udziałem świerka, wskutek gradacji korników, nastąpił na łącznej powierzchni ok. 4 tys. ha.

W związku ze sporem o puszczę, pod koniec lutego sejmik województwa podlaskiego zaapelował do rządu o wypracowanie kompromisowego rozwiązania w sprawie zarządzania nią oraz o działania na rzecz rozwoju tego regionu.

Źródło: NaukawPolsce.pap.pl

Napisane przez:


NULL

loading...
 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Ilość komentarzy: 5 dla artykułu "1/3 Puszczy Białowieskiej bez ingerencji człowieka"

  1. Jerzy pisze:

    A ja wam powiem jak wygląda w mojej miejscowości park. Znaczy w Michigan gdzie żyje więcej saren i jeleni niż ludzi. A od saren i jeleni więcej żyje szopów praczy, zajęcy, borsuków, bobrów, skunksów (niestety), kojotów, jastrzębi, sokołów, sępów (tak-sępów), trochę orłów i cała masa tego czego nawet nie potrafię rozpoznać.
    Park, jak wiekszość parków w Ameryce – zwykły miejski park, i tak jak w Ameryce większy od samego miasta… Coś jak pół dawnego polskiego powiatu. Mam szczęście że mam do niego tylko dzisięć minut na piechotę. Trochę mniej szczęścia ma mój pies, bo w parku jest obowiązek trzymania psa na 3 metrowej smyczy. Myślę że jak mnie jeszcze raz ranger złapie za puszczanie psa luzem, dostanę szlaban na ten park a następny park jest 15 minut jazdy i niestety dużo bardziej ucywilizowany. No ale jak tu trzymać polskiego owczarka nizinnego na smyczy? Zwłaszcza mojego owczarka?
    .
    A więc są oznakowane ścieżki, żeby nie zabładzić, sa też nieoznakowane ścieżki, i są ścieżki które najbardziej lubi mój pies – te zrobione przez zwierzęta.
    Chociaż w Polsce mieszkałem praktycznie w lesie, to nigdy nie widziałem ścieżek wydeptanych przez zwierzęta. No ale co je miało deptać skoro w Polsce zwierza żadnego nie ma (wbrew zachwytom polskich myśliwych i ich zapału do regulowania ich populacji).
    Kiedy przypomne sobie że w Puszczy Sandomierskiej w której mieszkałem, widziałem zająca raz na tydzień a sarne raz na miesiąc to normalnie śmiać mi się chce z tego zatrzęsienia zwierząt. Tutaj mój pies nawet nie goni za sarnami bo musiał by nic nie robić tylko ganiać z wywalonym jęzorem na okrągło a on głupi nie jest. Tylko zatrzymuje się bez ruchu i pokazuje mi że w tych krzakach jest sarna, w tamtych krzakach sarna, jeśli ja sam ich wcześniej nie dojrzę. A kiedy nagle się cofa pod moje nogi i sierść ma najeżoną, znaczy kojot albo inne paskudztwo i lepiej toto obejść szerokim kołem. Wtedy ja mu mówię żeby prowadził bo on lepiej wie jak to zrobić bezpiecznie.
    A wszystko to na jednym godzinnym spacerze. Na każdym i każdego dnia. No może za wyjątkiem kojota. Tego codziennie się nie spotyka.
    .
    To teraz mogę trochę o lesie. Masa w nim bagien, mokradeł, wzgórz, rzeka z niezliczoną ilością rozlewisk i meandrów. Nieźle można pobłądzić. W mojej puszczy w Polsce, bez względu na porę roku, dnia i nocy zawsze instynktownie wiedziałem w jakim kierunku jest dom. Chyba to Słońce nawet za chmurami mówiło mi w jakim kierunku właśnie idę. A może co innego? W końcu praktycznie urodziłem się w tej puszczy…
    Nie tutaj. W Ameryce jestem zupełnie zdezorientowany. W mieście, w lesie, gdzie bym nie był, jeśli nie znam miejsca to nie wiem w którym kierunku idę albo iść powinienem. Zdaję się wtedy na piesa. Ten wrócił do domu prosto jak strzała kiedy był jeszcze szczeniakiem…
    Dodać do tego że do Kanady jedzie się od nas na południe a nie na północ to juz zupełnie można dostać zawrotu głowy.
    Wiec chodząc tak po tym parku, co rusz musisz przeskakiwać powalone w poprzek ścieżki drzewa, zwłaszcza po wichurach których tutaj sporo. Za kilka dni przyjedzie ekipa i zrobi „przecinkę”. Przecinka wygląda w ten sposób że tną upadłe drzewo wzdłuż lewego skraju ścieżki, potem wzdłuż prawego i wycięty ze środka klocek odsuwają na bok ścieżki, po czym jadą do domu.
    Tak to już zostanie. Na zawsze. Dlatego wzdłuż ścieżek leży wielka masa pni upadłych drzew i mniejszych kloców. Wile z nich jest tak zmurszałych że rozsypuje się po dotknięciu. Tak właśnie wygląda w tym parku „przecinka”. Oczywiście w srodku lasu dleżących drzew jest jeszcze większa mas. Czasami jedne na drugich a na nich trzecie i czwarte… NIe przejdziesz choćbyś się nie… zaparł. Jedne padły od wiatru, drugie od korników, trzecie od bobrów – kto je tam wie? Jedno jest święte – tknać tego nie wolno. Prawdziwy matecznik.
    Jakieś teraz wątpliwości dlaczego saren jest wiecej niż ludzi, a od nich więcej jest szopów praczy, zajecy, borsuków, bobrów, sokołów, kaczek, dzikich gęsi….?
    Las poradził sobie przez ostatnich ile to… dziesięć tysiecy lat ale teraz bez człowieka zginie…?
    Ileż w nas jest arogancji, prawda?
    A tak abstrachując to o niebo bardziej wolał bym chodzić po Puszczy Sandomierskiej. Zupełnie inaczej chodzi się po lesie iglastym. Przestrzeń, niskie podszycie… Po liściastym jaki jest w tym parku, raczej nie da się chodzić poza ścieżkami. Zbyt gęsty. bardziej przypomina przebijanie się przez krzaki niż chodzenie po lesie. Dobrze przynajmniej że w Ameryce ma co te ścieżki wydeptywać…

    • Piotr-Pierre pisze:

      Bonsoir :-) Panie Jerzy, widzę ze laczy nas szacunek dla przyrody. Nawet dzis po pracy bylem na spacerze, czesciowo przebiegnietym. Odkad tu mieszkam dziwie sie, jak bardzo moze sie roznic las od lasu pomimo tych samych drzew, krzewow, roslinnosci. Bo w Polsce tez blisko lasu mieszkalem. Zgodze sie z Panem, ze w Polsce jest za duzo „opieki” nad lasami, za duzo tzw. „gospodarnosci”. We Francji NIE WOLNO wywozic z lasu drewna, od pozysku drewna sa PLANTACJE DRZEW, a te nie sa lasami, nawet inaczej wygladaja juz z daleka. Las ma byc dziki, zapuszczony i gesty.
      Niestety, i tu gdzie mieszkam dotarly skazenie gleby, zanieczyszczenia przemyslowe, kwasne deszcze itd. A jest to piekny zakatek, w widlach dwoch rzek, to znaczy byl, ale moze (jesli prawda jest ze ziemia oczyszcza sie sama) za kilkadziesiat lat znowu bedzie?
      Na razie oprocz ptakow zyje w tych lasach miliony zajecy, na ktore polowania sa bardzo rzadkie. A do dlugich spacerow las, Kanał oraz brzegi rzeki l’Yonne sa znakomite.. Na jutro zapowiadaja tu piękna wiosenna pogodę, dzis bylo chlodniej. Pospaceruje sobie po poludniu.

      Pozdrawiam
      P.

      • Jerzy pisze:

        Również witam. Tutaj było podobnie do momentu zastąpienia elektrowni weglowej atomową. Nagle powietrze zrobiło się czyste i przyjemne a woda krystaliczna. Jedynie zimą czuć dym z opalanych drewnem kominków. Akurat to ma swój urok, zwłaszcza że amerykańskie miasto jest jak wielka polska wieś.
        Dym z kominków do tego krajobrazu pasuje.
        Dziwią mnie te kwaśne deszcze we Francji bo przecież Francja ma prawie wszystkie elektrownie atmowe. Może to wiatry z… Niemiec?
        U nas wiosna właśnie zawitała. Zawsze tak tu jest – przedwczoraj śnieg po kolana, wczoraj deszcz zmył śnieg, a dzisiaj +17C nawet wieczorem i rankiem. Tylko pies markotny bo jego sezon się skończył. Od dzisiaj ciepło a za niedługo piekielnie gorąco. To nie klimat dla polskiego psa… Wczoraj dopadł ostatniej łaty śniegu i nie było takiej siły na świecie by go z niej ściągnąć…
        U nas zajęcy nie traktuje się jako zwierzynę łowną zaś na jelenie polują miliony ale wyłacznie w sezonie łownym który trwa zaledwie 2 tygodnie – ostatnie dwa tygodnie listopada. Jest jeszcze krótki sezon dla polowań z łukiem i na… muszkiety ładowanych przez lufę, ale te się praktycznie nie liczą.
        Osobiście świetnie strzelam ale nie mam już żadnej pokusy do mordowania. Kiedy wstajesz rano a po drugiej stronie okna wstaje po nocnym śnie jeleń, patrzy na ciebie z odległości metra, odwraca głowę i spokojnie odchodzi, albo kiedy czytasz w ogródku książkę a pod twoje krzesło przykicuje niczego nie świadomy zając, jakoś przechodzi ci wszelka ochota na zabijanie.
        Szkoda że to się skończyło. Z jakiegoś powodu pies jest absolutnie przekonany że z braku owieczek jego jedyną pracą jest trzymanie wszelkiego zwierza (i sąsiadów) w bezpiecznej odległości od domu! Tylko wiewióry się z niego naśmiewają co doprowadza go do szewskiej pasji.
        Pozdrawiam

        • Piotr-Pierre pisze:

          Z tego co od dawna slyszę Ameryka Północna jest o wiele mniej zniszczona ekologicznie niż Europa, szczegolnie zachodnia. Tu placą za „burzliwy rozwój” lat szescdziesiatych, siedemdziesiatych, osiemdziesiatych. Ziemia jest o wiele bardziej skazona niz w Polsce, choc rzeki już czystsze. Odradzanie się przyrody potrwa, choc teraz zanieczyszczenia (postindustrializm) są tu o wiele mniejsze. Dzieciaki sa tu w szkolach uczone o gatunkach mchów i widlaków rosnacych wlasnie z powodu skazeń i zanieczyszczen na murach miast. Brr…
          Podobno po tych naroslach, po ich kolorze da się ocenić skalę skazenia powietrza i wody.
          Chociaz, znowu, woda z kranu wydaje mi się tu o wiele smaczniejsza niż polska, ale i ujecie wody tu wyglada inaczej. Dla osmiotysięcznego miasta jest to calkiem spora „fabryka”, a ogrodzenie jest ze sporym „zapasem”, aby zabezpieczyc samo glebinowe ujecie.
          Co do zanieczyszczen teraz tu modne jest „ekologiczne” nawozenie, stoja w parkach nawet tabliczki z przekreslonym slowem „pesticides”. Ale za to nawozenie azitanami beda jeszcze dlugo placili, bo wymywa sie trucizna wolno. Slimaki winniczki sa we Francji… rzadkoscia, wiekszosc pochodzi z importu z Rumunii i z Polski.
          Mam wrazenie mueszkajac tu juz dosc dlugo, ze Polske, pomimo socjalizmu (a moze dzieki niemu wlasnie?) najgorsze zanieczyszczenie srodowiska ominelo. Obysmy umierli zrobic z tego nasz atut.

          Pozdrawiam
          P.

          • Jerzy pisze:

            W Ameryce polska żywność jest synonimem smaczna żywność i zdrowa żywność. Nie przesadzę mówiąc że taka renoma jest warta więcej niż roczny dochód narodowy Polski.
            Szkoda że wielu w Polsce cieżko pracuje nad tym by domyślnik „zdrowa” zniszczyć.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

 

279836